Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Mleko. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Mleko. Pokaż wszystkie posty

środa, 14 czerwca 2017

Placuszki z botwiną i ricottą

Ciepłe dni tej wiosny dotarły do nas nieco później i dopiero teraz widać na osiedlowym ryneczku wysyp nowalijek. Skoro wiosna się rozkręca nie może zabraknąć naszej sezonowej odsłony wspólnego gotowania - wraz z Alą, Kamilą, Magdą i Marzeną zapraszamy na Jarskie Dania na Cztery Pory Roku - Wiosna.


 

Jeśli zaś chodzi o moje różowe placuszki, to jest to idealne danie w te upalne majowe dni. Placuszki są pulchne nawet gdy lekko przestygną, a ricottę możemy przygotować wcześniej i wstawić do lodówki, otrzymany wtedy placuszki z serkiem a'la chłodnik:) Młodą botwinkę zjedzmy na surowo. Jestem świeżo po lekturze "Food Pharmacy" i jedzenie większej ilości surowych warzyw to moje mocne postanowienie:)



SKŁADNIKI:
Różowe naleśniki 
- 3/4 szklanka mleka
- 1 jajo
- 1/2 szklanki gazowanej wody
- płaska łyżeczka proszku do pieczenia
- 1 szkl mąki
- 4 małe buraczki z pęczka botwinki (starte na tarce o małych oczkach)
- 1-2 łyżki zakwasu buraczanego (można zastąpić łyżka soku z cytryny lub octu winnego)
- szczypta soli

Ricotta z botwinką:
- ok. 200g sera typu ricotta 
- pół pęczka koperku 
- kilka najmłodszych listków botwinki z łodyżkami
- ząbek czosnku 
- 2-3 łyżki serka homogenizowanego lub mleka 
- sól i pieprz do smaku 

PRZYGOTOWANIE:
1. Jajko zmiksować z solą, następnie dodać mleko, mąkę, proszek do pieczenia i starte buraczki. Wszystko zmiksować ponownie, a następnie delikatnie dolewać wodę gazowaną dalej miksując do uzyskania odpowiedniej konsystencji ciasta naleśnikowego (jak mówi Magda Gessler: podnosząc łyżkę pionowo – powinno spływać i jednocześnie pokrywać powierzchnię łyżki).
2. Na rozgrzanej patelni delikatnie natłuszczonej smażymy małe placuszki (mi wyszło ok. 15).
3. Przygotować serek: liście botwinki wraz z łodyżkami i koperek drobno posiekać, czosnek przecisnąć przez praskę, dodać wszystko do serka, podusić widelcem i dokladnie wymieszać. Żeby serek nie był sypki, dodać trochę mleka lub serka homogenizowanego, aby masa serowa była  bardziej zwarta. Na koniec doprawiamy wszystko do smaku solą i pieprzem.
4. Placuszki podajemy ze sporą łyżką serka.


niedziela, 21 sierpnia 2016

Drożdżówka sypana ze śliwkami

Ciasto drożdżowe nigdy mi nie wychodziło... Potrafiłam zrobić ciasto na pizzę, ale drożdżówka z owocami i kruszonką była dla mnie wyzwaniem. Na szczęście mama namówiła mnie abym spróbowała zrobić to ukochane letnie ciasto według przepisu Ewy Wachowicz w wersji "dla leniwych" (ja bym dodała "lub nieudolnych").


Dostałam też od rodziców dużo dojrzałych węgierek, co dodatkowo zmotywowało mnie do podjęcia wyzwania. I muszę przyznać, że było warto! Moje ciasto drożdżowe w końcu wyszło wysokie, mięciutkie, puszyste i doskonałe w smaku! Nie obyło się bez konsultacji telefonicznej ("Miska ze składnikami jest prawie pewna, czy ciasto rośnie wysoko?", okazuje się, że w misce nie rośnie zbytnio, tylko "pracuje", tu i ówdzie wypływają "drożdżowe wulkany", ale raczej nie ma obawy że ucieknie z miski - u mnie zostało ok. 2 cm do brzegu miski).


SKŁADNIKI:
  • 4, 5 szklanki mąki pszennej
  • 3/4 szklanki cukru
  • 4 roztrzepane jajka
  • 1  szklanka oleju
  • 3/4 szklanki letniego mleka
  • 10 dkg. drożdży
  • szczypta soli
  • drobne owoce (u mnie śliwki przekrojone na połówki)
Kruszonka
  • 50 g masła
  • 1/2 szklanki mąki
  • 1/3 szklanki cukru
PRZYGOTOWANIE:
1. Na dno szerokiej miski pokruszyć drożdże. 
2. Dodawać równomiernie po całej powierzchni miski i warstwowo: cukier, roztrzepane jajka, olej, letnie mleko, przesianą mąkę i sól.  Należy zachować taką samą kolejność składników, jak w przepisie. 
3. Miskę przykryć lnianą ściereczką, zostawić w ciepłym miejscu i odstawić na trzy godziny (ja wytrzymałam tylko 2.5 i też wyszło;). W tym czasie można posiekać i zagnieść masło z mąką i cukrem na kruszonkę i odstawić do lodówki.
4. Po tym czasie krótko wyrobić zawartość miski drwnianą łyżką. 
5. Prostokątną dużą blaszkę wykłożyć papierem do pieczenia, ciasto wyłożyć równomiernie i ułożyć owoce. Na wierzchu ciasta rozetrzeć kruszonkę. 
6. Piec około 35 minut, w temp. 180 stopni. Smacznego!



niedziela, 14 lipca 2013

Fasolka szparagowa w sosie serowym

Wakacje trwają. Mimo iż nie mam urlopu, to jednak zrobiłam sobie wakacje... od blogowania. Wiem, że taka nieobecność i znikanie bez słowa na ponad miesiąc jest niewybaczalne, ale może jednak znajdzie się ktoś litościwy i zrozumie...? Na swoje usprawiedliwienie mam tylko tyle, że nie gotowałam w tym czasie nic spektakularnego, nic odkrywczego, nic czym warto byłby się podzielić z innymi... Mało tego! Gdy już nawet próbowałam, to mi nie wychodziło!


Blogerskim leniem zaraziłam się od niejakiej Aluchy:P Ona zapewne wszystkiemu zaprzeczy, ale opublikowała taki jeden post, gdzie napisała, że jej się nie chce, ja to skomentowałam, że owszem, że bywa, że przejdzie... Nie wiedziałam wtedy tylko, że przejdzie tak szybko i to na mnie:D W międzyczasie nawet udało mi się poznać Aluszkę w realu (i nie chodzi o ten duży supermarket), w najprawdziwszej rzeczywistości, i powiem wam w sekrecie, że jest ona równie sympatyczna i równie rozmowna na żywo, jak w blogosferze:)))


A dziś zapraszam na fasolkę w sosie serowym (zachęcił mnie sukces tego kalafiora - bez przerwy w TOP TEN na moim blogu:)

SKŁADNIKI:
- 1 kg fasolki szparagowej
- 1 spora łyżka masła
- 1 łyżka mączki kukurydzianej
- 1 szklanka mleka
- 2 garście startego żółtego sera
- sól i pieprz

PRZYGOTOWANIE:
1. Przygotować fasolkę: obcinamy końcówki z dwóch stron, myjemy i wrzucamy do garnka
2. Gotujemy ok.30 minut (lub dłużej, do miękkości - zależy od fasolki) 
3. Gdy fasolka jest ugotowana, odcedzamy z wody i przekładamy do miski w której będziemy ją podawać.
4. Z mączki kukurydzianej i masła robimy białą zasmażkę, czyli wsypujemy mąkę na garnka dodajemy masło, i cały czas mieszamy aż masło się roztopi i połączy z mąką. Pilnujemy żeby się nie przyrumieniło.
5. Do zasmażki dolewamy mleko i mieszamy dokładnie.
6. Następnie dodajmy ser żółty i dopiero na koniec doprawiamy solą i pieprzem według uznania.

