Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Smakołyki Karmiącej Mamy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Smakołyki Karmiącej Mamy. Pokaż wszystkie posty

sobota, 19 października 2013

Zupa dyniowo-cytrynowa - na słodko

Blaski i cienie jesieni. Cienie to te panoszące się wirusy, które nasz dziedzic łapie ochoczo, gdy tylko pójdzie do żłobka. A blaski? Blaski to na przykład te złociste jesienne zupki - jak ta dyniowa. Zdrowa, rozgrzewająca, lekkostrawna. Dla całej rodziny.


Blaskie i cienie blogowania wypadają mniej więcej podobnie. Blaskiem są wszystkie wasze miłe komentarze i to, że tu zaglądacie mimo iż ja ostatnio bardzo rzadko bywam na Waszych blogach (obserwuję tylko te apetyczne zapowiedzi na Facebooku). Cieniem jest permanentny brak czasu Zapracowanej Mamy... i nie zapowiada się, że coś się zmieni w tej kwestii w najbliższych tygodniach:/ Wybaczcie zmniejszoną częstotliwość postów.


SKŁADNIKI:
- 4 szklanki dyni pokrojonej w grubą kostkę
- łyżka oleju lnianego
- 2 goździki
- 5 ziarenek pieprzu
- pól łyżeczki zmielonej gałki muszkatołowej
- cukier do smaku
- szczypta soli
- skórka i sok z jednej cytryny

PRZYGOTOWANIE:
1. Dynię przekładamy do garnka, dodajemy szczyptę soli, podlewamy wodą (mniej więcej do połowy objętości dyni, bo ta jeszcze puści soki) i gotujemy na wolnym ogniu, aż dynia zrobi się miękka.
2. Goździki i pieprz mielimy na proszek w moździerzu - dodajemy wraz z gałką muszkatołową do gotującej się dyni.
3. Gdy dynia się ugotuje miksujemy ją na gładki krem, dodajemy skórkę i sok z cytryny i doprawiamy do smaku cukrem (według uznania, zależy to od gatunku i słodkości dyni, której użyliśmy do zrobienia zupy)
4. Przed podaniem dodajemy łyżkę oleju lnianego i gotowe!:)




wtorek, 5 lutego 2013

Zupa z soczewicy à la grochówka

Ostatnio tylko biadolę i marudzę na tym blogu, wiem, wiem... Jest jednak taki świat, gdzie nawet to, co zwyczajne staje się niesamowite. To dobra książka i jej inny wymiar, do którego przenosi nas każda kolejna strona... lub procent. Procent? Nie, nie chodzi o alkohol. Przerzuciłam się na e-czytnik. Miśku też. I teraz ciągle pada w naszych rozmowach pytanie: "na którym jesteś procencie?", bo e-booki nie mają już stron. Progres czytania prezentuje mała procentowa belka u dołu e-papieru. 

Jakie światy odwiedziłam ostatnimi czasy? Byłam w RPA, świecie zoolusów - ludzi, którzy za popełnione przestępstwa zostali zanimalizowani: dostali zwierzę, które symbolizuje ich "grzech" oraz specjalny dar. Główna bohaterka "Zoo City" (L. Beukes) za popełnioną zbrodnię dostała leniwca i dar odnajdowania utraconych przedmiotów. Odwiedziłam też "Jaskinię filozofów" (J.C. Somoza), bardzo inteligentnie skonstruowana powieść, która rozmywa granicę między fikcją literacką a rzeczywistym światem.


Byłam też na granicy Życia, Śmierci i Obłędu - w świecie "Ubika" (Ph. Dick), gdzie nic nie jest takie jakim zdaje się być na pierwszy rzut oka, a przyszłość, przeszłość i teraźniejszość to tylko umowne sformułowania. "Norwegian wood" (H. Murakami) odsłonił przede mną świat miłości i innej kobiecości - tej bezradnej, tej szalonej, tej kruchej... Błądziłam też w niezmierzonych głębinach "Rozgwiazdy" (P. Watts), gdzie wysłano też grupę specjalnie dobranych i podrasowanych "technologicznie" ludzi po przejściach. Potem wybrałam się na "Piknik na skraju drogi" (A. i B. Strugaccy) do świata takiego jak nasz, który odwiedzili Obcy... Wylądowali, naśmiecili, nie nawiązali kontaktu z Ziemianami i bezczelnie opuścili naszą planetę, zostawiając ludzkość z opuszczonymi w zadziwieniu koparami i całym trylionem pytań bez odpowiedzi. Wczoraj zaś wylądowałam na stacji "Solaris" (S. Lem) i bardzo jestem ciekawa, co też tam się wydarzy.

Sami rozumiecie, że po takich podróżach najlepsza jest zwykła, swojska zupka, na przykład - grochówka, ale doświadczenia tamtych odległych światów zrobiły swoje, i jest to zupełnie inna grochówka, bo bez grochu i bez mięsa:)


SKŁADNIKI:
- szklanka czerwonej soczewicy
- 4 kapelusze boczniaka
- łyżka oliwy z oliwek
- majeranek
- 4-5 płatków suszonego czosnku -
- 4-5 ziaren pieprzu
- sól
- 2 małe ziemniaki
- sól wędzona do posypania na talerzu

PRZYGOTOWANIE:
1. Soczewicę zalać wodą i odstawić na 10 minut.
2. Obrać ziemniaki i pokroić w małą kostkę; boczniaki pokroić w kostkę.
3. Odlać wodę, w której się moczyła, zalać świeżą wodą, postawić na kuchence i doprowadzić do wrzenia. Gotować na dość dużym gazie przez około 10 minut.
4. Czosnek i pieprz zmielić w moździerzu.
5. Dodać ziemniaki i boczniaki i gotować na mniejszym ogniu do momentu aż ziemniaki będą miękkie.
6. Doprawić oliwą, majerankiem, solą, czosnkiem i pieprzem, przed podaniem posypać wędzoną solą.

środa, 30 stycznia 2013

Bezglutenowe placuszki

Ten przepis po prostu muszę uwiecznić na blogu, bo był dla mnie totalnym zaskoczeniem! Wcześniej wydawało mi się, że ciasto naleśnikowe po prostu musi zawierać mleko, jajka i mąkę pszenną, bo bez tego ani rusz! Patyska vel. łasuchus niepospolitus jednak otworzyła mi oczy i zainspirowała do dalszych eksperymentów na tym naleśnikowym polu:) Okazało się, że można przyrządzić pancake'i bez glutenu, jaj i mleka, bo w zasadzie nie ma nic prostszego! Moja koleżanka Agala śmiała się mówiąc, że pewnie gotuję wodę, a potem modlę się, aby wyszły z tego naleśniki:P Jednak sprawa jest dużo, dużo prostsza:)))


