poniedziałek, 16 maja 2011

Sos z pomidorków koktajlowych z muszlami nadziewanymi ricottą i oliwkami

Viva la pasta, odsłona trzecia. O ile w przepisie na muszle z nadzieniem ze szpinaku i ricotty, chodziło mi głównie o muszle, a nie o sos, o tyle w tym przepisie jest dokładnie na odwrót:) Nadziewane muszelki są tylko dodatkiem, a ich głównym zadanie jest "nie przeszkadzać sosowi". 


Wczoraj był przepis Nigelli, a dziś Jamiego Olivera. Być może przesadzam z tymi kulinarnymi sławami, ale te ich książki są tak pięknie wydane, tak kolorowe, tak apetyczne - że po prostu czułam, że muuuszę je mieć:)

Jak już wyznałam w komentarzach do wczorajszego postu, podkochuję się w Nigelli, a mojego brata podejrzewam o platoniczną miłość do Jamiego Olivera. To on mnie do niego przekonał. Książka Olivera  "Każdy może gotować ", to masa przepisów, które można dowolnie interpretować, modyfikować i przygotowywać, tak aby opanować sztukę kulinarną na poziomie podstawowym i średniozaawansowanym, ale... - no właśnie, to jest najlepsze! - ale aby każdy, kto spożywa te posiłki, myślał, że to poziom "ekspert" i wyżej:) Na tym chyba polega fenomen Olivera: jego przepisy są proste, a jednak robią niesamowite wrażenie. Przynajmniej - na mnie:)


Zatem zgodnie z ideą przewodnią książki, nauczyłam się tego przepisu i przekazuję go dalej:

SKŁADNIKI: 

Sos z pomidorków koktajlowych, kaparów i octu balsamicznego wg J.Olivera:
- 4 ząbki czosnku
- ok. 25 sztuk pomidorków koktajowych (300g, najlepiej różnokolorowych)
- oliwa
- suszone oregano (ja użyłam bazylii, bo oregano się skończyło:)
- 2 łyżki kaparów
- kawałek masła 
- ocet balsamiczny (ja użyłam kremu balsamicznego)
- sól morska, świeżo zmielony pieprz

Muszle wg gohy:
- 200 g makaronu typu muszle
- 300 g ricotty (lub ser typu włoskiego, ser wiedeński - a jeśli nie mamy, to chyba kremowy biały ser byłby najlepszą alterntywą, coś o konsystencji almette) - najlepiej o temperaturze pokojowej, aby farsz do nadziewania nie był za zimny
- 3 garście czarnych oliwek bez pestek
- sól i pieprz

PRZYGOTOWANIE:
0. Wstawić wodę na makaron i ugotować go wg przepisu na opakowaniu.
1. Czosnek obrać i pokroić w cienkie plasterki, pomidorki przekroić na pół. Włączyć piekarnik na około 200st.
2. Na patelni rozgrzać oliwę, dodać czosnek i odsączone z zalewy kapary - gdy czosnek zrobi się delikatnie złoty, dodać pomidorki i oregano lub bazylię, sól, pieprz - całość zamieszać, dodać masło i dość obficie skropić octem balsamicznym - jeszcze raz wymieszać. Zostawić sos aby bulgotał przez 3-5 minut (lepiej krócej, bo jeszcze będziemy chwilę zapiekać). Generalnie pomidorki powinny zmięknąć, a sos lekko zgęstnieć.
3. Farsz do muszelek: oliwki dość grubo posiekać i wymieszać w misce z ricottą, osolić i dodać trochę pieprzu. Nadziewać ciepłe muszle.
4. Sos przełożyć na spód naczynia żaroodpornym (ja od razu w tym naczyniu przygotowywałam sos:), na wierzchu ułożyć nadziewane muszle i chwilę zapiekać w piekarniku, tak aby całość równo się podgrzała.