PS. Można taką fasolkę z sosem serowym zapiekać w naczyniu żaroodpornym:) Też pycha:)

czwartek, 18 kwietnia 2013

Twarożek kanapkowy inaczej

Czasami bywa tak, że blog boli... Parafrazując pewien kabaret... My blogerzy, tak samo jak członkowie owego kabaretu, padamy na twarz w poszukiwaniu dobrze dobranych słów, które złożą się na treść posta. Rację ma Nuovana pisząc na facebooku, że no po prostu nie da się wkleić samego przepisu na bloga. Nie i koniec. Trzeba skrobnąć choćby słówko, szczególnie gdy ma się zapędy literackie:) Głupio tak pisać o niczym, tak jak ja teraz, ale czasem tak to po prostu wychodzi. Przepisy z gotowymi fotkami czekają w kolejce, aż przyjdzie wena i wpis się zwerbalizuje:) A co mnie zainspirowało do napisania tego posta? Raporcik. O blogerach. Pono "internauci postrzegają ich przede wszystkim jako popularnych, pozytywnych, lubianych, inspirujących i przyjaznych". Hmmm...


Pomyślmy... (To także czasem boli;) Co myślę o innych blogerach??? Dokładnie-tak-właśnie:))) Pozytywni. Inspirujący. Przyjaźni. Co dodałabym od siebie? Wydaje mi się, przynajmniej w zakresie blogosfery kulinarnej, że zazwyczaj zakładam, iż bloger pisze prawdę. Prawdziwszą prawdę niż niektóre magazyny i portale kulinarne z wypacykowanymi fotkami, na których gołym okiem widać, że połowy składników nie użyto do wykonania "ślicznego dania". Owszem, fotograf zdolny, ale danie jest wielką niewiadomą. Pewnie, że się nacięłam i to nie raz. Bywa i tak, ale są miejsca w sieci, gdzie wracam bez obaw. Na przykład taki twarożek kanapkowy od Aluchy - zdecydowanie godny polecenia, jak słusznie zachwala autorka przepisu:)


SKŁADNIKI:
- 100g dobrej jakości twarogu (użyłam półtłustego)
- łyżka pestek słonecznika
- łyżka pestek dyni (opcjonalnie, dodałam od siebie:)
- 2 łyżki pokrojonej w kosteczkę świeżej czerwonej papryki
- 1 łyżka mleka/ lub śmietany
- 2 łyżki oleju lnianego
- 5 ziaren pieprzu
- 2-3 płatki suszonego czosnku (opcjonalnie, dodałam od siebie:)
- sól do smaku

PRZYGOTOWANIE:
1. Pestki dyni i słonecznika uprażyć na złoto na suchej patelni.
2. Do miski przełożyć biały ser, dodać mleko/śmietanę i olej lniany i podusić widelcem (jeśli wolicie gładszą konsystencję, można to wszystko zmiksować blenderem)
3. Dodać uprażone ziarna, paprykę skrojoną w kostkę, świeżo zmielony pieprz i zmielony w moździerzu suszony czosnek, osolić do smaku.
4. Idealnie smakuje z pajdą świeżego chleba:)


piątek, 7 grudnia 2012

Chleb na owsiance

Powoli zaczynam być samowystarczalna. Potrafię zrobić sobie kiełbasę, makaron i jak się dzisiaj okazało - również chleb:) Oto mój pierwszy chlebowy raz. Chleb na owsiance*. Konsystencją nie przypomina jednak zwykłego chleba. Jest bardziej wilgotny i elastyczny, a do tego ma przecudownie chrupiącą skórkę! Z radością dołączam go do mojej prywatnej kolekcji Smakołyków Karmiącej Mamy, bo przepis oczywiście poddałam "weganizacji" z powodu galopującej alergii Synusia.


Dlaczego galopującej? Bo ja już nie mam zielonego pojęcia co go uczula! Teraz podejrzewam chleb razowy z naszej piekarni... Zauważyłam ostatnio reklamę chleba "fitness" w ich sklepie, w składzie pojawiła się obok świetnych mąk pełnoziarnistych, także mąka sojowa... A często się zdarza, że jeśli dziecko ma uczulenie na mleko krowie, to także soja na nie źle działa. Dodatkowo nie jem już prawie nic "sklepowego", bo tam nigdy nie wiadomo, co ci wpakują pod nazwą "aromaty" albo "przyprawy"... Notuję każdego dnia jakie produkty zjadłam i potem patrzę się na tę listę i dumam, i dumam... Dum, dum, dum.


W najbliższych dniach pewnie będę testować kolejne chlebki na drożdżach, bo zrobienie chleba na prawdziwym zakwasie nadal lekko mnie przeraża:)

SKŁADNIKI (na dwie keksówki o wymiarach 11 x 20 cm):
- 500 g białej mąki pszennej
- 1 i 1/4 łyżeczki (4g) drożdży instant
owsianka:
- 150 g drobnych płatków owsianych (użyłam błyskawicznych z lidla i też wyszło:)
- 450 g wrzącej wody
- 2 łyżki (30 g) miękkiego masła (użyłam margaryny roślinnej)
- 2 i 1/4 łyżeczki (13 g) soli
- 1 i 1/2 łyżki (30 g) jasnego miodu (zastąpiłam łyżka cukru)
- 175 ml mleka (zastąpiłam zimną wodą)
na wierzch:
- 1 łyżka czarnego sezamu (zastąpiłam czarnuszką)
- 1 łyżka białego sezamu
- 1 łyżka płatków owsianych
do wysmarowania formy:
- masło lub margaryna
- otręby pszenne


PRZYGOTOWANIE:
1. Mąkę połączyć wymieszać z drożdżami.
2. Do miski wsypać płatki owsiane, sól i miód/cukier, zalać wrzątkiem, dodać masło/margarynę i wymieszać aż masło/margaryna się rozpuści. Następnie dolać zimnej wody.
3. Gdy owsianka przestygnie, dodajemy ją do maki z drożdżami i wyrabiamy ciasto mikserem z hakiem przez 15-20 minut. Ciasto będzie lepkie i klejące.
4. Ciasto odstawiamy do wyrośnięcia, aż podwoi swoją objętość (około godziny).
5. Po tym czasie ciasto lekko spłaszczamy zwilżonymi dłońmi, a następnie przekładamy ciasto do keksówki wysmarowanej masłem/margaryną i wysypanej otrębami. Wierzch ciasta lekko wyrównujemy zwilżonymi dłońmi i posypujemy sezamem, czaruszką i płatkami owsianymi - odstawiamy do ponownego wyrośnięcia, aż ciasto powiększy się o ok. 70-75% (około 20-30 minut).
6. Chleb pieczemy w piekarniku nagrzanym do 200 stopni przez 50-60 minut.