Agala stwierdziła, że co prawda czuć, że nie ma w nich jajka, ale to całkiem udany substytut naleśników:) Oczywiście nie rumienią się tak jak Naleśniki Właściwe, ale co tam:) Zapisuję ten przepis ku pamięci, bo ja powoli już wracam do glutenu (jupiiiiiii!!!) - okazało się, że tajemniczy Alergen, który spędzał mi sen z powiek to... płyn do kąpieli. Wiecie, taki specjalny dla alergików - bezzapachowy, bez parabenów, emolient, praktycznie sama parafina - a jednak dodali tam coś, czego Synusiowa skóra nie tolerowała, esz... szkoda gadać:)


SKŁADNKI:
- 2 łyżki błyskawicznego kleiku ryżowego (takiego bez gotowania) (dodaje sprężystości)
- 3 łyżki mąki kukurydzianej (nadaje ładniutki żółty kolorek)
- 4 łyżki mąki bezglutenowej do wypieków (użyłam mąki z marksa i spencera)
- łyżka maki ziemniaczanej (opcjonalnie)
- szczypta soli
- ok. 1,5 szklanki wody lub mleka roślinnego

PRZYGOTOWANIE:
1. Wszystkie rodzaje mąki, sól i kleik wymieszać łyżką w miseczce, dolać wodę i wymieszać.
2. Ciasto powinno mieć dość rzadką konsystencję (konsystencję rozrzedzonej kaszki, albo jogurtu, jeżeli można by to do czegoś porównać:)
3. Co ciekawe, takie naleśniki można zrobić też z samej mąki bezglutenowej i wody - wtedy konsystencja ciasta powinna być rzadsza niż tradycyjnego ciasta naleśnikowego.
5. Placki smażymy na minimalnej ilości tłuszczu (patelnia tylko muśnięta olejem), bo przy większej ilości trudniej się je przewraca na drugą stronę. Zatem na rozgrzaną patelnię nakładamy dwie łyżki ciasta, formując mały okrągły placuszek (trzeba sobie pomoc łyżką, bo ciasto szybko zastyga w formie w której wylądowało na patelni:) i gdy wierzchnia strona placka nieco przeschnie, przewracamy naleśniczek na drugą stronę. Takie placki, jak pisałam wyżej, nie rumienią się na patelni, więc trzeba bardziej uważać:)



czwartek, 10 stycznia 2013

Zupa szpinakowa z nori

Nie ma co ukrywać, wodorosty nori smakują rybą, mimo że nią nie są. Zatem aby spróbować takiej zupki z czarnym "makaronem", trzeba lubić połączenie szpinaku i ryby. Życzliwie ostrzegam, bo wiem z własnego doświadczenia, że istnieją osobniki, które nie trawią tego zestawu. I tak kiedyś wróciłam z pracy do domu z pomysłem i składnikami na idealny obiad, w którym pierwsze skrzypce grał łosoś i szpinak. Wszystko pięknie się udało, zasiadamy z Miśkiem uroczyście do stołu, na co on, po pierwszym kęsie: "Wiesz ja jednak nie lubię ryby ze szpinakiem". Osobno lubi jedno i drugie, ale razem nie bardzo... Mało tego, przeżuwając ten jeden kęs, robił przy tym takie dramatyczne miny, że zobrzydził mi ten wymarzony na to popołudnie obiadek... i ja też nie mogłam go dokończyć.


Od tamtej pory już raczej nie robię takich dań w domu, a rybę ze szpinakiem zamawiam w restauracjach. Ta zupa stanowi jednak wyjątek. Michu pominął dodatek nori, ale ze względu na bogate wartości odżywcze tego produktu warto nie brać z niego przykładu. Nori są bogate są w błonnik, witaminy (zawierają 1,5 raza więcej witaminy C niż pomarańcze), białka i minerały. Zawierają wapń, fosfor, żelazo oraz inne ważne pierwiastki śladowe. Mają też sporo witaminy A. Przy dietach eliminacyjnych trzeba pamiętać, aby uzupełniać niedobory witamin i innych elementów, bo suplementy w tabletkach zawsze słabiej są przyswajane przez organizm niż te z pokarmu:)


SKŁADNIKI:
- litr bulionu warzywnego lub drobiowego
- 250g szpinaku (można użyć mrożonego)
- 2 średniej wielkości ziemniaki
- 1 arkusz nori
- sól i świeżo zmielony pieprz

PRZYGOTOWANIE:
1. Podgrzać bulion i ugotować w nim obrane i pokrojone w kostkę ziemniaki.
2. Gdy ziemniaki są już miękkie, dodać szpinak i chwilę pogotować, a następnie zmiksować blenderem do ulubionej konsystencji (ja z reguły nie robię tego na bardzo gładki krem, bo jednak wolę coś niecoś przegryźć:)
3. Płat nori pociąć nożyczkami na krótkie paski (mniej więcej długości palca).
4. Doprawić zupę solą i świeżo zmielonym pieprzem.
5. Nori podajemy oddzielnie, wystarczy włożyć kilka pasków do talerza z gorącą zupą, szybko się namoczą i stają się miękkie. 


piątek, 4 stycznia 2013

Pasta kanapkowa z brokułu

Za oknem pogoda przypominająca wczesną wiosnę. Osobiście nie mam nic przeciwko. Codzienny, obowiązkowy spacerek z wózkiem w takie dni jest przyjemniejszy, niż takowy w temperaturach ujemnych:) Okazało się, że nasze pacholę chętnie (i dłuuugo) śpi w wózku, w związku z czym sprzęt ów mamy teraz zaparkowany w przedpokoju i korzystamy z niego na prawo i lewo (a raczej w przód i w tył - bujając młodziana). Ten klimat wiosenny musiał znaleźć odzwierciedlenie na moim talerzu. Zapragnęłam czegoś kolorowego i oto jest: najprostsza pasta kanapkowa jaką w życiu wymyśliłam:)


Brokuł - krótko gotowany. Oliwa z oliwek - ekstra dziewica. Sól i pieprz. To wystarczy. Oczywiście, jeżeli nie macie żadnych dietetycznych ograniczeń, możecie sobie trochę pofolgować... Ja bym dodała czosnek, fetę albo troszkę sera z niebieską pleśnią, ale dla mnie to jak na razie tylko sfera marzeń kulinarnych. Zresztą wędruję do tej sfery przy każdej możliwej okazji. Przeglądam blogi, dodaję gwiazdki, oznaczam tagami: do wypróbowania, słodkie, spiżarnia... Przeglądam nowe książki kucharskie: Nigelli, Jamiego, Kuchnia Bieszczadzka... I planuję kolejność, w której będę odkrywać nowe smaki! Życzę Wam i sobie smacznego Nowego Roku:)

SKŁADNIKI:
- 1 mały brokuł (ok. 300g)
- 2 łyżki oliwy extra virgin
- sól i pieprz

PRZYGOTOWANIE:
1. Do garnka wlać tyle wody, aby przykryło kwiat brokułu. Doprowadzić wodę do wrzenia, osolić. Ja z reguły wkładam go kwiatem do dołu, za nóżkę później łatwiej jest go wyjąć. Brokuł gotujemy przez 5 minut, bez przykrywki.
2. Odcinamy kwiat brokułu i przekładamy do miseczki, miksujemy blenderem do ulubionej konsystencji, dodajemy oliwę i doprawiamy do smaku solą i pieprzem.



sobota, 29 grudnia 2012

Carpaccio z buraków

Święta, święta i po świętach... Jeszcze nigdy po świętach nie byłam aż tak nieprzejedzona:) I jeszcze nigdy moje świąteczne menu nie obejmowało tak nietradycyjnych dań jak kluski śląskie, pieczeń z indyka, pieczony królik, sznycel z indyka zrolowany ze szpinakiem, sałatka niemiecka (ale bez majonezu...), barszcz zakwaszany sokiem wiśniowym (bo octu, ani kwasku cytrynowego nie mogę jeść...). Wszystko to w umiarkowanych ilościach, jeśli smażone to z minimalną ilością tłuszczu, jeśli pieczone to tylko w sosie własnym... 