Jamie o sosie (str. 267):  "Podawaj na  gorąco z rybą lub mięsem albo dodaj do świeżo ugotowanego makaronu i wymieszaj"


niedziela, 15 maja 2011

Irlandzkie bułeczki owsiane

Nigella Lawson to bogini kuchni. Marzę o takiej spiżarni, jaką ona posiada: ze wszystkimi przyprawami, ziołami, sosami, winami... Na razie takiej spiżarenki nie mam, ale z okazji urodzin dostałam kuchnię Nigelli, tzn. "Kuchnię", prawie 500 stron dzikiej kulinarnej przyjemności:)


Mój sentyment do niej to także wspomnienie jednego z najbardziej leniwego roku mojego życia. Mieszkaliśmy z Miśkiem w małej kawalerce, ja  byłam na piątym roku studiów. Zajęć na uczelni praktycznie już nie miałam. Pisałam pracę magisterską. Plan był ambitny i idealny dla leniuszka: 100 dni na napisanie stustronowej pracy na temat mitu kobiety fatalnej w kulturze Zachodu. Strona pisania dziennie, odpowiednio sformatowana: 1,5 wiersza odstępu i Arial 14... Resztę czasu zabierała mi zatem kablówka i "Nigella gryzie..." :)

Na przeciwko naszej kawalerki było M2 naszych przyjaciół, gdzie moja kochana koleżanka, będąca wówczas na etapie poszukiwania pracy po studiach, również siedziała przed telewizorem oglądając Nigellę. Potem spotykałyśmy się na kawę i zawsze był ten sam temat: "A widziałaś jak Nigella zrobiła dziś krewetki?", "No... widziałam:) A widziałaś te muffiny?"... My nawet nie notowałyśmy tych przepisów! Po co? Patrzeć. Słuchać. Czuć. Marzyć o spiżarni Nigelli. To wystarczyło, aby nie marudzić jedząc zwykły makaron z sosem przyrządzony na szybko, bo przecież musiałam pisać pracę...


A dziś wypróbowałam pierwszy przepis z tej wspaniałej książki. Irlandzkie bułeczki owsiane są super, bo można je zrobić tuż przed śniadaniem, nie potrzeba do tego drożdży, więc nie trzeba czekać aż ciasto wyrośnie. Bułeczki są bardzo delikatne, brązowiutkie i piwne od portera. Najlepsze są w dniu upieczenia, ale można je przechowywać 1-2 dni, "zawijając w czystą ściereczkę kuchenną i trzymając w chlebaku lub hermetycznym pojemniku w chłodnym miejscu", jak radzi Nigella. To moje pierwsze kroki w ramach domowej piekarni, ale już mi się podoba:D

A teraz przepis Nigelli ("Kuchnia", str. 89):

SKŁADNIKI (9 średnich bułeczek, lub 12 mniejszych):
- 400 g mąki z pełnego przemiału (ja użyłam orkiszowej pełnoziarnistej)
- 100 g płatków owsianych (nie błyskawicznych, ja użyłam górskich) + trochę do posypania z wierzchu
- 1 łyżeczka soli
- 2 łyżeczki sody oczyszczonej
- 300 ml porteru (lub zwietrzałego piwa)
- 150 ml maślanki lub płynnego jogurtu naturalnego
- 4 łyżki oleju arachidowego lub roślinnego
- 4 łyżki płynnego miodu

PRZYGOTOWANIE:
1. Nagrzać piekarnik do 220 stopni, a blachę wyłożyć pergaminem.
2. W jednej misce wymieszać płynne składniki, a w drugiej sypkie składniki.
3. Wlewamy płynne składniki do suchych i mieszamy drewnianą łyżką, żeby się dokładnie połączyły - "na początku powstanie coś w rodzaju gęstej owsianki zamiast ciasta. Może się to wydawać zbyt płynne, ale po chwili, gdy soda zacznie działać, ciasto przybierze najpierw konsystencję pianki, a następnie ciężkiego mokrego piasku". Hmm... moje nie osiągnęło fazy piasku, może dlatego, że mąkę i płatki sypałam na oko (nie dorobiłam się jeszcze miarki ani wagi, a Piekarzynek akurat nie działał:). Ciasto było dość gęste i lepkie.
4. Na blaszce układamy bułeczki, ja zrobiłam 9 średniej wielkości i nakładałam je drewnianą łyżką, formując mniej więcej okrągły kształt. Nigella na obrazku formuje bułeczki rękoma, więc też tak można:). Trzeba zachować odstępy, bo trochę podrosną.
5. Uformowane bułeczki posypujemy płatkami owsianymi i pieczemy przez około 15 minut. Potem wyjmujemy na kratkę aby trochę przestygły. Jemy ciepłe albo w temperaturze pokojowej.