 * Przepis na ten chlebek znalazłam w Kuchni nad Atlantykiem.

wtorek, 20 listopada 2012

Kruidnoten - holenderskie ekspresowe pierniczki

Ciasteczka te dedykuję koleżance, Dorin, która w myśl zasady "do odważnych świat należy" wyjechała do Holandii, aby podbić swymi umiejętnościami tamtejszy rynek pracy i tak jeszcze zupełnie przy okazji, podbić serca Holendrów swym nowo-odkrytym talentem cukierniczym. Przemawiając uniwersalnym językiem miłości, czyli językiem czekolady, zaserwowała znajomym tartę czekoladową z gruszkami z mojego bloga:) Nic tak nie cieszy, jak to, że korzystacie z tych przepisów i że Wam smakują:) Mam nadzieję, że tak będzie również z tymi ciasteczkami!


Heh, moje pierniczki nie wyszły tak kształtne jak na blogu Addio Pomidory, na którym je znalazłam, ale okazały się tak pyszne, że zniknęły bardzo szybko, więc najlepiej nie przejmować się kształtami i faktycznie od razu podwoić proporcje ciasta. Dlaczego skusiłam się na te ciasteczka? Ujęła mnie ta ciekawostka z przepisu źródłowego: "Są symbolem płodności, podobno dlatego właśnie nie należy ich układać na talerzyku a swobodnie rozsypywać na wzór siewcy siejącego ziarna". Zatem kochajcie się i rozmnażajcie, jak radzi wam Matka Karmiąca, i objadajcie się Smakołykami, bo życie jest za krótkie, żeby sobie odmawiać takich drobnych przyjemności:)


PS. Oczywiście musiałam dokonać weganizacji tego przepisu:))) (moje zmiany w nawiasach)

SKŁADNIKI:
- 115 g mąki tortowej
- duża szczypta proszku do pieczenia (przez przypadek pominęłam ten składnik)
- 1 łyżeczka przyprawy do piernika
- pół łyżeczki kakao (pominęłam)
- 50 g cukru
- szczypta soli
- 50 g miękkiego masła (użyłam roślinnego)
- 1 łyżeczka miodu (zastąpiłam syropem owocowym)
- 2 łyżki mleka (zastąpiłam wodą)

PRZYGOTOWANIE:
1. Nagrzewamy piekarnik do temperatury 160 stopni, blaszkę wykładamy papierem do pieczenia
2. Do miski przesypujemy wszystkie składniki i szybko zagniatamy ciasto
3. Nabieramy kawałeczki ciasta w dłoń i formujemy małe kulki wielkości orzecha laskowego (moje były trochę większe, powiedzmy wielkości orzecha włoskiego). Z podanej porcji uzyskamy ich około 40 (mi wyszło 30).
4. Układamy na przygotowanej blasze zachowując odległości i pieczemy 20 minut.
5. Studzimy i przekładamy do puszki (nasze zniknęły zanim zdążyły dokładnie ostygnąć). Przechowujemy szczelnie przykryte. 

niedziela, 8 lipca 2012

Kwiaty cukinii w cieście z polewą z białej czekolady

Na ogrodnictwie niestety się nie znam. Dlatego na kwiaty cukinii poluję już od dwóch miesięcy, czyli o wiele za wcześnie... Zaprzyjaźniony Pan na moim osiedlowym ryneczku od tygodni molestowany był pytaniami o cukinię. Bardzo się zdziwił, że interesują mnie tylko kwiaty, ale obiecał, że to się da załatwić:) Najpierw powiedział, żebym przyszła po Zimnej Zośce podpytać, bo dopiero wtedy sadzonki będą wkładane do ziemi. Niestety kolejne dni maja były bardzo chłodne, więc wszystko sie opóźniło. Przy kolejnej okazji dowiedziałam się, że cukinie już rosną w ziemi, ale jeszcze nie kwitną. Natomiast w tym tygodniu okazało się, że kwiaty są i możemy się umówić na "zbiory":) Dlatego wczoraj wracałam z ryneczku cała w skowronkach z bukiecikiem żółtych kwiatów cukinii.


Zdecydowałam się je przyrządzić na trzy sposoby: w samym cieście naleśnikowym, w cieście i ze słodkim nadzieniem oraz w podobnej wersji tylko, że na słono: z serkiem homogenizowanym, kawałkami szynki i oregano. Zdecydowanie zwyciężyła wersja na słodko:) Kwiat cukinii nie ma żadnego dominującego aromatu,toteż to danie to raczej finezyjny sposób na przygotowanie naleśników czy racuszków, niż jakieś odkrycie smakowe. Oczywiście ma wpływ na fakturę placuszka, bo płatki kwiatka stawiają lekki opór przy nagryzaniu - no i są jeszcze względy czysto estetyczne, czyli piękny kolorek po rozkrojeniu takiej kwiatowej paczuszki.


SKŁADNIKI:
- 11-12 kwiatów cukinii (ja dostałam same męskie, na łodyżce, bez zalążka owocu cukinii i ponoć lepiej te zrywać, aby roślina mogła dalej bez przeszkód owocować:)
- ok. 200 g naturalnego serka homogenizowanego
- łyżka cukru pudru
- odrobina cukru wanilinowego
- 2 łyżki płatków migdałowych podprażonych na suchej patelni i pokruszonych
- składniki na ciasto naleśnikowe: mleko, mąka, jajko, szczypta soli i dodatkowo pół łyżeczki proszku do pieczenia - skorzystajcie ze swojego wypróbowanego przepisu wzbogacając go o proszek do pieczenia, ja robię je totalnie na oko, więc trudno mi podać proporcje, ale ciasto powinno być gęstsze niż na tradycyjne naleśniki, aby dobrze otulało kwiat z nadzieniem
- olej do smażenia: najlepiej bezsmakowy i o wysokiej temperaturze spalania, ja użyłam kokosowego
- tabliczka białej czekolady + kilka łyżek mleka


PRZYGOTOWANIE:
1. Kwiaty oczyścić z piasku i ewentualnych żyjątek, wyciąć pręciki - najlepiej nożyczkami (próba wyłamania pręcika palcami kończyła się rozerwaniem kielicha:).
2. Serek wymieszać z cukrem pudrem i migdałami.
3. Przygotować ciasto wg swojego sprawdzonego przepisu, pamiętając o tym że ciasto ma być bardziej gęste niż zazwyczaj i wzbogacone o proszek do pieczenia.
4. Do kielicha kwiatka nakładamy łyżeczkę nadzienia serowego, płatki zakręcamy jak cukierek, zanurzamy w cieście naleśnikowym i smażymy z dwóch stron na złoty kolor na rozgrzanym oleju.
5. Czekoladę rozpuścić w mleku i podawać do świeżo usmażonych placuszków.


czwartek, 21 czerwca 2012

Jagodzianki

Na ryneczku pojawiły się jagody, nie mogłam się oprzeć i od razu kupiłam:) Najpierw zrobiłam duuużo jagodowego koktajlu, aby przywołać kilka wspomnień z dzieciństwa, a potem zastanawiałam się co począć z resztą... Ośmielona ostatnim drożdżowym sukcesem postanowiłam zrobić jagodzianki:))) Po raz już nie wiem nawet który okazało się, że wybór ten był aż nader trafny, bo mój Miśku właśnie rozprawiał i biadolił nad tym w pracy, że w żadnej cukierni nie może dostać tych jagodowych bułeczek.


Najpierw przeanalizowałam dokładnie przepis źródłowy z Moich Wypieków. Stwierdziłam, że chyba dam radę podążać za... białym króliczkiem?... wróć: za instruktażem z przepisu. Jednak w swym roztargnieniu zapomniałam o ponownym odstawieniu bułeczek do wyrośnięcia i zamiast tego włożyłam je prosto do piekarnika... Trochę mnie to zmartwiło, ale na szczęście bułeczki wyszły przepyszne: mięciutkie, puszyste i mega-napakowane jagodami! Kolejny goho-odporny przepis, nawet mi nie udało się go zepsuć, genialne!:))) Takie lubię najbardziej:))) A jagodzianki serdecznie polecam!


