czwartek, 6 marca 2014

Pierogi z ziemniakami, parmezanem i karmelizowanym porem

Znamy się od niedawna, to znaczy osobiście poznałyśmy się całkiem niedawno, ale internetowa znajomość w naszych wirtualnych kuchniach trwa już jakiś czas. Magdalena, Marzena, Małgorzata (czyli ja), Alicja, Kamila. W skrócie MMMAK - tak kwiatowo, jak na kobiece grono przystało - w miesiącu marcu, równie kobiecym, przedstawiamy się szerszemu gronu jako kolektyw uwielbiający... Co? No właśnie, powiedzcie mi, jakie jest prawdopodobieństwo, że pięć kobietek, które blogują i poznają się ze sobą na zielonogórskim Winobraniu, będzie lubiło pierogi? No dobra, mieszkamy w Polsce, więc prawdopodobieństwo nieznacznie wzrasta;) Nie umiem tego policzyć, ale to zdarzyło się naprawdę! Wszystkie uwielbiamy pierogi:)

W gromadzie siła i motywacja jakby większa, postanowiłyśmy więc razem zabrać się za lepienie pierogów. Planujemy aby to była stała sezonowa akcja, a dziś prezentujemy jej pierwsze wydanie: Pierogi na cztery pory roku - zima! Zapraszamy na pierogi w pięciu różnych odsłonach - inne ciasto, inne farsze, inne dodatki, inne kuchareczki - jedno jest wspólne: pasja do gotowania:)



SKŁADNIKI:
ciasto na pierogi
- 2 szklanki mąki
- 3/4 szklanki gorącej wody
- sól
zimowy farsz:
- 3/4kg ziemniaków
- 1 por
- 80 parmezanu lub innego twardego sera o intensywnym smaku
- łyżeczka sosu sojowego
- łyżka krem balsamico
- łyżeczka magi
- pół szklanki białego półsłodkiego wina
- sól
- pieprz



PRZYGOTOWANIE:
1. Ziemniaki obrać, ugotować w osolonej wodzie, a następnie osączyć z wody i podusić na gładkie puree.
2. Por naciąć wzdłuż i dokładnie przemyć, a następnie drobno poszatkować.
3. Por wrzucić na patelnię skropioną olejem i podsmażyć 1-2 minuty, następnie skręcić ogień do minimum i podlać całość winem, dodać krem balsamico (zredukowany ocet balsamiczny), magi i sos sojowy - dusić na bardzo małym ogniu 5-7 minut lub do momentu aż płyny odparują a por zmięknie.
4. Tak skarmelizowany por dodać do ziemniaków, wraz z tartym serem typu parmezan.
5. Całość wymieszać, a na koniec skosztować i ewentualnie dodać soli i pieprzu.
6. Przygotować ciasto na pierogi: na stolnicę przesypać mąkę i uformować stożek, dodać szczyptę soli, po środku stożka zrobić dziurkę i powoli dodawać wodę mieszając ją z mąką, czynność powtarzać do momentu aż cała woda połączy się z mąką. Ciasto wyrabiamy aż stanie się giętkie, elastyczne i nie będzie się lepić do rąk (wtedy trzeba dodać mąkę, jeśli zaś ciasto jest zbyt twarde należy dodać ciepłej wody).
7. Tak przygotowane ciasto dość cienko rozwałkować na posypanej mąką stolnicy, powykrawać okręgi, nakładać farsz i zlepiać pierogi.
8. Wrzucać do osolonej wrzącej wody i gotować ok. 3-5 minut od momentu wypłynięcia pierogów na powierzchnię.
9. Podawać z przyrumienionym masełkiem:)

Smaczego::)

niedziela, 19 stycznia 2014

Panna cotta z malinami

Jeśli chcesz sprawić komuś słodką niespodziankę, to panna cotta jest bardzo dobrym pomysłem! Wbrew pozorom, to wcale nie musi być bardzo kaloryczny smakołyk. Widziałam przepisy, gdzie śmietankę mieszano pół na pół z mlekiem, więc jest sposób! Ja uwielbiam smak słodkiej śmietanki, więc jej nie rozcieńczam. Nie dodaję dużo cukru, bo przesłodzone desery nie są czymś, co tygryski lubią najbardziej.