sobota, 14 maja 2011

Żeberka z rabarbarem pięciu smaków

Oto kolejna odsłona upajania się dobrodziejstwami wiosny:) Rabarbar. Jako iż mistrzem wypieków nie jestem i nic nie wskazuje na to, że będę - postanowiłam użyć rabarbaru do mięsa. Zainspirował mnie przepis Gochy - wielkie dzięki, bo naprawdę warto było tego spróbować:)


Chińska przyprawa pięciu smaków musi być odpowiednia. Długo takiej szukałam. Chciałam, aby smakowała tak jak chińszczyzna w restauracji. Przyprawa ta w wersji Kamisa odpada z miejsca, bo ma dwie zasadnicze wady: jak dodamy jej mało, to prawie nie czuć "chińskości" potrawy, a jak dodamy jej dużo, to cała potrawa robi się zbyt pieprzna i za ostra. W skład tej mieszanki wchodzi: koper włoski, pieprz czarny, goździki, cynamon, sól, kmin rzymski i glutaminian sodu. Jeśli to policzymy (pomijając wzmacniacz smaku i zapachu) to wychodzi na to, że jest to przyprawa 6 smaków.


Przyprawa pięciu smaków to miks smaku słodkiego, kwaśnego, gorzkiego, ostrego i słonego. Przyprawa, którą ja używam to mieszanka wyprodukowana w Tajlandii (hehe, no ale niby chińska:), firmy Globo Foods Ltd. W jej skład wchodzi: 44,8% mielonego cynamonu, 30% mielonej kolendry, 14,4%  zmielonych liści laurowych, 9,2% anyżu, resztę dopełnia zmielone ziele angielskie (zwane również pieprzem angielskim). Jak widać poza cynamonem - brak wspólnych składników. Przyprawa jest słodka, intensywna i nie da się nią 'przeostrzyć' dania (żeby nie powiedzieć sPieprzyć:).

SKŁADNIKI (dla 2 osób):
- 0,5 kg żeberek (ja miałam akurat tak kawałek bez kostek, więc takiej z kościami to pewnie więcej)
- marynata do żeberek, czyli pełna improwizacja: 3 łyżki musztardy Dijon, 1 łyżka słodkiego sosu sojowego, 2 łyżki sosu Worcestershire, 2 ząbki czosnku, 2 łyżki wody, 1 łyżka oliwy, 1 łyżka wódki, 1 łyżka płynnego miodu, 1 łyżka suszonego lubczyku, pieprz
- sos rabarbarowy 5 smaków: 5 dojrzałych, czerwonych łodyżek rabarbaru, 1/4 szklanki wody, 2 łyżki masła, 1 łyżka słodkiego sosu sojowego, 2 łyżki cukru (lub więcej jeśli rabarbar był mniej dojrzały), 1 łyżka chińskiej przyprawy pięciu smaków
- można podawać z kaszą jęczmienną posypaną suszonym lubczykiem i skropioną oliwą z oliwek i cytryną

PRZYGOTOWANIE:
1. Żeberka podzielić na dwie porcje.
2. Przygotować marynatę: mieszamy wszystkie płynne składniki, doprawiamy pieprzem i lubczykiem, dodajemy rozkrojone na połówki ząbki czosnku.
3. Mięso wrzucamy do marynaty, mieszamy i wstawiamy do lodówki na co najmniej godzinę, a najlepiej na pół dnia (przygotować rano, aby było na obiad).
4. Zamarynowane mięso pieczemy w piekarniku (wraz z marynatą) w naczyniu żaroodpornym przez ponad godzinę (ok 1h 20min, w temperaturze: 180st.).
5. Pod koniec pieczenia przygotowujemy sos: rabarbar obieramy i kroimy w drobną kostkę, wrzucamy do rondla i przesmażamy z masełkiem, dodajemy wodę, słodki sos sojowy, cukier i przyprawę pięciu smaków - całość gotujemy do momentu aż rabarbar się rozpadnie i sos stanie się gęsty.