Pierwszy raz w życiu jestem tak długo na diecie i gdyby nie mój Mały Alergik, to pewnie już dawno straciłabym zapał czy motywację... Zresztą gdyby tu chodziło o odchudzanie, to - powiedzmy sobie szczerze - na pewno już dawno straciłabym i jedno, i drugie, ale tu chodzi o jego dobre samopoczucie, o jego zdrowie, więc nie da rady inaczej. W czasie świąt cała rodzina mi współczuła, że muszę jeść takie dziwne dania, ale to wszystko było naprawdę pyszne! Zarówno teściowie, jak i moi rodzice, postarali się, abym nie umarła z głodu i mimo że mój indyk czy królik były doprawione jedynie solą i pieprzem, to wierzcie mi: to wystarczyło, aby te dania były pyszne! Bo akurat pieprz - to moja ulubiona przyprawa:) 


No i kto by pomyślał, że wegańskie carpaccio też może być takie pyszne! Polecam również jako Sylwestrową przekąskę:)

SKŁADNIKI (1 porcja):
- garść rukoli
- ugotowany mały burak
- łyżka pestek słonecznika
- świeżo zmielony pieprz
- oliwa z oliwek

PRZYGOTOWANIE:
1. Buraka pokroić na cienkie plasterki.
2. Brzegi  talerza wyłożyć listkami rukoli.
3. Na to rozłożyć plasterki buraka.
4. Posypać słonecznikiem i świeżo zmielonym pieprzem, a następnie skropić oliwą - i gotowe:)

środa, 19 grudnia 2012

Czekoladowe mufinki bez czekolady

Jeżeli na coś narzekasz i już myślisz, że gorzej być nie może, to pan Murphy (ten od praw) stoi za twoimi plecami i chichocze na maksa. Zasada bowiem głosi, że jeśli może być gorzej, to będzie:) Zatem użalałam się nad sobą przez kilka ostatnich postów, że mam takie "duże" ograniczenia w diecie. Okazało się oczywiście, że można mieć większe:))) Alergolożka chwyciła w ręce listę spożywanych przeze mnie produktów w ostatnim miesiącu i wykreśliła połowę składników. To bardzo ciekawe, bo jak Miśku każdemu powtarza, że ja już nic jem poza "powietrzem w panierce", a jednak z tego NIC dało się połową wyeliminować...


Oto czekoladowe mufinki z pewnym "ale". Tak naprawdę jest to bardzo duże "ALE". Są to bowiem mufiny, ALE bez czekolady, ALE bez mleka, ALE bez jaj, ALE bez glutenu, bo alergolożka wykluczyła nam z diety wszystkie, nawet tylko potencjalne, alergeny. Od dzisiaj zatem nie jemy pszenicy, jęczmienia, owsa i żyta. Została nam kukurydza (planuję się objadać w święta popcornem!:), ryż, quinoa, proso, gryka, tapioka i amarantus.


Powiem szczerze: te mufinki są dziwne. Niestety nie mam pojęcia dlaczego i który z substytutów "normalnego" jedzenia to spowodował... Czy chodzi o brak glutenu? Czy też spowodował to karob? Mufinka nie urosła, ale bardzo fajnie wychodzi z foremki. Jest jednak dość sucha - gdyby nie dodatek dżemu jako nadzienia, to prawdopodobnie trudno by się ją jadło. Podobnie jest z pieczywem bezglutenowym na mące kukurydzianej - jest masakrycznie suche i nie umiem go jeść inaczej niż opieczone w tosterze.


Zatem stoi przede mną nowe wyzwanie: nauczyć się piec bezglutenowo. Mam już parę pomysłów:) Podpowiedzi z waszej strony też są mile widziane:) A sam karob? Nie oszukujmy się, to nie jest czekolada. Jednak na szczęście, czasami po prostu je się oczami i jeśli coś wygląda jak ciasto czekoladowe, serce pragnie by było czekoladowe, to mózg rozkłada ręce i niewinnie sugeruje, że to jest coś czekolado-podobnego.


SKŁADNIKI (na ok. 15 mufinek):
- 1/2 szklanki maki kukurydzianej (jeśli ktoś może to chyba lepiej użyć mąki pszennej)
- 2 spore łyżki mąki ziemniaczanej
- szczypta soli
- 2 łyżeczki karobu (zamiennik kakao)
- pół szklanki cukru
- 1/3 szklanki oleju
- łyżeczka sody
- 3/4 szklanki mleka ryżowego
- spora łyżka golden syrup
- dżem wiśniowy


PRZYGOTOWANIE:
0. Piekarnik nastawić na 180 stopni.
1. Wymieszać w misce wszystkie suche składniki.
2. W mleku ryżowym rozpuścić golden syrup i dodać do suchych składników, razem z olejem.
3. Całość szybko wymieszać i nałożyć po łyżce do foremek mufinkowych (moje są silikonowe więc nie wymagają wykładania papierkami do mufinek, ani natłuszczania formy), potem do każdej foremki nakładamy łyżeczkę dżemu i przykrywamy kolejną łyżką ciasta.
4. Piec 20 minut lub chwilkę dłużej, do momentu aż patyczek wetknięty w środek będzie suchy (pod warunkiem że nie trafimy w porcję dżemu:)


P.S. Wesołego świętowania! I najedzcie się tych wszystkich wigilijnych smakołyków za mnie! :)))

wtorek, 18 grudnia 2012

Drożdżowe racuszki z cukinią

Wiem, wiem, świąteczny klimat i te sprawy... Powinnam wrzucić tu przepis na kapustę z grzybami, makiełki, barszcz z uszkami i takie tam... makowce i inne pierniki. Ale nie wrzucę, bo w tym roku jedziemy całą familią "na gotowe". Co najwyżej będzie mi dane zamieszać łychą w bigosie, albo posmakować tego i owego przed podaniem na stół. Zresztą wrzuciłam już przepis na holenderskie pierniczki, więc święta na blogu mam odhaczone! ;) Pokażę zatem co nowego, wegańskiego, bezmlecznego i bezjajcowego zrobiłam sobie na lunch.