Panna cottę można oczywiście wyjąć z foremki, w której tężała, ale tym razem postanowiłam wykorzystać patent hotelowy, gdzie często takie deserki podawane są w małych kieliszkach, dzięki czemu możesz spróbować 2-3 poobiednich mini-deserków, z czego jeden to na pewno panna cotta (kolejne to z reguły mus czekoladowy, creme brule lub pianka owocowa:) Polecam!



SKŁADNIKI (2-3 nieduże porcje):
- 200 ml śmietanki
- 2-3 łyżki cukru pudru
- pół łyżeczki pasty waniliowej lub miąższ z jednej laski wanilii
- łyżka żelatyny
- filiżanka malin (mogą być mrożone) + odrobina cukru (wg uznania)

PRZYGOTOWANIE:
1. Śmietankę doprowadzić do wrzenia i szybko zestawić z ognia. Dodać cukier puder i wanilię i rozpuścić, a następnie wsypać żelatynę i mieszać do rozpuszczenia.
2. Tak przygotowaną śmietankę rozlać do małych szklanek. Gdy deserki  przestygną, wkładamy je do lodówki i czekamy aż całkowicie zastygną.
3. Maliny podgrzać w garnuszku aż zaczną puszczać sok i się rozpadną, dosłodzić wg uznania.
4. Ciepłe maliny przetrzeć przez sitko i przełożyć do szklaneczek, gdy śmietankowa galaretka stężeje.


niedziela, 12 stycznia 2014

Poncz

Karnawał w toku. Przed nami bale, maskarady i zwykłe, przebierane lub nie, domówki. Może się zdarzyć, że to my będziemy organizatorami. Wtedy powstaje pytanie: co tu zrobić, żeby coś spektakularnego zrobić, a się nie narobić;) Wydaje mi się, że taki owocowy poncz, spełnia te wymagania. To gotowy, kolorowy, lekki drink, dla tych wszystkich którzy mówią, że "ja nie piję":)



Przecież lepiej zjeść porcję owoców niż słodycze (to dla tych, którzy wciąż trzymają się noworocznych postanowień o diecie;). Jeśli ten napój wyda nam się za mało alkoholowy, to można go wzmocnić wódeczką i podkolorować owocowym sokiem! Smacznego!


SKŁADNIKI:
- 0,75l dobrego wina musującego (wyskokowość ponczu zależy od procentów szampana - trzeba wziąć pod uwagę, że trochę go rozcieńczymy, można go wzmocnić innymi trunkami)
- owoce: brzoskwinie w puszce z zalewą, winogrona, pomarańcza, kiwi, kawałek mango, garść malin, listki melisy/ szałwi ananasowej/ mięty (do wyboru)
- 3 łyżki cukru pudru

PRZYGOTOWANIE:
1. Szampana i owoce dobrze schłodzić.
2. W połowie zalewy z brzoskwiń rozpuścić cukier puder, lekko podgrzać, potem ostudzić.
3. Na krótko przed podaniem obrać i pokroić wszystkie owoce, wrzucić do dużej miski, zalać schłodzonym szampanem tuż przed podaniem:)


sobota, 7 grudnia 2013

Ciasteczka kokosowe

Święta, święta... Święto na pewno jest dziś, bo udało mi się coś zrobić, sfotografować i opublikować na blogu. Takie czasy. (To wymówka numer jeden.) Za dużo ról: matka, pracownik, bloger, fotograf, koleżanka, córka, siostra... (To wymówka numer dwa.) Zresztą tyle teraz powstaje nowych blogów kulinarnych, że w tłumie, moja nieobecność jest ledwo dostrzegana. (To wymówka trzecia, ostatnia.)