Botwinka

Wiosna, wiosna, wiosna... Trochę uderza do głowy, niczym woda sodowa:) Tu jakieś ognisko ze znajomymi po pracy, tu jakiś spacer, rower, znowu spacer, obiady w romantycznych restauracjach, piwko w ogródku piwnym na Rynku... Eszszsz... się żyje... :D

A teraz za oknem pierwsza w tym roku wiosenna burza. W końcu można ochłonąć na moment i ugotować coś wiosennego. A cóż jest bardziej wiosennego od botwinki? No dobra, jest jeszcze zupa z nowalijek, jak tylko pojawi się prawdziwa marchewa i polskie młode ziemniaczki (bo u nas nadal rządzi Maroko)...No ale - wszystko po kolei, teraz czas na botwinkę:)



SKŁADNIKI:
- 1,5 litra bulionu
- 2 pęczki botwinki
- pęczek koperku
- kilka gałązek natki pietruszki
- 1 kalarepa (zamiast marokańskich ziemniaków)
- 200 ml śmietanki
- sól, pieprz, ocet ryżowy (lub cytryna, lub ocet winny, w każdym bądź razie coś do zakwaszenia)

PRZYGOTOWANIE:
1. Zagrzać bulion i dodawać tej kolejności kolejne składniki: najpierw małe buraczki od botwinki, następnie kroimy w kostkę kalarepkę i dodajemy do zupy, szatkujemy łodyżki botwinki i dodajemy do zupy, a na koniec poszatkowane liście, poszatkowaną pietruszkę i koperek (część można zostawić do posypania na talerzu). Gotujemy do miękkości najtwardszego składnika, czyli małego buraczka.
2. Doprawiamy kwaskiem, solą i pieprzem - następnie zabielamy zupę.


poniedziałek, 9 maja 2011

Młode cukinie z łososiem i serem pleśniowym

Dostałam na urodziny od brata krem balsamiczny. Braciszek dzięki iPhonowej aplikacji stał się miłośnikiem sztuk kulinarnych w wykonaniu własnym opartym o przepisy Jamiego Oliviera. Zostałam obsypana setką rad kulinarnych, pochwał Jamiego i przechwalanek brata na temat jego osiągnięć kuchennych:)


Trzeba mu przyznać, że co do kremu balsamicznego - miał rację. Gęsty. Ciemny. Słodki i kwaśny jednocześnie. Nadaje potrawie nie tylko dodatkowego efektu wizualnego, ale też wzbogaca smak i uszlachetnia danie:)

SKŁADNIKI:
- 4 małe cukinie
- 200 g wędzonego łososia (może być sałatkowy)
- ok. 150g sera z niebieską pleśnią
- ciemny krem balsamiczny

PRZYGOTOWANIE:
1. Cukinie umyć i przekroić w wzdłuż. Opiekać na suchej patelni grillowej, lub po prostu na grillu, lekko osolić.
2. Wędzonego łososia postrzępić widelcem.
3. Ser pleśniowy pokroić na cienkie paski lub pokruszyć.
4. Zgrillowaną cukinię obłożyć łososiem, następnie serem pleśniowym i zapiekać w opiekaczu/ piekarniku do momentu aż serek się roztopi.
5. Podawać polane kleksami gęstego kremu balsamicznego.


sobota, 7 maja 2011

Trufle czekoladowe


Teraz coś dla Misia, który kocha czarną czekoladę... Ja wolę białą, albo gorzką ze skórką pomarańczy. A on mleczną słodko przesłodką, z nadzieniem, z dużymi orzechami laskowymi, dowolną byle duuuużo:)


Lubię takie słodkości, a ponieważ z pieczeniem u mnie słabo, muszę znaleźć jakieś obejście tej przeszkody - trufle są dla mnie idealną alternatywą:) Swoimi truflowymi przepisami od dawna kusi mnie asieja. Ma mnóstwo pomysłów i wszystkie wyglądają na przepyszne. 