P.S. Swoją drogą, skoro jagodzianki były takie pyszne mimo opuszczenia jednego kroku w przepisie, to ciekawe jak bardzo pyszne byłby gdybym, go nie pominęła...??? Co daje powtórne wyrastanie takich już nadzianych bułeczek? Macie jakieś pomysły? :)

SKŁADNIKI:
- 500 g mąki pszennej
- 1,5 łyżeczki suchych drożdży (7 g)
- szczypta soli
- 1 szklanka mleka (250 ml)
- 1 jajko
- 1/4 szklanki oleju słonecznikowego
- pół szklanki cukru
- 8 g cukru waniliowego
jagody:
- 300g jagód
- 3 łyżki cukru
- 1 łyżka mąki ziemniaczanej
lukier:
- 1 szklanka cukru pudru
- 2-3 łyżki wody

PRZYGOTOWANIE:
0. Jagody wymieszać z cukrem i z mąką ziemniaczaną i odstawić.
1. Mąkę, drożdże i sól wsypać do miski.
2. Dodać mleko (lekko podgrzane) i jajko (w temperaturze pokojowej) i dokładnie wymieszać.
3. Dolać olej, dosypać cukier i cukier waniliowy - zagnieść miękkie i plastyczne ciasto, a następnie przykryc miskę ręcznikiem i odstawić na 1h-1.5h do wyrośnięcia w ciepłe miejsce.
4. Po tym czasie ciasto krótko wyrobić i podzielić na małe kulki (mi wyszło 9, w przepisie źródłowym 16) i pozostawić na 15 minut do napuszenia.
5. Z każdej kulki uformować ręką mały okrągły placek na środek którego nakładamy sporą łyżkę wcześniej przygotowanych jagód.
6. Zlepić brzegi placka, formując małą sakiewkę i przełożyć jagodziankę na wyłożoną papierem do pieczenia blachę złączeniem "sakiewki" do dołu.
7. Przepis źródłowy w tym miejscu zaleca odłożenie bułeczek na 45 minut do ponownego wyrośnięcia, ale ja ten krok przeoczyłam w przepisie (przez przypadek, i nie miało to dramatycznego wpływu na efekt końcowy) i od razu włożyłam bułeczki do piekarnika nagrzanego do 220 stopni.
8. Piec 15 minut (trzeba uważać, bo mi się np. trochę mocno zarumieniły od spodu).
9. Upieczone jagodzianki umieścić na kratce i odstawić, aby lekko przestygły.
10. Przygotować lukier: cukier puder rozrobić 2-3 łyżkami wody, lukier powinien być dość gęsty i nakładamy go na przestudzone, ale jeszcze nie zimne bułeczki i rozsmarowujemy go pędzelkiem, jeżeli lukier jest bardzo gęsty, to można pędzelek namoczyć w odrobinie wody, aby łatwiej było go rozsmarować:)



poniedziałek, 18 czerwca 2012

Kalafior zapiekany w sosie serowym

O tym, że kalafior świetnie się komponuje z żółtym serem dowiedziałam się od Jamiego Olivera przy okazji serowo-kalafiorowej zupy [klik]. Dlatego przepis na kalafior zapiekany pod serową pierzynką od razu sobie oznaczyłam hasłem "do zrobienia" podczas pierwszego przeglądania "Kuchni Neli". Niby zwykłe "warzywko" do obiadu, a jednak można wymyślić coś innego niż standardowy kalafior z wody z masełkiem i zrumienioną bułką tartą (choć to klasyka gatunku, którą często serwuję:).


To jest właśnie największy urok blogowania! To ciągłe poszukiwanie nowych inspiracji, nowych pomysłów na przygotowanie zwykłych produktów, to wykraczanie poza standardowe i rutynowe metody gotowania, które wcale nie muszą być skomplikowane, wymyślne czy pracochłonne. Tak jest z tym kalafiorem: gdy gotował się na parze, ja przyrządzałam sos, a gdy kalafior był zapiekany, ja przygotowywałam mięsko. Poświęciłam na to nie więcej niż pół godziny. Polecam wszystkim zapracowanym!:)


SKŁADNIKI*:
- 1 duży kalafior (ok. 1 kg)
- 2 łyżki mąki
- 2 łyżki masła
- 1 szklanka mleka + jeszcze trochę (na oko, w razie gdyby sos zrobił się zbyt gęsty od sera - zależy to od tego jakiego żółtego sera użyjemy, wtedy można dodatkową ilością mleka lekko go rozcieńczyć)
- 60 g dobrego żółtego sera (około dwie duże garście startego ser, który dobrze się rozpuszcza) + odrobina do posypania na wierzchu
- sól, pieprz, szczypta gałki muszkatołowej
- 20 g parmezanu

PRZYGOTOWANIE:
1. Kalafior podzielić na różyczki i ugotować na parze (jak kto lubi: do miękkości albo al dente)
2. Podstawą jest średnio gęsty sos beszamelowy, zaczynamy od zasmażki: na patelnię wrzucamy mąkę i masło, mieszamy cały czas do momentu aż masło z mąką zacznie się pienić, ale jeszcze nie rumieni się; dodajemy mleko i intensywnie mieszamy aż sos zacznie gęstnieć.
3. Gotując wszystko na małym ogniu, dodajemy starty ser żółty i mieszamy aż powstanie jednolity sos.
--- To jest dobry moment, aby włączyć piekarnik na 180 stopni:) ---
Teraz wszystko zależy od rodzaju sera, jeżeli wyjdzie nam serowa klucha, a nie sos to należy dolać trochę mleka i dalej mieszać, aż osiągniemy taką konsystencję, która bardziej przypomina sos:)
4. Dodajemy starty parmezan (część można zostawić do posypania na wierzchu przed zapieczeniem) i sprawdzamy dopiero teraz po dodaniu serów, ile soli dodać do smaku. Doprawiamy zatem solą, pieprzem i gałką muszkatołową.
5. Różyczki kalafiora umieszczamy w naczyniu żaroodpornym i zalewamy gorącym sosem. Wierzch posypujemy resztą startego żółtego sera i parmezanu.
6. Naczynie żaroodporne umieszczamy w piekarniku, raczej bliżej górnego rusztu, bo chodzi tylko o to, aby ser się lekko zarumienił. Zapiekamy około 15 minut.

*Przepis zaczerpnięty z "Kuchni Neli"


niedziela, 10 czerwca 2012

Cynamonowe bułeczki z jabłkiem, karmelem i migdałami

Czy pornografia jest zła? Ta kulinarna na pewno! Porno food fotę zobaczyłam w piątek. Oblizałam się lubieżnie na widok tych bułeczek, ale nie zapisałam linka do przepisu. Pomyślałam, że jutro mi przejdzie. Jednak w sobotę wcale nie było lepiej... Myślałam pół dnia o ociekających karmelem cynamonowych zawijańcach. Próbowałam się oszukać, zjeść jakiś kupny karmelowy deser, ale jak na złość, w moim osiedlowym sklepie nie było nic puszystego o smaku toffi, tylko cukierki, ale nie o to mi przecież chodziło... 


W niedzielę obudziłam się i moja pierwsza myśl pobiegła w stronę tej słodkiej przyjemności... Klamka zapadła. Zrobię to. Już nie dlatego, że chcę, tylko po prostu MUSZĘ zaspokoić tę żądzę! Inaczej moja cukiernicza frustracja osiągnie szczyt i popadnę w depresję lub - co gorsza - jakąś słodyczową oziębłość i już żadna czekoladka, serniczek czy trufla nie sprawi mi radości... Trzy dni chodziły za mną te bułeczki, a wystarczyły dwie godziny i gotowe! I ta błoga rozkosz tuż po... konsumpcji...