Są jednak takie blogerki, których zapał nie stygnie zimową porą, jak mój. Na przykład taka Patyska, ze Smakołyków Alergika - regularne nowe posty, jej fanpage żyje pełnią życia, a w dodatku nie dawno wydała książkę ze swoimi przepisami! "100 smakołyków dla alergików" jest rewelacyjne! Bardzo przejrzyście napisana i zorganizowana. Plusem jest też zdjęcie do każdego przepisu, ale bez nadmiernej stylizacji, która czasem onieśmiela początkujących w "branży cukierniczej". Jeżeli chcecie zajrzeć do środka, zapraszam na facebooka i na bloga Patrycji, oczywiście:)


Ciasteczka kokosowe wg przepisu z książki "100 smakołyków dla alergików"!*

SKŁADNIKI:
- 60g cukru pudru
- 60g oleju lub oliwy
- 60 ml wody
- 60-80 g wiórków kokosowych
- 180g mąki

PRZYGOTOWANIE:
1. Wodę, olej i cukier miksujemy mikserem z hakami do wyrabiania ciasta.
2. Dodać mąkę i wiórki i dalej wyrabiać ciasto, wstawić do lodówki na 30 min.
3. Po tym czasie, nastawić piekarnik na 200 stopni (bez termoobiegu)
4. Ciasto cienko rozwałkować (ok. 3mm), wyciąć ciastka, ułożyć na blaszce wyłożonej papierem do pieczenia i piec około 10-15 minut.

*mój mały alergik przetestował i chrupał z zadowoleniem masując brzuszek, co w jego mowie oznacza "dobre, mamo:)"


sobota, 9 listopada 2013

Żurawina do mięsa

Zamiast pytać "jak żyć?" ostatnio coraz częściej zadaję sobie pytanie "co czytać?". Życie jakie jest każdy widzi. Cierpimy na chroniczny brak czasu. Nie pamiętam kiedy ostatnio spędziłam choćby godzinkę w księgarni szukając czegoś, co miałbym chęć przeczytać. Kiedyś tak właśnie robiłam - snułam się między półkami, czytałam opis z tyłu, a potem pierwszą stronę powieści. Kupowałam książkę dopiero, gdy odpowiadał mi temat i styl pisania autora. Teraz liczę na to, że ktoś poleci mi fajną książkę. Może Miśku? Może ktoś z pracy? Może jakaś zaprzyjaźniona blogerka?


Blogerzy, blogerki? No właśnie, a może to jest rozwiązanie? Tydzień temu dostałam zaproszenie z bloga książkowego, by podzielić się swymi preferencjami czytelniczymi, co z przyjemnością uczyniłam. Czytelniczy, bo tak nazywa się blog, to miejsce, gdzie nie tylko mamy możliwość zapoznania się z recenzjami nowości wydawniczych, ale dowiemy się także, co czytają inni - na przykład, w ramach rozpoczętego cyklu "Kulinarni czytają", zajrzymy do biblioteczek blogerów kulinarnych i wtedy wyjdzie na jaw, co poza książkami kucharskimi czytamy!:) Serdecznie zapraszam na blog mej imienniczki:)


Dni coraz zimniejsze, co sprzyja czytelnictwu i robieniu zapasów na zimę - stąd u mnie dzisiaj żurawina do mięsa!

SKŁADNIKI:
- 0,5 kg żurawiny
- 250g-300g cukru (zależy od tego jak bardzo słodką konfiturę chcemy otrzymać, ja dałam mniej)
- 100ml wody

PRZYGOTOWANIE:
1. Żurawinę przebrać, odrzucić nadpsute owoce, łodyżki, listki wyrzucić, opłukać owoce.
2. Do garnka nalać wodę, wrzucić owoce i wsypać cukier - zagotować.
3. Gdy woda się zagrzeje, owoce zaczną pękać i puszczać sok - trzeba uważać bo gotujący się sok może zacząć pryskać, a strzelające owoce bywają niebezpieczne:P
4. Żurawinę gotujemy na małym ogniu przez około 30-40 minut, po tym czasie przekładamy do czystych słoiczków, zakręcamy nakrętki i odwracamy słoiczki do góry dnem do całkowitego wystudzenia.