Przestudiowałam kilka przepisów asieji i innych autorów, aby ustalić proporcje dla moich trufli. Mój główny kłopot tkwi w tym, że nie dorobiłam się jeszcze wagi kuchennej i nie mam pojęcia ile to jest 80g czy 100g herbatników (ciastka są własnoręcznie pieczone, więc nie miałam opakowania, aby sprawdzić:) W końcu udało mi się uśrednić wyniki, wybrać odpowiednie składniki i zmieszać wszystko po swojemu:)


SKŁADNIKI (na 18 sztuk z uwzględniem podjadania masy truflowej w trakcie przygotowań):
- pół szklanki pokruszonych herbatników
- pół szklanki mielonych migdałów + trochę migdałów do obtoczenia trufli (można też obtaczać w cukrze pudrze)
- 1,5 tabliczki mlecznej czekolady (150g)
- schłodzona tabliczka białej czekolady (będzie bardziej łamliwa)
- 50ml wódki lub dobrego likieru
- 100 g masła


PRZYGOTOWANIE:
1. Masło roztopić w rondelku, dodać do niego pokruszoną mleczną czekoladę i także rozpuścić.
2. Herbatniki przełożyć do woreczka i pokruszyć przy użyciu wałka lub dowolną inną metodą.
3. Do rozstopionej czekolady dodać herbatniki i mielone migdały, dodać wódkę lub likier i całość wymieszać.
4. Białą czekoladę połamać, spróbować pokruszyć wałkiem, a jeśli to nie pomoże (moja była dość oporna) to posiekać półksiężycem lub innym ostrym nożem. I dodać do masy gdy ta już nie będzie ciepła, aby czekolada się nie roztopiła całkowicie (co akurat mi się musiało przydarzyć:)
5. Masę wstawić do lodówki na około 40 minut.
6. Po tym czasie przygotować miskę z ciepłą wodą, w której moczymy ręce przed formowaniem kuleczki, aby czekolada nie przyklejała się do rąk:) Szybko kulamy truflę, a następnie obtaczamy w migdałach lub cukrze pudrze.
7. Gotowe kuleczki układamy na blaszce/ płaskim talerzu wyłożonym pergaminem, przykrywamy i wkładamy do lodówki na tak długo, ile potrzeba aby całkowicie stężały (zależy po części od konsystencji naszej masy).


piątek, 6 maja 2011

Kurczak i muszelki ze szparagami w sosie śmietankowo-cytrynowym


Minęły te czasy kiedy mogłam kupić pęczek szparagów i zjeść go całego sama, samiuteńka... Miśku niedawno polubił szparagi i teraz muszę dzielić się z nim...:) Szczególnie lubi zielone, bo z reguły są mniej łykowate i bardziej delikatne.


Zatem Viva la pasta! i eksperymenty szparagowe - ciąg dalszy...:) Dwa posty temu spodobał mi się duet szparagowo-cytrynowy, więc postanowiłam sprawdzić jeszcze jeden przepis z Nowej Kuchni Polskiej, a konkretnie ze "Spotkania biało-zielonego". Przepis nie zawierał mięska, ale ja musiałam wykorzystać zapomnianą i ukrytą w lodówce pierś z kurczaka...

PS. Okazuje się, że jest to mój setny post na tym blogu:) Początkowo był to tylko internetowy notatnik na przepisy, z czasem zaczęłam wrzucać fotki, pierwsze i lekko tandetne;) a potem zaczęłam się rozkręcać i oto setny post, który ktoś przeczyta, ktoś obejrzy zdjęcia i pewnie też ktoś skomentuje. Dzięki, że tu zaglądacie, że skrobniecie jakieś słówko poniżej, że sami tworzycie niesamowite potrawy w domowym zaciszu, a duża część z Was tworzy tak wspaniałe i inspirujące blogi i publikuje tak piękne opowieści, fotki, przepisy, że można się uzależnić - taka to jest przyjemność!!! :)

Smacznego!


SKŁADNIKI:
- pół pęczka cienkich zielonych szparagów
- 200 ml śmietanki
- sok i skórka z połowy cytryny
- 2 piersi kurczaka
- makaron małe muszelki (lub jakiś inny drobny)

PRZYGOTOWANIE:
1. Wstawić wodę na makaron i ugotować zgodnie z przepisem na opakowaniu.
2. Szparagi obrać do połowy, pokroić na mniej więcej 2-3 centymetrowe kawałki i ugotwać na parze.
3. Piersi kurczaka pokroić w małą kostkę i podsmażyć na oliwie.
4. Do piersi dolać śmietankę, doprawić sokiem z cytryny, skórką cytrynową, świeżo zmielonym pieprzem i solą ziołową.
5. Do sosu dodać łodyżki szparagów, a kawałki z główkami odłożyć do ozdobienia dania na talerzu.
6. Ugotowanego makaron nie płuczemy zimną wodą, bo ten zabieg powoduje, że sos mniej przylega do makaronu.
7. Zatem: makaron odsączamy i dodajemy do sosu, całość dobrze mieszamy, nakładamy na talerze i ozdabiamy główkami szparagów.