Oto drożdżowe placuszki z cukinią. Gorąco polecam! Nie tylko dlatego, że są wegańskie, ani nie tylko dlatego, że idealnie wpisują się w menu Matki Karmiącej małego alergika, ale dlatego, że w cieście drożdżowym o wiele łatwiej jest utrzymać w ryzach cukinię. Wcześniej (kiedyś dawno temu, gdy byłam wszystkożerna) robiłam placuszki z cukinii w cieście naleśnikowym i problem polegał na tym, że cukinia puszcza bardzo dużo soku. Niezależnie od tego jak dobrze była odciśnięta na początku smażenia, pod koniec zawsze rozrzedzała ciasto. Inaczej rzecz się ma z ciastem drożdżowym, tu cukinia zostaje poniekąd "uwięziona" w lepkich łapkach małych pączkujących drożdży i efekt rozrzedzenia ciasta jest prawie niedostrzegalny. Ok, takie placuszki w cieście naleśnikowym są z pewnością delikatniejsze - te drożdżowe są mięsiste i konkretne, ale też są super:)


SKŁADNIKI*:
- 8 g drożdży instant
- 1.5 szklanki mąki luksusowej
- 2 łyżki golden syrup + trochę do polania gotowych placków
- szczypta soli
- 2 łyżki oleju + odrobina do smażenia
- szklanka ciepłej wody
- szklanka startej cukinii (w temperaturze pokojowej)

PRZYGOTOWANIE:
1. Cukinię zetrzeć na tarce na początku przygotowywania placuszków, aby puściła jak najwięcej soku.
2. Drożdże i sól wymieszać z mąką.
3. Golden syrup (można zastąpić miodem) rozpuścić w ciepłej wodzie.
4. Do mąki z drożdżami dodać olej i ciepłą wodę z syropem - i całość dokładnie wymieszać łyżką.
5. Odstawić do wyrośnięcia na około 20-30 minut.
6. Po tym czasie dodać do ciasta odciśniętą z soków własnych cukinię i dobrze wymieszać.
7. Smażyć małe placuszki nakładając ciasto łyżką na rozgrzaną patelnię - warstwa ciasta powinna być dość cienka, aby placuszki dobrze dosmażyły się w środku (no chyba, że smażymy na głębszym tłuszczu)
8. Racuszki idealnie smakują z golden syrupem (którego fanką zostałam całkiem niedawno:)))


* Przepis zaczerpnęłam z tego bloga [klik]

środa, 12 grudnia 2012

Szybkie bułeczki

- Zrobisz mi jeszcze jedną taką bułeczkę z tym czymś na wierzchu? - zapytał Miśku. 
- Zrobię, no pewnie:) A wiesz co to jest? 
- Hmmm...
- Konfitura różana od mojej koleżanki blogowej.
- Aha, myślałem, że to miodek - powiedział Miśku, jak na typowego niedźwiadka przystało:)


Początkowo chciałam zatytułować ten post "leniwe" bułeczki, ale stwierdziłam, że to bardzo krzywdzący epitet. Nie wszyscy mają czas, aby wyczekiwać długie godziny na wyrastanie drożdżowego ciasta, prawda? Nie wszyscy mają pamięć, aby kupić pieczywo na kolację wracając z długiego, mroźnego spaceru. Nie wszyscy mają siłę, aby wstać wcześnie rano i przygotować chrupiące bułeczki na śniadanie. A przecież chyba wszyscy lubią świeże pieczywo! Właśnie dla nich jest ten przepis! Znalazłam go tutaj [klik].


Bułeczki wyszły takie dość zbite, mięsiste, może trzeba by je trochę dłużej wyrobić mikserem - ja zagniotłam ciasto szybko, ręcznie. Niemniej jednak były smaczne, jak na taki ekspresowy wypiek. Na drugi dzień też nam smakowały, ale ja sobie i tak wrzuciłam bułeczkę do opiekacza, aby miała znowu chrupiącą skórkę.

SKŁADNIKI (na 8 sztuk):
- 6 g suchych drożdży
- łyżka golden syrup/ miodu
- 300ml letniej wody
- pół łyżki soli
- 0,5 kg mąki (użyłam typu 650 i musiałam jeszcze trochę podsypać mąką, aby ciasto nie kleiło się do rąk)
- oliwa do posmarowania
- otręby do posypania

PRZYGOTOWANIE:
1. W letniej wodzie rozpuścić golden syrup i sól
2. Suche drożdże wymieszać z mąką.
3. Do wody stopniowo dodawać mąkę z drożdżami i szybko wyrobić.
4. Ciasto podzielić na 8 części i uformować okrągłe bułeczki, posmarować je z wierzchu oliwą, posypać otrębami, naciąć nożem z wierzchu i ułożyć na blaszce zostawiając odstępy, bo trochę urosną:)
5. Włożyć do zimnego piekarnika, ustawić temperaturę na 200 stopni i piec w ten sposób przez 25 minut.




PS. Kamila, dziękujemy za pyszną konfiturę!:)

piątek, 7 grudnia 2012

Chleb na owsiance

Powoli zaczynam być samowystarczalna. Potrafię zrobić sobie kiełbasę, makaron i jak się dzisiaj okazało - również chleb:) Oto mój pierwszy chlebowy raz. Chleb na owsiance*. Konsystencją nie przypomina jednak zwykłego chleba. Jest bardziej wilgotny i elastyczny, a do tego ma przecudownie chrupiącą skórkę! Z radością dołączam go do mojej prywatnej kolekcji Smakołyków Karmiącej Mamy, bo przepis oczywiście poddałam "weganizacji" z powodu galopującej alergii Synusia.


Dlaczego galopującej? Bo ja już nie mam zielonego pojęcia co go uczula! Teraz podejrzewam chleb razowy z naszej piekarni... Zauważyłam ostatnio reklamę chleba "fitness" w ich sklepie, w składzie pojawiła się obok świetnych mąk pełnoziarnistych, także mąka sojowa... A często się zdarza, że jeśli dziecko ma uczulenie na mleko krowie, to także soja na nie źle działa. Dodatkowo nie jem już prawie nic "sklepowego", bo tam nigdy nie wiadomo, co ci wpakują pod nazwą "aromaty" albo "przyprawy"... Notuję każdego dnia jakie produkty zjadłam i potem patrzę się na tę listę i dumam, i dumam... Dum, dum, dum.