Lista epitetów dla tych bułeczek nie ma końca... Słodkie. Drożdżowe. Puszyste. Karmelowe. Waniliowe. Jabłkowe. Migdałowe. Cynamonowe. Klejące. Odwracane. Maślane. Bez-jajeczne. Pyszne. Mięciutkie. Cieplutkie. Smakowite. Do odrywania. Imieninowe. Ode mnie dla mnie. Na szczęście wyszło ich tak dużo, że starczy dla wszystkich:) Wyszło. No właśnie! To pierwsze, słodkie, drożdżowe ciasto, które mi wyszło!:)


Polecam!

SKŁADNIKI:
bułeczki:
- 100g cukru
- 430 ml mleka
- 130 ml oleju
- pół laski wanilii + duże opakowanie cukru wanilinowego (ok. 43g)
- 700g mąki
- 7g drożdży instant
- 2łyżeczki soli
- 0,5 łyżeczki sody oczyszczonej
- 0,5 łyżeczki proszku do pieczenia
- 100ml rozpuszczonego masła
- 2-4 łyżki cynamonu
- 2 łyżki cukru z wanilią
polewa:
- kostka masła
- 300g brązowego cukru
- 2 łyżki kremówki
- 2 łyżki cukru z wanilią
- 1 zielone jabłko
- płatki migdałowe lub orzechy


PRZYGOTOWANIE;
1. Przygotować ciasto na bułeczki: zagrzać mleko, cukier, olej z połową laski wanilii i cukrem wanilinowym
2. Przelać do dużej miski i dodać suszone drożdże i mąkę.
3. Wymieszać wszystko ostrożnie aż składniki sie połączą.
4. Przykryć ręczniczkiem i pozostawić do wyrośnięcia na godzinę w ciemnym, ciepłym miejscu.
5. Potem czasie wyrobić ciasto dodając sól, sodę i proszek do pieczenia. Odstawić na bok.
6. Przygotować karmelowa polewę: rozpuścić w garnuszku na małym ogniu kostkę masła z brązowym cukrem, cukrem z wanilią i kremówką, podgrzewać tak długo aż składniki się połączą, następnie doprowadzić do wrzenia, pozostawić tak na 30 sekund i zdjąć z ognia.
7. Przygotować dwie tortownice lub okrągłe naczynia żaroodporne. Dno tortownicy zabezpieczyć papierem do pieczenia, przelać polewę do tortownicy.
8. Na polewę wyłożyć obrane i pokrojone i starte na tarce o grubych oczkach jabłko i posypać płatkami migdałowymi.
9. Ciasto podzielić na dwie części i rozwałkować je na dwa duże prostokąty (ja piekłam to na raty, najpierw połowa ciasta, potem pozostała część; u mnie wyszło dużo luźniejsze niż w źródłowym przepisie, dlatego musiałam je obficie podsypać mąką i trochę mąki jeszcze zagnieść w ciasto przed wałkowaniem)
10. Pokryj prostokąt rozpuszczonym masłem wymieszanym z wanilią i cynamonem.
11. Zwiń prostokąt wzdłuż dłuższego boku i tak powstały wałeczek kroimy na równej wielkości bułeczki.
12. Bułeczki przełóż do formy z polewą i odstaw do ponownego wyrośnięcia na kolejne 20 minut.
13. Rozgrzej piekarnik do 190 stopni.
14. Bułeczki przykryj folią aluminiową i piecz przez 30 minut.
15. Na 5 minut przed końcem pieczenia zdejmij folię, aby bułeczki mogły się zarumienić z wierzchu.
16. Gdy bułeczki są upieczone, przykryj tortownicę talerzem i odwróć formę do góry nogami. Podawać gdy lekko przestygną, ale nadal są ciepłe.


piątek, 8 czerwca 2012

Ciasto z kremem mascarpone i czereśniami o smaku amaretto

Ile to godzin spędziłam w koronach drzew czereśniowych? Nie zliczę. Owoc zerwany. Owoc zjedzony. Bez zrywania na później. Bez planowania przyszłości. Te na zimę, te na kompot, a te na konfiturę. Nie. Po prostu czysta przyjemność tu i teraz. Rozkoszowanie się chwilą. Wizja nieuchronnie zbliżających się wakacji. Wolność. Przyjemność. Radość.


A jak przywołać te czereśniowe wspomnienia dzisiaj, gdy tak pędzimy? Proponuję ciasto z czereśniami podrasowanymi amaretto i dużą ilością mascarpone! Gdy pierwszy raz ujrzałam, to ciasto na Food Porn Daily po prostu wiedziałam, że muszę je zrobić! Oczywiście można przygotować je na spodzie kruchym lub z herbatników, ale - o dziwo - mi było łatwiej zrobić taki cienki (to było zaplanowane, aby nie było przerostu ciasta nad kremem:) spód biszkoptowy jak do cytrynowca.


Słodkiego weekendu!:)

SKŁADNIKI:
biszkopt (proporcje na tortownicę o śr. ok. 24cm, rośnie idealnie niewysokie:):
- 3 jaja
- 4 łyżki cukru
- kropelka olejku migdałowego
- 1,5 łyżki mąki ziemniaczanej
- 2 łyżki oleju
- łyżeczka proszku do pieczenia
- 4 łyżki mąki pszennej

krem:
- 250g mascarpone
- 1-2 łyżki cukru pudru
- 100-150 ml mleka

na wierzch:
- 0,5 kg wydrylowanych czereśni
- syrop o smaku amaretto (użyłam gotowego, barmańskiego, ale można zagrzać pół filiżanki likieru amaretto z 1/4 filiżanki cukru i odrobiną wody do uzyskania konsystencji syropu)

PRZYGOTOWANIE:
1. Przygotować biszkopt: ubić 3 jajka z cukrem i olejkiem migdałowym. Dodać 1,5 łyżki mąki ziemniaczanej, 2 łyżki oleju, 4 łyżki mąki i 1 łyżeczkę proszku do pieczenia - całość zmiksować, wylać do tortownicy wyłożonej papierem do pieczenia (tylko spód, boków tortownicy nie smarować tłuszczem) i piec 10-15 minut w piekarniku nagrzanym do 200 stopni. Po tym czasie biszkopt ostudzić.
2. Mascarpone ubić z mlekiem i cukrem pudrem - na początku może się wydawać że serek mascarpone za mocno się rozrzedził, ale dalsze intensywne ubijanie (na najwyższych obrotach) powoduje że mascarpone ponownie uzyskuje konsystencję gęstej bitej śmietany:)
3. Wydrylowane czereśnie wymieszać z kilkoma łyżkami syropu amaretto.
4. Na wystudzony spód biszkoptowy nałożyć krem mascarpone, a na wierchu ułożyć lekko odsączone z syropu czereśnie i gotowe!:)


piątek, 11 maja 2012

Koktajl bananowo-rabarbarowy

Ach, tak mi cudownie wiosennie! Kupiłam sobie na ryneczku kolejną porcję rabarbaru i bukiecik konwalii:) Te kwiatki pachną cudownie i inspirują do poetyckich wyznań. Nic dziwnego, że są natchnieniem artystów:) Zaciągam się ich wonią, a w pamięci pojawiają się obrazy z dzieciństwa! To dopiero jest magia... Odsuwam bukiecik spod nosa i wszystko niknie, a ja nie utonęłam w intensywności wspomnień...