środa, 4 maja 2011

Muszle z nadzieniem ze szpinaku i ricotty

Viva la pasta! Wtórując radosnym makaronowym okrzykom imienniczki Małgorzaty, prezentuję taki oto przepis na makaron:) 



Wielokrotnie zastanawiałam się czy ricotta, której miłośnikiem nie jestem, będzie smaczna ze szpinakiem? I okazało się, że w szpinakowym kamuflażu ten serek jest całkiem smaczny:) A może po prostu ten smak, który mi nie pasuje, jest skutecznie zamaskowany w tej zielonej pierzynce?

SKŁADNIKI:
- 250 g makaronu typu muszle
- 500 g szpinaku mrożonego (oczywiście można użyć świeżego, do kupna którego zachęcał mnie pan z warzywniaka, ale zmęczona po pracy odmówiłam - widmo mycia kilograma szpinaku skutecznie mnie zniechęciło)
- 2 ząbki czosnku
- ok. 250 g sera typu ricotty
- 200 ml śmietanki
- sól i grubo zmielony pieprz
- oliwa z oliwek
- mielone migdały do posypania na koniec

PRZYGOTOWANIE:
1. Makaron ugotować mocno al dente w wodzie z dodatkiem soli i odrobiny oliwy.
2. Szpinak rozmrozić na patelni, dodać przeciśnięty przez praskę czosnek i pokruszony ser ricotta. Doprawić solą i pieprzem.
3. Ugotowane muszle nadziewać ciepłą masą serowo-szpinakową. Ja generalnie nie studziłam makaronu, bo mam dość wysoką odporność na ciepło (i wrzątek:). Kłopot był tylko z tymi bardziej dziewiczymi muszelkami;) Trzeba uważać aby się nie oparzyć wrzącą wodą zgromadzoną wewnątrz muszli.
4. Śmietankę wlewamy na spód naczynia żaroodpornego, solimy i pieprzymy:) i na to układamy nadziewane muszelki i skrapiamy je z wierzchu oliwą. Podgrzewamy w piecu mocno rozgrzanym, na najniższej półce (grzanie od dołu), do momentu aż zagrzeje się śmietanka i cała potrawa będzie ciepła (bo oczywiście muszle zdążą lekko ostygnąć podczas nadziewania). Przed podaniem posypujemy muszelki mielonymi migdałami,


wtorek, 3 maja 2011

Szparagi w sosie holenderskim


Szparagi uwielbiam. Białe. Zielone. Z masełkiem. Z przyrumienioną bułką tartą. Aż szkoda przygotowywać z nich coś innego, ale ponieważ jestem otwarta na nowe smaki, zdecydowałam się na małą innowację...

A tu pełnia sezonu szparagowego:) i do tego mieszkam w Wielkopolsce, gdzie szparagów jest pod dostatkiem - w przeciwieństwie do Opolszczyzny, gdzie mieszkają rodzice, i tam nie jest to tak popularne, wnioskując po półkach sklepowych w warzywniakach.

Masełko pozostało jako szparagowa klasyka, a dodatek cytryny to ta nowość, która idealnie komponuje się ze szparagiem. Do tego kołderka z boczku, a jako prześcieradło ciągnący się ser - tak leżakujące szparagi okazały się miłym urozmaiceniem w mojej kuchni:)


SKŁADNIKI:
- 1 pęczek białych szparagów i 1 pęczek zielonych szparagów (powinny być mniej więcej tych samych gabarytów, co nasze naczynie żaroodpowrne,  w którym będziemy je zapiekać)
- 2 duże plasterki sera żółtego lub tyle aby przykryć dno naczynia żaroodpornego (w przepisie* był to oscypek, ale nie udało mi się kupić)
- 5 plasterków chudego boczku bardzo cienko skrojonego
- sól, cukier
sos holenderski
- kostka masła
- 1 jajko
- sok z 1/2 cytryny + troszkę skórki otartej z tej cytryny
- cukier, sól, pieprz