środa, 30 października 2013

Konfitura dyniowo-pomarańczowa

Czternastokilogramowa dynia daje do myślenia. Co tu zrobić, żeby się najeść, nie przejeść, zaopatrzyć na zimę i się nie narobić? Po pierwsze trzeba zapytać koleżanek blogerek, jak one rozwiązałyby taki Ciężki problem. Na szczęście na dziewczyny zawsze można liczyć! Kilka świetnych pomysłów podsunęła mi Marzena z Zacisza Kuchennego. Dyniowa zupa bawarska, aby się najeść i nie przejeść. Konfitura z dyni i pomarańczy, aby zachować odrobinę tych jesiennych smaków na zimowe wieczory. Z pozostałych kilogramów przygotowałam dyniowe purée i chlebek dyniowy do kawy:) I oczywiście jeszcze jeden wielki fragment dyni został nietknięty... :/


Dopiero niedawno odkryłam uroki dyni. Wcześniej nie wiedziałam, że różne gatunki dyni faktycznie są też inne w smaku, są mniej lub bardziej słodkie, mają inną barwę, czasem konsystencję, jedne mają skórkę, którą można łatwo zdjąć przy użyciu obieraczki, inne mają skóro-skorupę, której trudno się pozbyć:) Niestety na moim osiedlowym ryneczku większość sprzedawców uważa, że to "taka dyniowa dynia jest, zwykła taka", więc moja wiedza o dyniowych odmianach jest nadal bardzo niewielka. Wiem, że się różnią, ale nie wiem, jaki gatunek jak się nazywa i który wolę. To będzie chyba wyzwanie na przyszły rok! Do nadrobienia:)


SKŁADNIKI:
- 1 kg purée z dyni (przepis np. tu, tylko proponuję jeszcze bardziej "odparować" wodę z dyni przez podkręcenie temperatury piekarnika do 200 stopni i przetrzymanie jej aż do godziny - dzięki temu otrzymamy bardziej skoncentrowany mus dyniowy:)
- 1 duże kwaśne jabłko (np. boskop)
- sok i skórka z dwóch pomarańczy
- sok z jednej cytryny
- 3-4 goździki zmielone na proszek
- cukier do smaku (zależy od słodkości dyni)

PRZYGOTOWANIE:
1. Zagotować purée, dodać skórkę pomarańczową, sok z dwóch pomarańczy i cytryny, zmielone goździki i chwilę pogotować.
2. Posmakować i doprawić do smaku cukrem (u mnie wystarczyło ok. 4 łyżek)
3. Jabłko obrać i pokroić w drobną kostkę i dodać do gotującej się konfitury, ponownie chwilę gotować (ok.5 minuut)
4. Przełożyć do czystych słoików, zakręcić wieczka.
5. Pasteryzować: dno dużego garnka wyłożyć ręcznikiem kuchennym, włożyć słoiki, zalać wodą do 3/4 wysokości słoików, doprowadzić wodę do wrzenia, gotować 30 minut, skręcić gaz, wyjąc słoiki i odstawić do wystygnięcia.


sobota, 19 października 2013

Zupa dyniowo-cytrynowa - na słodko

Blaski i cienie jesieni. Cienie to te panoszące się wirusy, które nasz dziedzic łapie ochoczo, gdy tylko pójdzie do żłobka. A blaski? Blaski to na przykład te złociste jesienne zupki - jak ta dyniowa. Zdrowa, rozgrzewająca, lekkostrawna. Dla całej rodziny.


Blaskie i cienie blogowania wypadają mniej więcej podobnie. Blaskiem są wszystkie wasze miłe komentarze i to, że tu zaglądacie mimo iż ja ostatnio bardzo rzadko bywam na Waszych blogach (obserwuję tylko te apetyczne zapowiedzi na Facebooku). Cieniem jest permanentny brak czasu Zapracowanej Mamy... i nie zapowiada się, że coś się zmieni w tej kwestii w najbliższych tygodniach:/ Wybaczcie zmniejszoną częstotliwość postów.


