Jeżeli tylko uda wam się dostać dojrzałe mango, albo potraficie "dojrzeć" mango w domowych warunkach, tak aby było idealnie słodkie, to polecam wam ten napój czy deser - zależy jak bardzo rozcieńczymy zmiksowane mango z jogurtem:) Podjadając tę pyszną przekąskę czytam bardzo ciekawą książkę -
"Śniadanie z Sokratesem" Roberta Rowlanda Smitha. W końcu coś interesującego! Ta, o której pisałam
tutaj, nadal leży odłogiem, ale dzięki mojej obecnej lekturze już wiem dlaczego:)
Pozwolę sobie na cytat:
"Bo co się właściwie dzieje, kiedy czytasz zdanie, takie jak to, albo nawet całą książkę? Każda składa się ze słów, a słowa są czymś nadzwyczajnym. W jaki sposób te czarne zawijasy wydrukowane na papierze potrafią wznieść się niczym stado małych nietoperzy i pofrunąć prosto do twojego umysłu, gdzie tworzą małe pandemonium, zdolne cię zezłościć, zadziwić, poruszyć, przestraszyć, a nawet podniecić?"*
No właśnie, czytając
"Punkt wyjścia" żadnego pandemonium nie było, ani werbalnego akwarium treści...
"Książka zyskuje znaczenie, gdy jest czytana, kiedy uaktywnia się w umyśle czytelnika. Dopóki leży na półce, jest książką w takim sensie, że ma strony, okładkę i tekst, ale nie jest nią w sensie "pełnokrwistym" - nie jest werbalnym akwarium postaci, barw i wątków, które nas urzekają; nie jest jeszcze sobą.
Pod tym względem przypomina partyturę, a ty drogi czytelniku, jesteś dyrygentem dobywającym z kartek dźwięki, które bez ciebie pozostałyby nieme"**.

Tak, trochę długie te cytaty, ale co ciekawe, to nie jest książka o tym, czym jest książka. To wspaniały wstęp do filozofii, socjologii i kulturoznawstwa, podany w przyjemnej formie. Przyjemnej, czyli jakiej? Pan Smith podaje nam te wszystkie górnolotne koncepcje w sposób prosty i przyjemny, jak na talerzu, poprzez analogię do naszej nudnej codzienności. Budzimy się, jedziemy do pracy, idziemy na lunch, bierzemy urlop, potem siłownia, kąpiel, coś poczytamy i idziemy spać... Każda z tych trywialnych czynności to okazja do filozoficznej zadumy.
Polecam tę książkę wszystkim, ale szczególnie maturzystom, którzy wybierają się na kierunki humanistyczne. Przeczytajcie, bo to "zajawka" tego, co was czeka na filozofii czy kulturoznawstwie. Jeśli macie pomysł jak taką wiedzę przekuć na "biznes", to śmiało! - wybierzcie te kierunki. Jeśli jednak czujecie, że jest to ciekawe, ale nie macie pomysłu jak to ugryźć później wkraczając na rynek pracy, to te studia wcale wam tego nie wyjaśnią, poszerzą wasze horyzonty i pozostawią na środku oceanu... oceanu wiedzy i bezrobocia. Jest jeszcze trzecie wyjście: kończycie studia humanistyczne, ale przez cały czas myślicie nad tym, jak się przekwalifikować. Ja wybrałam bramkę numer trzy: magister kulturoznawstwa wylądował w branży informatycznej...

SKŁADNIKI:
- 2 dojrzałe mango
- 400g gęstego jogurtu naturalnego (nie musi być grecki ani bałkański, po prostu zwykły ale o zwartej, a nie płynnej konsystencji)
- wersja "napój": woda mineralne (wg uznania, bo to zależy od gęstości jogurtu - wtedy może być bardziej płynny - i stopnia dojrzałości mango)
- opcjonalnie: cytryna, woda różana do smaku i płatki różane do ozdoby
PRZYGOTOWANIE:
1. Owoce mango obrać i pokroić miąższ, wyrzucić pestkę.
2. Całość zmiksować blenderem na gładką masę.
3. Dodać cały duży kubeczek jogurtu i ponownie zmiksować.
4. Opcjonalnie doprawić wodą różaną i deser w postaci mango musu jest już gotowy.
5. Jeżeli chcemy osiągnąć postać napoju, miksując dolewamy wodę mineralną, do pożądanej konsystencji.
6. Dojrzałe mango w zasadzie nie wymaga dodatku cukru ani kwasku, ale jeśli trafiło nam się mniej dojrzałe, to możemy do smaku osłodzić napój lub też dodać trochę soku z cytryny.
* Robert Rowland Smith "Filozofia na talerzu. Śniadanie z Sokratesem", wyd. Carta Blanca, Warszawa 2012, s.137-138
** tamże, s.144