Właśnie się dowiaduję, że konwalia zawiera alkaloid: majalinę.
Cóż za miła wiadomość. Majalina. I miłość musi zawierać w sobie ją, wziąwszy pod uwagę, że majalina w smaku jest podobno gorzka.
- - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -
Po dłuższej chwili wdychania zapachu konwalii, odsuwamy ją, gdvż otwiera nam się zbyt natarczywy raj.
I miłość bywa dla tych samych powodów daleko odsuwana.
A to przez - majalinę.


- Maria Pawlikowska-Jasnorzewska


SKŁADNIKI:
- 1 dojrzały banan
- 3-4 łyżki ugotowanego rabarbaru (może to być rabarbar z kompotu, przed osłodzeniem)
- ok. pół szklanki mleka

PRZYGOTOWANIE:
1. Najlepiej gdyby wszystkie składniki były schłodzone, prosto z lodówki:)
2. Obranego banana i ugotowany rabarbar miksujemy blenderem na gładka masę.
3. Dolewamy mleko (aby uzyskać ulubioną gęstość koktajlu) i ponownie miksujemy:)


czwartek, 10 maja 2012

Kruche ciasto z rabarbarem, kruszonką i lukrem

Sezon rabarbarowy uważam za rozpoczęty! Zamierzam ponownie użyć rabarbaru jako dodatku do mięsa (klik). Planuję też sporządzenie rabarbarowego chutney'u według receptury Hani-Kasi (klik). Kusi mnie też podrasowana wersja kompotu z rabarbaru Magdy z Cakes & the City (klik). Ale po kolei... Najpierw ciacho:)))


Jak się okazało po upieczeniu ciasta, wyczytałam to w Myślach Miśka, że ciasto ma być z kruszonką i lukrem:))) [Tu mała dygresja: czytanie w jego Myślach: to nie lada sztuka, bo ostatnio odkryliśmy, że do mojego lubego najbardziej pasuje epitet "kwantowy", z racji tego, że tak jak cząsteczka jego Myśl, przemierza cały Wszechświat, każdą dostępną ścieżkę, w poszukiwaniu najbardziej optymalnej odpowiedzi na moje codzienne pytania, dlatego często odpowiada on po fakcie, jak już sama podejmę decyzję, co i jak]. Tak to chyba bywa, pomiędzy dwojgiem bliskich sobie ludzi, że niektóre rzeczy po prostu wydarzają się - radośnie i spontanicznie - zatem oto ono: kruche ciasto z rabarbarem, bez żadnego kremu, pod warstwą kruszonki i skąpane w lukrze:) Jak dla nas, idealna inauguracja  sezonu na długie, kwaśne badyle zwane rabarbarem!


Z pozdrowieniami od Kwantowego Miśka i jego żonki:)

SKŁADNIKI:
kruche ciasto:
- czubata szklanka mąki
- 2-3 łyżki cukru pudru
- 100 g zimnego masła
- 1 jajko

owoce:
- ok. 500g rabarbaru
- 3-4 łyżki cukru

kruszonka:
- 100 g mąki
- 50 g masła
- 50 g cukru

lukier:
- 4 czubate łyżki cukru pudru
- ok. 2 łyżeczek mleka
- kropelka olejku migdałowego

PRZYGOTOWANIE:
0. Rabarbar obrać, pokroić w kostkę, zasypać cukrem i odstawić aż puści soki i lekko zmięknie.
1. Mąkę i cukier puder przesiać do miski, dodać zimne masło pokrojone na kawałki, schłodzić ręce pod zimną wodą i szybko zagniatać mąkę z masłem aż powstaną okruszki. Dodać jajko i ponownie wszystko zagnieść aż składniki zaczną się łączyć. Ulepić kulę z ciasta, zawinąć w folię i włożyć do lodówki na pół godziny.
2. Piekarnik nagrzać do 180 stopni. Ciasto lekko rozwałkować na okrągły placek. Zawinąć ciasto na wałek i przenieść je do formy na tartę o średnicy około 24 cm. Ciasto rozprowadzić palcami równomiernie po blaszce, uformować brzeg i nakłuć widelcem całe ciasto.
3. Podpiec niecałe 10 minut.
4. Przygotować kruszonkę: do miski wsypać mąkę, cukier i całość zalać roztopionym i gorącym masłem - szybko zagnieść i rozdrobnić na małe okruszki.
5. Na lekko podpieczony kruchy spód wykładamy odsączony z soku rabarbar.
6. Całość posypujemy kruszonką i podpiekamy około 20 minut, aż kruszonka się zezłoci, a rabarbar zmięknie.
7. Wymieszać wszystkie składniki na lukier, którym następnie polewamy jeszcze ciepłe, ale już lekko przestudzone ciasto.


W związku z tym, że zostałam otagowana na blogu kulinarne-smaki, odpowiem na kilka pytań, bo wydały mi się ciekawe i mam skłonności ekshibicjonistyczne:) Jednak, wybaczcie, nie przedłużę tego łańcuszka dalej, bo wiem, że część z was tego nie lubi/ odpowiedziało już na milion łańcuszkowych pytań/ ciągnie to dalej bo nie chce nikogo urazić*.

Oto pytania Joanny:
1. Od kiedy interesujesz się gotowaniem?
Od dziecka lubiłam obserwować, jak dorośli gotują, ale sama zaczęłam gotować dopiero jak zamieszkałam z Miśkiem, a to było parę lat temu...

2. Z jakiego województwa, miasta blogujesz?
Klikam z Poznania :P

3. Jedno słowo, które Cię opisuje?
"Rozentuzjazmowana" i oczywiście uprzednio wyindywidualizowana z tłumu:)

4. Jaką książkę kucharską polecisz z czystym sumieniem?
"Każdy może gotować" Jamiego Olivera.

5. Jakie danie najczęściej zamawiasz będąc w restauracji?
Trudne pytanie, bo z reguły zamawiam zawsze inne, albo najdziwniejsze z karty... Ale chyba najczęściej testuję pierogi ruskie, w poszukiwaniu ideału...

6. Który z programów kulinarnych lubisz najbardziej?
Z obecnie prezentowanych w TV, to chyba "Kuchenne rewolucje", a kiedyś dawniej to Nigella Bites.

7. Motto, które prowadzi Cię przez życie.
"Rzeczy nie są takie jakimi zdają się być, nie są też inne" by Budda :)

8. Twoje ukochane miejsce w Polsce. 
To chyba będzie polskie morze, nawet jak nie ma pogody - szum fal działa na mnie kojąco jak głos Krystyny Czubówny:)

9. Ulubiony smak lodów?
Wszystkie czerwone i owocowe: malina, truskawka, porzeczka...

10. Którą kuchnię świata lubisz najbardziej?
Tak po głębszym zastanowieniu, stwierdzam, że chyba jednak polską:) Ale lubię też czeską, ze względu na hermeliny, zupę czosnkową, knedliczki i inne takie:)

11. Wolisz dania jarskie czy mięsne?
Zdecydowanie mięsne:)

Miłego dnia!