W najbliższych dniach pewnie będę testować kolejne chlebki na drożdżach, bo zrobienie chleba na prawdziwym zakwasie nadal lekko mnie przeraża:)

SKŁADNIKI (na dwie keksówki o wymiarach 11 x 20 cm):
- 500 g białej mąki pszennej
- 1 i 1/4 łyżeczki (4g) drożdży instant
owsianka:
- 150 g drobnych płatków owsianych (użyłam błyskawicznych z lidla i też wyszło:)
- 450 g wrzącej wody
- 2 łyżki (30 g) miękkiego masła (użyłam margaryny roślinnej)
- 2 i 1/4 łyżeczki (13 g) soli
- 1 i 1/2 łyżki (30 g) jasnego miodu (zastąpiłam łyżka cukru)
- 175 ml mleka (zastąpiłam zimną wodą)
na wierzch:
- 1 łyżka czarnego sezamu (zastąpiłam czarnuszką)
- 1 łyżka białego sezamu
- 1 łyżka płatków owsianych
do wysmarowania formy:
- masło lub margaryna
- otręby pszenne


PRZYGOTOWANIE:
1. Mąkę połączyć wymieszać z drożdżami.
2. Do miski wsypać płatki owsiane, sól i miód/cukier, zalać wrzątkiem, dodać masło/margarynę i wymieszać aż masło/margaryna się rozpuści. Następnie dolać zimnej wody.
3. Gdy owsianka przestygnie, dodajemy ją do maki z drożdżami i wyrabiamy ciasto mikserem z hakiem przez 15-20 minut. Ciasto będzie lepkie i klejące.
4. Ciasto odstawiamy do wyrośnięcia, aż podwoi swoją objętość (około godziny).
5. Po tym czasie ciasto lekko spłaszczamy zwilżonymi dłońmi, a następnie przekładamy ciasto do keksówki wysmarowanej masłem/margaryną i wysypanej otrębami. Wierzch ciasta lekko wyrównujemy zwilżonymi dłońmi i posypujemy sezamem, czaruszką i płatkami owsianymi - odstawiamy do ponownego wyrośnięcia, aż ciasto powiększy się o ok. 70-75% (około 20-30 minut).
6. Chleb pieczemy w piekarniku nagrzanym do 200 stopni przez 50-60 minut.


 * Przepis na ten chlebek znalazłam w Kuchni nad Atlantykiem.

poniedziałek, 3 grudnia 2012

Kiełbasa ze słoika

Oto pomysł na domową kiełbasę na chlebek! Proste i smaczne - czyli to, co lubię. Niestety nie mam teraz czasu na przygotowanie prawdziwego rillettes, choć bardzo mam na takowe ochotę. Na szczęście pojawił się w sieci ten przepis [klik!] i uważam, że ma on sporo zalet. Po pierwsze, robi się prawie sam - wystarczy tylko doprawić mięso i przełożyć do słoiczków, nic nie musimy mieszać, pilnować, żeby się nie przypaliło... Po drugie, jeżeli wybierzemy chudsze mięso, to nasza kiełbasa nie będzie ociekać tłuszczem, bo nie trzeba tego smażyć ani dusić w smalcu... Po trzecie smakuje wybornie, jest zwarte, nie rozpada się, można je łatwo pokroić:)


Ostatnio pojawia się mniej wpisów na moim blogu, ale zapewniam was, że nadal gotuję!:) Po prostu nie mam czasu na stylizację potraw i fotografowanie, za szybko robi się ciemno, a Synuś lubi być w centrum uwagi i to on ma priorytet przed blogiem. A co słychać w mojej kuchni? Zrobiłam ostatnio niefotogeniczny drożdżowy chlebek dyniowy - opadł nieboga i wyglądał jak ciasta Nigelli w "Kuchni", za które bidulka dostała niezłą burę w recenzjach naszej polskiej blogosfery kulinarnej;) Zrobiłam też sama mleko owsiane, do tegoż chlebka, a następnie z reszty tego mleka budyń waniliowy, który wyglądał jak zmiksowane meduzy. Ale nie, nie myślcie że wywalam do śmieci te nieudane słodkości. Zjadam je i tak, mimo ich brzydoty, bo nadal są słodkie, więc mnie to urządza:)))

SKŁADNIKI:
- 0,5 kg zmielonej łopatki wieprzowej
- 2 małe ząbki czosnku przeciśnięte przez praskę
- łyżka majeranku lub tymianku
- łyżeczka ziaren pieprzu kolorowego, zmielić w moździerzu tuż przed dodaniem do mięsa
- sól

PRZYGOTOWANIE:
1. Mięso dobrze wyrobić wraz ze wszystkimi przyprawami, osolić i przełożyć do słoiczków.
2. Słoiczki umieścić w dużym garnku, zalać wodą do ok. 3/4 wysokości słoiczka i gotować przez godzinę.
3. Po tym czasie ostudzić i włożyć do lodówki.
4. Następnego dnia powtarzamy punkt 2, czyli jeszcze raz gotujemy słoiki przez godzinę.
5. Przygotowaną w ten sposób kiełbasę można przechowywać w lodówce do 2 miesięcy, a po otwarciu do 3 dni.


wtorek, 20 listopada 2012

Kruidnoten - holenderskie ekspresowe pierniczki

Ciasteczka te dedykuję koleżance, Dorin, która w myśl zasady "do odważnych świat należy" wyjechała do Holandii, aby podbić swymi umiejętnościami tamtejszy rynek pracy i tak jeszcze zupełnie przy okazji, podbić serca Holendrów swym nowo-odkrytym talentem cukierniczym. Przemawiając uniwersalnym językiem miłości, czyli językiem czekolady, zaserwowała znajomym tartę czekoladową z gruszkami z mojego bloga:) Nic tak nie cieszy, jak to, że korzystacie z tych przepisów i że Wam smakują:) Mam nadzieję, że tak będzie również z tymi ciasteczkami!


Heh, moje pierniczki nie wyszły tak kształtne jak na blogu Addio Pomidory, na którym je znalazłam, ale okazały się tak pyszne, że zniknęły bardzo szybko, więc najlepiej nie przejmować się kształtami i faktycznie od razu podwoić proporcje ciasta. Dlaczego skusiłam się na te ciasteczka? Ujęła mnie ta ciekawostka z przepisu źródłowego: "Są symbolem płodności, podobno dlatego właśnie nie należy ich układać na talerzyku a swobodnie rozsypywać na wzór siewcy siejącego ziarna". Zatem kochajcie się i rozmnażajcie, jak radzi wam Matka Karmiąca, i objadajcie się Smakołykami, bo życie jest za krótkie, żeby sobie odmawiać takich drobnych przyjemności:)


PS. Oczywiście musiałam dokonać weganizacji tego przepisu:))) (moje zmiany w nawiasach)

SKŁADNIKI:
- 115 g mąki tortowej
- duża szczypta proszku do pieczenia (przez przypadek pominęłam ten składnik)
- 1 łyżeczka przyprawy do piernika
- pół łyżeczki kakao (pominęłam)
- 50 g cukru
- szczypta soli
- 50 g miękkiego masła (użyłam roślinnego)
- 1 łyżeczka miodu (zastąpiłam syropem owocowym)
- 2 łyżki mleka (zastąpiłam wodą)

PRZYGOTOWANIE:
1. Nagrzewamy piekarnik do temperatury 160 stopni, blaszkę wykładamy papierem do pieczenia
2. Do miski przesypujemy wszystkie składniki i szybko zagniatamy ciasto
3. Nabieramy kawałeczki ciasta w dłoń i formujemy małe kulki wielkości orzecha laskowego (moje były trochę większe, powiedzmy wielkości orzecha włoskiego). Z podanej porcji uzyskamy ich około 40 (mi wyszło 30).
4. Układamy na przygotowanej blasze zachowując odległości i pieczemy 20 minut.
5. Studzimy i przekładamy do puszki (nasze zniknęły zanim zdążyły dokładnie ostygnąć). Przechowujemy szczelnie przykryte. 

piątek, 2 listopada 2012

Dyniowe bułeczki z rodzynkami

Coś pysznego do podjadania w te pochmurne jesienne dni:) Gdy tylko ujrzałam te złocisto-żółciutkie bułeczki u Kamili z Ogrodów Babilonu, wiedziałam że muszę je wypróbować. Hipnotyzowały kolorem, a lista składników z łatwością dała się przerobić na wersję wege:) Zamiast mleka: woda, zamiast masła: bezmleczna margaryna - i gotowe!