SKŁADNIKI:
- 4 szklanki dyni pokrojonej w grubą kostkę
- łyżka oleju lnianego
- 2 goździki
- 5 ziarenek pieprzu
- pól łyżeczki zmielonej gałki muszkatołowej
- cukier do smaku
- szczypta soli
- skórka i sok z jednej cytryny

PRZYGOTOWANIE:
1. Dynię przekładamy do garnka, dodajemy szczyptę soli, podlewamy wodą (mniej więcej do połowy objętości dyni, bo ta jeszcze puści soki) i gotujemy na wolnym ogniu, aż dynia zrobi się miękka.
2. Goździki i pieprz mielimy na proszek w moździerzu - dodajemy wraz z gałką muszkatołową do gotującej się dyni.
3. Gdy dynia się ugotuje miksujemy ją na gładki krem, dodajemy skórkę i sok z cytryny i doprawiamy do smaku cukrem (według uznania, zależy to od gatunku i słodkości dyni, której użyliśmy do zrobienia zupy)
4. Przed podaniem dodajemy łyżkę oleju lnianego i gotowe!:)




wtorek, 20 sierpnia 2013

Domowa musztarda

Musztarda jest prawdopodobnie najłatwiejszym w przygotowaniu dodatkiem stołowym. Wiecie jak jest: do majonezu potrzebne jest surowe jajko i nie każdy ma odwagę, a gotowanie pomidorów na ketchup zajmuje wieki. Za to z musztardą nie ma żadnych problemów, wystarczy zmielić ziarna gorczycy, zaparzyć wrzątkiem, doprawić octem, chrzanem lub miodem, odstawić i czekać, aż dojrzeje, aż się przegryzie - warto czekać, zapewniam was - efekt jest fenomenalny.


Uwielbiam musztardy grubo mielone, niestety większość z tych sklepowych ma jedną zasadniczą wadę, jak już jest grubo zmielona, to nie jest tak ostra jak lubię. Dlatego od dawna czaiłam się aby zrobić swoją własną. Przy okazji dokonałam małego odkrycia, że gorczyca sama w sobie jest pikantna, o czym wcześniej nie wiedziałam:) Musztardę zrobiłam w dwóch wariantach: dla Miśka na słodko - miodową i dla mnie pieruńsko ostrą - chrzanową. Podstawowy przepis zaczerpnęłam z Ziołowego Zakątka.

SKŁADNIKI:
- 150g gorczycy białej i czarnej (w dowolnych proporcjach, u mnie więcej jest białej:)
- 50ml wrzątku
- łyżeczka soli morskiej
- 0,75 szklanki dobrego octu (ja użyłam octu słodowego do ostrej musztardy i octu ryżowego do łagodnej)
- dodatki: do ostrej musztardy - 1-2 łyżki świeżo startego chrzanu, do miodowej: 2-3 łyżki płynnego miodu, opcjonalnie: 1 łyżka pyłku kwiatowego (produkt pszczelarski) - dodaje miodowego posmaku i odrobinę zabarwi musztardę na żółto

PRZYGOTOWANIE:
1. Suchą gorczycę zmielić najlepiej w młynku do kawy, pulsacyjnie - lub dla tych których młynek za bardzo przesiąkł aromatem kawy: można te ziarna zmielić blenderem, w wysokim naczyniu, ale tu raczej zawsze pozostaną nam całe ziarna, dzięki czemu otrzymamy musztardę grubo mieloną.
2. Do zmielonej gorczycy dodajemy sól i zaparzamy gorącą wodą, mieszamy i w razie gdyby zostały jakieś suche miejsca w masie gorczycowej - dodajemy odrobinę więcej wody.
3. Dodajemy ocet.
4. Dzielimy gorczycę na dwie części, z czego jedną doprawiamy chrzanem, a drugą miodem i pyłkiem kwiatowym. 
5. Tak przygotowaną musztardę w dwóch wariantach przykrywamy ściereczką i odstawiamy na dwa dni aby dojrzała w temperaturze pokojowej.
6. Po tym czasie przekładamy musztardę do czystych słoiczków i wstawiamy do lodówki.
7. Musztarda powinna dalej przegryzać się i dojrzewać około tygodnia, a najlepiej nawet i 3 tygodnie:) i to fakt: jej smak cały czas się zmienia, więc nie ma co manipulować za bardzo z proporcjami - mi początkowo chrzanowa wydawała się za ostra, ale na szczęście trochę złagodniała po tygodniu, a w miodowej pyłek kwiatowy przestał smakować goryczkowo tylko oddał swój ciekawy kolor i aromat:)