--------------
*niepotrzebne skreślić, lub dopisać swoją wymówkę:)

wtorek, 8 maja 2012

Meksykańska sałatka taco

Sałatka taco* to ciężki grzech dietetyczny, ale zapewniam Was - warto było tak zgrzeszyć, oj warto było :))) Jest lubieżnie smaczna!!! To prawdziwy comfort food dla... faceta:) (i dla mięsożernych kobitek, takich jak ja - wraz z wiosną wrócił mój apetyt na mięso:))) Zatem: wołowina, ser i chipsy! No dobra, są też te... te warzywa, ale one tylko wspomagają mięsną ucztę, są jak przyprawa - a nie sedno sałatki! [tu diabełek nad lewym ramieniem zanosi się złowieszczym śmiechem]. Jeżeli ułożymy mięso na sałacie, to nie ryzykujemy nawet, że nachosy nasiąkną sosem i zmiękną (czego szczerze nie znoszę w niektórych "meksykańskich" restauracjach, które obok Meksykanina nawet nie leżały:).


Taka sałatka świetnie się sprawdza jako danie główne. Dlatego można ją zjeść bez wyrzutów sumienia:) [tu aniołek nad prawym ramieniem potakuje głową z aprobatą]. W zależności od tego, jak bardzo pikante grzeszki lubicie, można wybrać nachosy paprykowe lub dodać więcej chilli do mięsa. My wybraliśmy wersję łagodną. Wierzcie lub nie, ale Michu zjadł cały ten półmisek, który widać na fotkach, mimo iż początkowo wydawało mi się, że to porcja dla dwojga:) Wszystkim, którzy się jeszcze wahają, czy zrobić coś takiego na obiad swoim mężczyznom czy nie, udzielam zaocznie absolucji i dobrej rady: zróbcie to! [rajski wąż przyklasnąłby temu kuszeniu, gdyby tylko nie został był pozbawion odnóży]. Przepis z czystym sumieniem dodaję do akcji "Hola Mexico 2".


SKŁADNIKI (porcja na 1 duży półmisek + 1 zwykły talerz obiadowy):
- 250g mielonego mięsa wołowego
- pół poszatkowanej cebuli
- drugie pół cebuli pokrojone na talarki/krążki
- pół malej główki salaty lodowej pokrojonej w paski
- 2 pomidory pokrojone w kostkę
- 1 szklanka startego cheddara
- 2 łyżki mleka
- 2 łyżeczki kwaśnej śmietany 12%
- 1 małe awokado pokrojone w kostkę (opcjonalnie)
- dwie garście czarnych oliwek poszatkowanych
- pół puszki czerwonej fasoli (przepłukanej i odsączonej z zalewy)
- opakowanie 200g nachosów (u nas o smaku serowym)
- łyżka szczypiorku do ozdoby
- pół szklanki przecieru pomidorowego
- szczypta kuminu
- szczypta papryki chilli
- sól i pieprz
- oliwa do smażenia

PRZYGOTOWANIE:
1. Cebulę usmażyć z wołowiną na oliwie do zbrązowienia (ok. 10 minut na wolnym ogniu, rozdrobnić mięso, aby uniknąć dużych grudek).
2. Dodać przecier pomidorowy, osolić, dodać pieprzu, kuminu i chilli - smażyć kolejne 10 minut, lub do czasu, aż przecier lekko odparuje, zgęstnieje i otuli gęsto kawałki mielonego mięsa.
3. Starty cheddar rozpuścić w innym garnuszku z dwoma łyżkami mleka.
4. Na talerzach (3 obiadowe) rozłożyć warstwowo:
- nachosy
- sałatę lodową
- pomidory
- fasolę
- czarne oliwki
- mięso mielone
- krążki cebuli
- po łyżeczce śmietany na czubek tej sałatkowej góry
- całość posypać częścią szczypiorku dla ozdoby
5. Całość polać roztopionym cheddarem tworząc serową pajęczynkę:)



* "Przewodnik kulinarny Pascal - Meksyk", Andrzej Rudnicki-Sipyłło, Ewa Rusek, s.74

poniedziałek, 23 kwietnia 2012

Mufinki jabłkowe z cynamonem

 "Spojrzałem na kawę.
 Dziwne słowo: kawa. Dziwne słowo: spojrzałem.
 Była czarna. Parowała. Trudno mi było pogodzić się z tym faktem. Dlaczego tak, a nie inaczej. Dlaczego akurat w tych kolorach i kształtach? Czemu coś, a nie cokolwiek? Ja i kubek. Teatr absurdu w najgorszym wydaniu. Bez widzów. Bez oklasków. Bez kurtyny na koniec. Bez końca nawet."*

Niedzielne dylematy... Moje są dużo łatwiejsze do rozwiązania... Po prostu, co by tu zjeść słodkiego do kawy: skoczyć do cukierni, kupić gotowe suche ciastka, a może zrobić coś samemu? Kiedyś wygrywały pierwsze dwie opcje, ale ostatnio coraz częściej ośmielam się zabierać za własne wypieki:) Może i te mufiniki nie wyglądają najbardziej efektownie po wyjęciu z piekarnika, bo przedobrzyłam z tym jabłkiem - przepis opiewał na połowę owocu, a ja szczodrze dodałam całe i w dodatku bardzo soczyste. Mufinki wyszły bardzo wilgotne, ale i bardzo smaczne:) Po prostu brak im prezencji:)


Cytat rozpoczynający ten post, to fragment książki którą obecnie czytam, to horror metafizyczny, "Punkt wyjścia" Dawida Kaina. Jako iż dzisiaj jest Światowy Dzień Książki (o czym przypomniała mi dziś Monika z Bento Po Polsku), to pozwolę sobie na małą książkową dygresję... To nie jest książka o kawie... Ale o czymś, co bywa równie czarne jak kawa: o depresyjnym, abnegackim umyśle pisarza... I jeszcze o kimś, o podwórkowym ciemniaku, dresiarzu-imprezowiczu (wniosek wysnuty na podstawie języka, którym się posługuje:)... Jeszcze nie wiem jak losy tych dwóch panów się połączą, ale około 81 strony książka zaczęła mnie (choć nieśmiało jeszcze) wciągać... Ogólnie ciężko czyta się tą powieść, ale w końcu to horror metafizyczny, więc może takie przerażenie metafizyczne u mnie przejawia się po prostu zmęczeniem...



SKŁADNIKI (na ok. 20 mufinek):
- pół jabłka obranego i pokrojonego w kostkę (najlepiej nadają się mało soczyste jabłka)
- 1 łyżka cynamonu
- 3 jajka
- kostka roztopionego, ostudzonego masła (200g)
- niepełna szklanka cukru
- pół szklanki mleka
- 1.5 szklanki mąki
- 2 płaskie łyżeczki proszku do pieczenia

PRZYGOTOWANIE:
1. Nagrzej piekarnik do 160 stopni i przygotuj foremki do mufinek.
2. W małej miseczce wymieszaj pokrojoną w kostkę połówkę jabłka z sokiem z cytryny i cynamonem.
3. W inne misce ubij jajka, z masłem i cukrem na gładką, puszystą masę.
4. Dodaj mleko i przesianą mąkę oraz proszek do pieczenia. Ubijaj całość około 2 minuty, aż masa stanie się kremowa. Dodaj jabłka i dobrze wymieszaj łyżką.
5. Nałóż masę do foremek mufinkowych i piecz przez 18-20 minut, aż lekko wyrosną, a patyczek wetknięty w babeczkę, po wyjęciu będzie lekko wilgotny, ale nie lepiący od surowego ciasta:)