Nigdy bym nie pomyślała, że będę reinterpretować przepisy drożdżowe. Mając w pamięci moje spektakularne porażki, powinnam raczej z aptekarską dokładnością odmierzać składniki (korzystając z wagi, a nie mojej miary "na oko"), i to identyczne jak stoi w przepisie, a nie podmieniać na swoje widzimisie:) Ale udało się! To lubię w dobrych przepisach - podać informację na temat tego do jakiej konsystencji ciasta dążymy: czy ma być lepkie, czy zwarte, czy elastyczne! To ważne informacje dla takich błądzących w świecie wypieków owieczek jak ja:)))


SKŁADNIKI:
- 325 g mąki orkiszowej typ 700 (użyłam mąki do pizzy i trochę luksusowej, dlatego potrzebowałam jej nieco więcej)
- szklanka puree z dyni (przepis na puree jest np. tutaj)
- 5 g drożdży instant
- 30 g masła (użyłam bezmlecznej margaryny)
- 75 ml mleka (zastąpiłam wodą)
- 50 g cukru
- sól
- 1 łyżeczka pasty waniliowej (użyłam cukru z wanilią)
- 1/3 szklanki rodzynek
- 1 łyżka rumu (użyłam likieru ziołowego)

PRZYGOTOWANIE:
1. Rodzynki namoczyć w rumie/likierze. 
2. W misce wymieszać puree z dyni, roztopioną margarynę/masło i ciepłe wodę/mleko, dodać sól, cukier i cukier z wanilią, dodać mąkę oraz drożdże i ugniatać ciasto, jeżeli jest lepkie dodać trochę mąki, aż osiągnie konsystencję ciasta na pizzę. 
3. Zagniatać ciasto około 10 minut, następnie dodać rodzynki i ugniatać, aż ciasto będzie odchodziło od boków miski, utworzyć kulę, przykryć ściereczką i pozostawić w ciepłym miejscu, aż podwoi swoją objętość (moje wyrastało godzinę z hakiem). 
4. Ciasto podzielić na części i delikatnie uformować kulki, które należy umieścić w formie wyłożonej papierem do pieczenia (np. w tortownicy), pozostawiając około pół centymetra przestrzeni pomiędzy kulkami. Tak przygotowane bułeczki przykryć i pozostawić do wyrośnięcia aż podwoją swoją objętość. 
5. Wierzch bułeczek posmarować żółtkiem rozmieszanym z łyżką mleka (ja posmarowałam oliwą) i wstawić do piekarnika nagrzanego do 180° C na około 20 minut.
6. Idealnie smakują z dżemem, z bananem (kanapka a'la Małysz, jeśli ktoś jeszcze pamięta te reklamę;) albo z masełkiem (to wersja Miśka) :)

PORADA DNIA:
Moja kuchnia jest dosyć chłodna (okno, w dodatku nieszczelne, na północ, a kaloryfer nie działa), więc aby stworzyć warunki przyjazne wyrastającemu ciastu drożdżowemu, opatentowałam trzy sposoby:
1. Dla posiadaczy ekspresu do kawy z płytką na zagrzanie kubka: idealne miejsce na miskę z ciastem. W naszym ekspresie ta płytka nie nagrzewa się zbyt mocno, można przyłożyć dłoń i jest po prostu przyjemnie ciepła, ale i tak na wszelki wypadek płytkę nagrzewam i wyłączam w momencie umieszczenia na niej miski z ciastem.
2. Dla posiadaczy garnka i wody: wodę zagotować i zostawić ciepłą parującą w pobliżu miski z ciastem drożdżowym. Nie kładziemy miski na garnku, bo temperatura mogła by być za wysoka, ale tuż obok tworzy miły, cieplutki klimat.
3. Dla gotujących obiady: ugotować obiad. Temperatura pomieszczenia na pewno się ociepli, a to nasze ciasto lubi najbardziej:)


środa, 31 października 2012

Wegańskie placuszki z polewą morelowo-bananową

O tym, że można piec wegańskie ciasta już się przekonałam. Można - i są równie pyszne jak te jajeczne, maślane i mleczne:) Teraz naszła mnie ochota - i to przeogromna - na naleśniki! Kto tu zagląda regularnie, ten wie, że jak mnie na coś najdzie chęć, to nie odpuszczam, dopóki nie znajdę satysfakcji! Zrobiłam więc, z jakiegoś nieznanego mi bliżej bloga, placuszki bananowe... Ich jakość jednak pozostawiała wiele do życzenia... Nie dało się ich odwrócić na patelni, tak aby się nie rozwaliły, były gumowate i a w smaku - bez polotu!


Dlatego właśnie trzeba sięgać do sprawdzonych źródeł! Takim na pewno jest blog córki Grażyny, która gotuje o wdzięcznej nazwie Śmierć Kanapkom:) Jej przepis na piwne naleśniki od razu mnie zaintrygował! Po pierwsze primo, lubię piwo. Po drugie primo, lubię naleśniki. Po trzecie primo, ten blog jest w 100% wegański, a ponieważ nadal nie mogę jeść mleka i jaj, bo Synuś wygląda wtedy jakbyśmy mu masowali twarz papierem ściernym - to przepis okazał się idealny dla mnie! Wierzcie lub nie, ale można zrobić naleśniczki bez mleka i jaj, tak aby wyglądały i smakowały, jak te zwierające te produkty:))) Wiadomo, że pewnie nigdy nie będą tak puszyste, jak prawdziwe naleśniory, ale na bezrybiu i rak ryba, więc nie narzekam:)


SKŁADNIKI:
- 200 ml ciemnego piwa (użyłam podpiwku słodowo-chmielowego, bo jest słodszy i mniej goryczkowy niż piwo)
- 2 łyżki cukru
- 5 łyżek oleju
- szklanka mąki
- łyżeczka proszku do pieczenia
- szczypta imbiru w proszku (opcjonalnie)
- szczypta soli
polewa:
- pół słoiczka dżemu morelowego
- pół banana
PRZYGOTOWANIE:
1. Składniki na ciasto naleśnikowe zmiksować na gładką masę - jako ostatnie dodajemy piwo/podpiwek (pilnując by się jak najmniej wygazowało, lejemy po ściance naczynia w którym miksujemy). Aby się łatwo przewracało ciasto musi być dość gęste (nieco gęstsze niż na tradycyjne naleśniki), smażymy małe pancake'i na złoty kolor z obu stron.
2. Dżem morelowy rozpuścić w garnuszku na wolnym ogniu, dodać pokrojonego w plasterki banana i chwilę pogotować, aby banan nieco zmiękł, ale się nie rozpadał.
3. Placuszki podawać polane ciepłym sosem morelowo-bananowym.