PRZYGOTOWANIE:
1. Szparagi obrać do połowy lub w razie konieczności do 2/3 wysokości i ugotować w osolonej i osłodzonej wodzie (białe mogą gotować się troszkę dłużej).
2. Przygotować sos holenderski: masło rozstopić w garnuszku, sklarować i lekko przestudzić. Do wysokiego naczynia wbić jajko, dodać sok i skórkę z cytryny, odrobinę cukru, soli i pieprzu - całość miksować stopniowo dolewając ciepłe roztopione masło, aż sos lekko zgęstnieje.
3. Ugotowane szparagi przełożyć do żaroodpornego naczynia - na przemian białe i zielone. Następnie polać szparagi sosem i obłożyć kołderką z wędzonego boczku.
4. Całość zapiekać na najwyższej półce w piekarniku w najwyżeszej temperaturze (górne grzanie lub jeśli ktoś posiada to z funkcją grill) przez około 5 minut (aż sos lekko się zetnie, a bekon trochę się przyrumieni)

* Przepis znaleziony w dodatku do Wyborczej: Nowa Kuchnia Polska - Spotkania przy stole; Spotkanie biało-zielone.

poniedziałek, 2 maja 2011

Różano-orkiszowy torcik naleśnikowy

Jeśli rano nie chce się iść po świeże bułeczki, to zawsze można zjeść górę naleśników! Najlepiej jeszcze, gdy będą pełnoziarniste. Z tak uspokojonym sumieniem można się delektować subtelną słodyczą i pulchną fakturą śniadaniowego naleśnika. Właśnie: naleśnika, a nie pancake'a. Ale podanego na pancakową modłę...


Naleśniki zawsze były u nas w domu daniem awaryjnym. Mama dzwoniła z pracy do domu z pytaniem: "Co chcecie na obiad?", co oznaczało, że sama nie ma pomysłu, a moja odpowiedź zawsze brzmiała: "Naleśniki!". Właściwie to nie wiem czemu tak często dzwoniła z tym pytaniem, skoro odpowiedź była z góry znana:)

Dobrym patentem, aby ograniczyć cukier w tym daniu jest woda różana. Mimo iż sama nie jest słodka, jej intensywny smak słodko się kojarzy i w połączeniu z małą ilością miodu skutecznie zastępuje przesadzone ilości cukru, którymi można 'zasypać' naleśniki.



SKŁADNIKI (2 porcje, lub jedna - dla łasucha takiego jak ja):
- 1 jajko
- pół szklanki mleka
- 4 czubate łyżki pełnoziarnistej mąki orkiszowej
- 1 płaska łyżka otrębów pszennych
- 1 płaska łyżka otrębów owsianych
- szczypta soli
- odrobina tłuszczu do smażenia
- trochę proszku do pieczenia (czubek małej łyżeczki)
- do podania: 2 łyżeczki wody różanej (można pominąć ten składnik, ale ja go uwielbiam:) i 2-3 łyżeczki syropu z agawy (można zastąpić płynnym miodem)

PRZYGOTOWANIE:
1. Lekko ubijamy mikserem jajko, dodajemy mleko nadal miksując chwilę, następnie dodajemy mąkę, otręby, proszek do pieczenia i odrobinę soli. Wszystko miksujemy do uzyskania gładkiego ciasta o tzw. konsystencji ciasta naleśnikowego:)
2. W zależności od patelni roztapiamy odpowiednią ilość tłuszczu do smażenia. Ja dodałam w sumie łyżeczkę oliwy, podzieloną na dwie porcje (na początku i w trakcie smażenia), bo moja patelnia nie wymaga zbyt dużej ilości tłuszczu. Smażymy małe okrągłe naleśniki (z dwóch łyżek stołowych ciasta) z obu stron na złoty kolor.
3. Wszystkie usmażone naleśniki układamy w wieżę: jeden na drugim. Pierwszy naleśnik z wierzchu polewamy łyżeczką wody różanej. Drugą łyżeczką skrapiamy brzeg talerzyka wokół naleśników. Następnie całość polewamy z wierzchu syropem z agawy lub miodem. Dla miłośników słodyczy: można oczywiście każdą naleśnikową warstwę torciku potraktować miodem:)

Smacznego!


LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...