* Dawid Kain, "Punkt wyjścia", wyd.Oficynka, Gdańsk 2012, s.37

piątek, 23 marca 2012

Ciasto drożdżowe z malinami i amarantusem

Nieszczęścia chodzą parami: para za parą, para za parą... Oto kolejna moja porażka cukiernicza. Ciasto drożdżowe. Choć tak ładnie wygląda, daleko mu do tej puszystości, wilgotności i delikatności babcinego ciasta drożdżowego. Chciałabym powiedzieć, że robiłam wszystko tak jak stoi w przepisie, ale nie mogę. Tak naprawdę, zaczęłam robić ciasto według jednego przepisu, ale w trakcie przygotowań proporcje wydały mi się trochę dziwne, więc poszukałam w sieci innego przepisu, który by pasował, a że to wszystko trzeba było zrobić błyskawicznie, to trochę się pogubiłam. Na  przykład, zapomniałam dobrze wyrobić to ciasto. To jest po prostu jakieś drożdżowe fatum u mnie... Ale będę jeszcze próbować. Może następnym razem mi wyjdzie:)


Ostatecznie podam tutaj przepis z Kwestii Smaku, bo budzi we mnie więcej zaufania. Zamiast kruszonki (okazało się w trakcie, że mam za mało mąki:) wierzch posmarowałam amaretto przy użyciu pędzelka i posypałam amarantusem:) Do zdjęć pozują moje ulubione wiosenne kwiatki, czyli frezje:) Kocham ich zapach! Trzymajcie za mnie kciuki przy kolejnej drożdżowej próbie:) A może macie jakiś sprawdzony przepis na ciasto drożdżowe, które zawsze wychodzi?


SKŁADNIKI:
- 1 szklanka mleka
- 1 szklanka cukru
- 200 g masła
- 4 jajka
- 25 g drożdży świeżych
- 4 szklanki mąki pszennej tortowej
- mrożone maliny
- likier amaretto
- popping z amarantusa
- cukier puder

PRZYGOTOWANIE (na formę 26 x 33 cm):
1. Formę wyłożyć papierem do pieczenia.
2. W rondelku rozpuścić masło i wymieszać z mlekiem i z cukrem.
3. Całość przelać do dużej miski i gdy lekko przestygnie zmiksować z jajkami.
4. Do  nadal cieplej masy dodać drożdże i dobrze wymieszać. Przykryć ściereczką i odstawić w ciepłe miejsce na 2 godziny, aż masa się spieni i zgęstnieje.
5. Dodać przesianą mąkę i wyrabiać przez 15 minut, aż ciasto będzie gładkie, elastyczne i nie będzie się kleiło do rąk. Ciasto będzie dość rzadkie.
6. Ciasto wylać na blaszkę i równomiernie rozprowadzić. Odstawić w ciepłe miejsce.
7. Przygotować owoce, ja wybrałam mrożone maliny i takie mrożone układałam na blaszce z ciastem.
8. Wierzch posmarowałam likierem amaretto i posypałam amarantusem.
9. Nagrzać piekarnik do 180 stopni, wstawić blaszkę do środka i uchylić drzwiczki - piec ciasto w ten sposób przez 20 minut, ciasto będzie jeszcze wyrastać.
10. Następnie zamknąć piekarnik i piec przez 30-45 minut aż ciasto się zarumieni. Sprawdzamy patyczkiem środek ciasta, czy nie jest surowe w środku.
11. Podawać posypane cukrem pudrem.



czwartek, 15 marca 2012

Ślepe ryby

Jako mieszkanka Wielkopolski czuję się lekko zbulwersowana, gdyż właśnie się dowiedziałam, że Ziemniak, zwany u nas Pyrą, jest na 2 miejscu na liście produktów najczęściej wyrzucanych przez Polaków. To, że marnujemy jedzenie, wiedziałam od dawna, ale pyry? Można je przecież dodać do prawie każdej zupy! Dlatego w związku z tym niewiarygodnym faktem, jak i akcją-konkursem na Durszlaku "Ekonomia gastronomia" chciałabym zaprezentować przepis na tradycyjną, wielkopolską, postną zupę, w której główną rolę odgrywa Ziemniak, a uzupełnienie stanowią inne Warzywa, które na wspomnianej niechlubnej liście zajęły 4 miejsce, czyli ścisła czołówka!


Zupa ta ma zupełnie mylącą nazwę, a mianowicie zwie się "ślepe ryby". Między innymi, z powodu tej dziwnej nazwy nie zamówiłam jej za pierwszym razem w jednej z poznańskich restauracji. Stwierdziłam, że nie jestem fanem rybnych zup. Jednak mój eksperymentujący Miśku odważył się i dzięki temu przekonaliśmy się, że jest to po prostu pyszny warzywny krem. Nazwa ślepe ryby" wzięła się stąd, że jest to zupa postna, gotowana tylko na warzywach, więc brak jej tych charakterystycznych ok tłuszczu. Oczywiście można ją wzbogacić jakimś mięsnym pulpetem, czy smakową oliwą jak to uczyniono w restauracji. Ja jednak zdecydowałam się na wersję bezmięsną, za to z dodatkiem niby-pesto szyczpiorkowego:)


Wracając do durszlakowej akcji... Podpisuję się pod nią obiema rączkami! Kraje zachodnie marnują takie ilości jedzenia, które starczyłyby do wyżywienia ogromnej rzeszy ludzi w krajach głodujących. To dziwne, bo jesteśmy coraz bardziej eko, coraz bardziej świadomi naszego jednostkowego wpływu na to, co dzieje się dookoła, a jednak postępujemy tak nieracjonalnie.

Wystarczy jednak przestrzegać kilku zasad, takich jak choćby zamrażanie nadmiaru jedzenia, czy kreatywne przetwarzanie jednego posiłku w inny, a coś od czego chyba najłatwiej zacząć to planowanie zakupów. Istnieją ciekawe aplikacje na smartphone'y, które pomogą nam szybko zrobić listę zakupów (bo karteczki z zakupami mają tendencję do zawieruszania się:). Przygotowanie takiej listy wymaga zajrzenia do lodówki czy spiżarni i sprawdzenia, czego nam brakuje, a w rezultacie kupujemy to, co faktycznie jest potrzebne. Warto też pomyśleć, co z tych zakupionych produktów zamierzamy zrobić. Dobrym trick'iem jest także unikanie robienia dużych zakupów ad hoc i "na głodnego". Wtedy bowiem wrzucamy do koszyka dużo za dużo, bo nasz głód przesłania nam czyste widzenie tego, co potrzebujemy, tylko jemy oczami i wrzucamy wszystko jak leci. Tak więc, kupujmy rozsądnie i nie marnujmy jedzenia! :)

PS. Inne zasady znajdziecie tutaj:)

SKŁADNIKI (4 porcje):
- 3-4 ziemniaki
- inne warzywa: korzeń pietruszki, kawałek selera, biała część pora, mała marchewka
- listek laurowy, ziele angielskie, sól i pieprz
- opcjonalnie: śmietana albo mleko (nr 9 na liście marnowanych produktów) do zabielenia
- pęczek cienkiego szczypiorku
- oliwa z oliwek

PRZYGOTOWANIE:
1. Obrane i pokrojone warzywa wrzucamy do garnka, zalewamy wodą, dodajemy przyprawy i gotujemy całość do momentu aż najtwardsze warzywa zmiękną.
2. Z zupy wyciągamy listek laurowy i ziele angielskie, a następnie miksujemy blenderem na krem (można tradycyjnie przetrzeć przez sito) i ewentualnie doprawiamy jeszcze do smaku.
3. Opcjonalnie: zupę można zabielić odrobiną kwaśnej śmietany lub mlekiem.
4. Szczypiorek drobno siekamy i przekładamy do małej miseczki i zalewamy oliwą.
5. Zupę podajemy gorącą z "okami" szczypiorkowego pesto lub skropioną inną smakową oliwą.

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...