niedziela, 7 października 2012

Wegańskie mufinki z dżemem wiśniowym

Eksperymentów wegańskich ciąg dalszy... Bez jaj i mleka. Bez masła. Za to z margaryną. Do kruszonki. Bezmleczną. O dziwo, wcale nie jest łatwo takową znaleźć. Nastała mania uszlachetniania wszystkiego masełkiem i mleczkiem, chociaż 1% - ale dołożą... A jak już nie ma nabiału, to jest lecytyna sojowa, a soja, to kolejny alergizujący element, którego staramy się unikać. Ach, i do listy zakazanych produktów doszły nam ryby - na szczęście rzadko używane w słodkich wypiekach;)


Te mufinki odkryłam zupełnie przypadkowo. Wymyśliłam sobie, że zjadłabym takie babeczki z dżemem. Gdy robiłam je po raz pierwszy nie miałam jeszcze ograniczeń dieteycznych, więc zamiast części soku/wody dodałam jogurtu nauturalnego (i powiem wam na marginesie, że te jogurtowe od moich wege niewiele się różnią). Włożyłam blachę z mufinami do piekarnika i nagle olśnienie! - Zapomniałam o jajach! Wracam do przepisu i ze zdumieniem stwierdzam, że ten o takowych nie wspomnia! A to przecież przepis z Kwestii Smaku, tam raczej nie ma błędów w liście składników... Ku mojemu zdumieniu wyszły idealne - wilgotne, puszyste - nawet na drugi dzień i do tego ta chrupiąca skórka i kwaskowy dżem w środku!




SKŁADNIKI (16 sztuk)
ciasto
- 1 i 1/2 szklanki mąki pszennej
- 1/4 szklanki mąki ziemniaczanej
- 3/4 szklanki cukru
- 1 łyżeczka sody oczyszczonej
- 1 łyżeczka proszku do pieczenia
- szczypta soli
- 3/4 szklanki soku jabłkowego
- 1/3 szklanki oleju roślinnego
- 1 łyżeczka octu winnego
- 16 łyżeczek dżemu (ja użyłam konfitur wiśniowych, dość zwartych/ gęstych w konsystencji, galaretkowate mogą się rozpuścić i zamoczyć ciasto podczas pieczenia)
kruszkonka:
- 100 g mąki
- 50 g margaryny bezmlecznej
- 50 g cukru
- kropelka olejku migdałowego

PRZYGOTOWANIE:
0. Piekarnik nastawic na 175 stopni
1. Mąkę pszenną i ziemniaczaną przesiać do miski i dodać wszystkie pozostałe składniki oprócz dżemu - wymieszać łyżką i ciasto gotowe (mogą pozostać małe grudki mąki)
2. Przygotować kruszonkę: do miski wsypać mąkę, cukier, kropelkę aromatu migdałowego i całość zalać roztopionym i gorącym masłem - szybko zagnieść i rozdrobnić na bardzo małe okruszki.
3. Do foremek mufinkowych nałożyć 2 spore łyżeczki ciasta, na to ułożyć łyżeczkę dżemu i przykryć pozostałą częścią ciasta, tak aby około pół centymetra zostało od górnego brzegu foremki, wierzch posypać kruszonką.
4. Piec 20-25 minut, aż patyczek wetknięty w w mufinę po wyjęciu będzie suchy:)


Smakują dużym i małym brzuszkom! 
I jak stwierdził Julek: "ładnie pachną" :)

poniedziałek, 24 września 2012

Krem z ziemniaków i cukinii ze świeżym majerankiem

Gęsta. Rozgrzewająca. Jesienna. Przez ten majeranek i kremową konsystencję przypomina mi trochę grochówkę. Zastanawialiście się kiedyś jaka jest różnica między świeżym majerankiem a suszonym? Czy jest tak jak na przykład z bazylią - dwa inne smaki, dwie różne przyprawy? No to z majerankiem tak nie jest:) Smak pozostaje ten sam:) Majerankowy.


Polecam tę zupę wszystkim zmarzluchom! Niedawno dołączyłam do ich grona i jedno wiem na pewno: ciepły sweter i gorąca zupa do podstawa! A wracając do majeranku... To ponoć jedna z kilku bezpiecznych przypraw dla karmiących matek (bezpiecznych, czyli jak rozumiem nie wzdymających, nie uczulających, nie zmieniających smaku pokarmu i nie zmniejszających laktacji:). Do pozostałych należą: natka pietruszki, koperek, kminek i anyż [źródło - klik]. Ja jeszcze używam bazylii i oregano, a ostatnio także tymianek - synusiowi najwyraźniej nie przeszkadzają dobrze doprawione potrawy:)

SKŁADNIKI:
- 3 duże ziemniaki
- 1 mała cukinia
- 1 marchewka
- 2 łyżki listków świeżego majeranku
- 0.5 bulionu warzywnego lub drobiowego
- sól i pieprz do smaku

PRZYGOTOWANIE:
Ziemniaki obrać i pokroić w ćwiartki, cukinię pokroić w talarki, marchewkę obrać i pokroić w krążki - wszystkie te warzywa ugotować w bulionie (aż ziemniaki będą miękkie), zmiksować blenderem do ulubionej konsystencji (ja lubię gdy kawałki warzyw jeszcze da się wyróżnić:), doprawić solą i pieprzem. Na koniec dodajemy świeży majeranek.


sobota, 22 września 2012

Ciasto cynamonowe z jeżynami

Kolejny Smakołyk Mamy Karmiącej alergika:) Bardzo mi się spodobały te ciasta bez jajek i mleka, bo nie trzeba uruchamiać całego "ciężkiego" sprzętu kuchennego: robotów, mikserów, blenderów... Wystarczy łyżka czy widelec, duża miska i kubek do odmierzania ilości składników - proste? No pewnie:) Zatem moja kuchnia zmieniła się ostatnio w małe laboratorium i sobie eksperymentujemy ze słodkościami:) Gdyby mi ktoś rok temu powiedział, że nie tylko będę piec ciacha jak dzika, tylko jeszcze do tego będę sama skutecznie modyfikować przepisy pod swoje potrzeby (czytaj: czyli wymyślać nowe!), to padłabym na ziemię fikając ze śmiechu nóżkami:)


...Ale tak na poważnie. Te moje ostatnie wypieki zaczęły mnie skłaniać do refleksji na temat roli jajka w cieście. Otóż, okazało się, że pełni ono rolę spoiwa [fanfary! dopiero to odkryłam!;) więcej na ten temat tutaj: klik]. Chodzi po prostu o to, aby po upieczeniu ciasto nie rozpadało się na milion małych okruszków, tylko by można je było pokroić na kawałki i zjeść jak człowiek:) Świetnym spoiwem zastępczym jest mąka ziemniaczana - wystarczy parę łyżek i ciasto nabiera pożądanej sprężystości. Nie można z nią jednak przesadzić, bo wtedy ciasto robi się twarde i gumowate... Z przepisem poniżej to wam jednak nie grozi:)


SKŁADNIKI*:
- 1 i 1/2 szklanki mąki pszennej
- 1/4 szklanki mąki ziemniaczanej
- 3/4 szklanki cukru
- 1-2 łyżeczki cynamonu
- 1 łyżeczka sody oczyszczonej
- 1 łyżeczka proszku do pieczenia
- 3/4 szklanki wody gazowanej
- 1/3 szklanki oleju roślinnego
- 1 łyżeczka octu winnego
- garść jeżyn lub innych owoców sezonowych (nie zanadto soczystych)

PRZYGOTOWANIE:
0. Piekarnik nastawić na 175 stopni
1. Mąkę przesiać do miski i dodać wszystkie pozostałe składniki oprócz jeżyn - wymieszać łyżką i ciasto gotowe (mogą pozostać małe grudki mąki)
2. Do tortownicy (średnica około 23cm) wyłożonej papierem do pieczenia przełożyć ciasto, na to ułożyć jeżyny i lekko je docisnąć w głąb ciasta.
3. Piec 45-50 minut, aż patyczek wetknięty w ciasto po wyjęciu będzie suchy:)

*wolna interpretacja przepisu z Kwestii Smaku

czwartek, 13 września 2012

Pasta kanapkowa ze słonecznika i koperku

Taka pasta to dla mnie idealna alternatywa dla pasztetu i kolejna propozycja w ramach cyklu "Smakołyki Karmiącej Mamy". Na początek małe sprostowanie, żeby nie było nieporozumień. Jest to cykl typu "czym się żywię ostatnimi czasy", a nie zalecana dieta dla kobiet karmiących. Sama jestem początkująca w tej dziedzinie, więc nie zamierzam się wymądrzać, bo po prostu się nie znam. Lekarka powiedziała: nie jeść mleka i jaj przez 4 tygodnie - to nie jem - a że słodkie lubię, to sobie kombinuję:) Oczywiście wszystkim innym też serdecznie polecam te przepisy!:) One są może trochę bardziej wege, nieco mocniej eko i bardziej sezonowe i lokalne (w sensie produkty, nie przepisy) :)


A taki bezmięsny pasztet? To miła odmiana i same zalety! Robi się go w pięć minut - jest więc idealny dla zapracowanych:) Jest zdrowy, bo słonecznik ma dużo wartościowych składników: ziarna zawierają dużo białka, tłuszczów, prowitaminy A, witamin E, B i F, błonnika, folacyny, potasu, żelaza i cynku, a dzięki bardzo dużej zawartości fitesteroli, roślinnych sterydów obniżających poziom cholesterolu we krwi, są idealnym składnikiem pokarmowym dla osób, które mają problemy z sercem*. Do tego wszystkiego taką pastę można dowolnie modyfikować przyprawami, dodatkami, na ile nam starcza fantazji:) Kiedyś zrobiłam taki [klik], a dziś wybrałam wersję z koperkiem i oliwą z pestek dyni, która daje specyficzny dyniowy smaczek:)

SKŁADNIKI:
- pół szklanki łuskanych ziaren slonecznika
- łyżka oliwy z pestek dyni
- 2 łyżki posiekanego koperku
- sól
- wrzątek

PRZYGOTOWANIE:
1. Słonecznik przesypać do miseczki, zalać wrzątkiem i pozostawiać na 20 minut (ja tym razem wytrzymałam tylko 5 minut i też wystarczyło:), aby zmiękł.
2. Odlać wodę, zostawiając odrobinę na dnie, dodać oliwę, koperek i wszystko zmiksować blenderem na w miarę jednolitą masę.
3. Pastę doprawić solą.


* źródło [klik]

poniedziałek, 10 września 2012

Owsiane batoniki

Postanowione. Rozpoczynam cykl "Smakołyki Karmiącej Mamy". Naprawdę, nie jest łatwo. Jak przejrzy się wpisy na forach internetowych i posiądzie się wiedzę na temat tego, co jedzą Matki Karmiące, to włos jeży się na głowie... Wynika z tego, że większość kobiet ogranicza się do polędwicy sopockiej i białego chleba, gotowanego kurczaka i rozgotowanej marchewki, a dzieciątka i tak mają kolki...


Ja, z moją miłością do smacznego i różnorodnego jedzenia, byłam tym odkryciem zdruzgotana. Na szczęście synuś nie cierpi z powodu kolek. Staram się omijać produkty wzdymające (kapusta, kalafior, groch), ciężkostrawne (np. smażone) i alergizujące (np. orzechy, miód, cytrusy, truskawki i mleko krowie w czystej postaci). Serów, maślanek i jogurtów nie potrafiłam sobie odmówić. Jednak okazało się, że i to muszę odpuścić...


Ale, nie czas żałować róży, kiedy płoną lasy, jak mówi poeta... Gdy dzieciątku coś nie służy, bez namysłu to odstawiam. Ochota na słodkości jednak pozostała i oto moje kolejne okrycie - bez mleka, bez masła i bez jaj. Może komuś się przyda taka mini-baza przepisów dla karmiących kobitek, bo niektóre wpisy na forach porażają znajomością nabiału. Np. kobitka prosi o przepisy bez mleka krowiego, to podają jej przepis zawierający masło, które to niby z czego jest zrobione, ja się pytam?!? ;)

Zapraszam na owsiane batoniki* !

SKŁADNIKI:
- 400 g płatków owsianych (ok. 2,5 szklanki)
- 3/4 szklanki cukru
- 1/2 szklanki oleju roślinnego
- 1 jabłko starte na mus
- 2 czubate łyżki mąki pełnoziarnistej
- 4 łyżki wody
- opcjonalnie: garść ziaren słonecznika, rodzynek, migdałów, cynamon (co kto może:)

PRZYGOTOWANIE:
1. Nastawiamy piekarnik na 180 stopni.
2. Jabłka ścieramy na tarce.
3. Mieszamy wszystkie składniki ze sobą tak, aby na oko wszędzie dotarł olej, woda i mus jabłkowy.
4. Taką wilgotną masę wykładamy dość cienką warstwą na blaszkę wyłożoną papierem do pieczenia (u mnie starczyło na dwie blaszki, bo batoniki zrobiłam dość cienkie).
5. Pieczemy 15-20 minut aż cukier się skarmelizuje a płatki zezłocą.
6. Po upieczeniu jeszcze gorące kroimy nożem na mniej więcej prostokątne lub kwadratowe batoniki, ale zdejmujemy z blaszki dopiero gdy wystygną.



* Inspiracja przepisem Idealnej Pani Domu

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...