wtorek, 13 sierpnia 2013

Bruschetta i lekka sałatka

Jak sobie radzić kulinarnie w tak gorące dni? Jaki obiad przygotować, aby był lekki, niemęczący i orzeźwiający? Hmmm... Wróć. Upały już minęły, ale gdy zaczynałam pisać tego posta trwały w najlepsze i były oczywiście tak męczące, że nie dałam rady dokończyć tego wpisu:) Niemniej jednak sezon pomidorowy trwa i należy go celebrować, bo wkrótce i on minie, podobnie jak te ostatnie upalne tygodnie.


Proponuję lekką sałatkę z chińskim makaronem błyskawicznym, kukurydzą, zielonym ogórkiem, koperkiem i paluszkami surimi - wszystko to skropione cytrusowym dressingiem, a do tego "na zagrychę" soczyste bruschetty! Użyłam makaronu z zupek chińskich, bo nie trzeba go długo gotować. Pomidory sparzyłam i obrałam ze skórek, pokroiłam na kawałeczki, odcisnęłam nadmiar soku i schłodziłam, więc moje bruschetty były prawdziwie orzeźwiające:)


SKŁADNIKI:
bruschetta:
- słodkie, dojrzałe pomidory
- bagietka
- listki bazylii (ja użyłam głównie bazylii czerwonej, ale chyba jednak zielona jest bardziej efektowna)
- dobrej jakości oliwa z oliwek
- czosnek
- sól morska i świeżo zmielony pieprz
sałatka z surimi:
- makaron chiński blyskawiczny
- 10 paluszków surimi
- puszka kukurydzy
- 2 małe zielone ogórki
- łyżka posiekanego koperku
- łyżeczka majonezu
- oliwa z oliwek
- sok i skórka z połowy cytryny

PRZYGOTOWANIE:
1. Bagietkę pokroić na kawałki i opiec w tosterze,
2. Ząbek czosnku obrać i przekroić na pół, a następnie wcieramy go w każdy opieczony kawałek bagietki
3. Skropić delikatnie tak przygotowane kawałki bagietki dobrą oliwą z oliwek (można posmarować pędzelkiem:)
4. Pomidory sparzyć, zdjąć skórki, pokroić w kostkę, odcedzić z nadmiaru wody.
5. Dobrze odsączone pomidory nakładać na opieczone i wysmarowane czosnkiem i oliwą kawałki bagietki (tuż przed podaniem! bo bagietki muszą być chrupiące:)
6. Doprawić gruboziarnistą solą morską i świeżo zmielonym pieprzem
7. Aby przygotować szybką sałatkę z surimi, należy w pierwszej kolejności zaparzyć wrzątkiem błyskawiczny makaron chiński i odstawić na chwilę aby zmiękł.
8. Do miski wrzucamy kukurydzę, pokrojony w kostkę zielony ogórek, pokrojone w kostkę/plasterki surimi, koperek i odsączony z wody makaron i wszystko ostrożnie mieszamy
9. Aby przygotować cytrusowy dressing należy zmieszać majonez, 2-3 łyżki oliwy i sok i skórkę z połowy cytryny - najlepiej w shakerze do dressingów, ale można tez wykorzystać mały słoiczek z nakrętką, tudzież po prostu wymieszać wszystko dokładnie łyżeczką w szklance. Tak przygotowanym dressingiem skrapiamy naszą sałatkę i szybkie wakacyjne danie  gotowe!:)



A to co zostanie można na drugi dzień zabrać do pracy, do tego świeża chrupiąca bułeczka z piekarni i mamy super bento!:)

piątek, 19 lipca 2013

Zupa jarzynowa z jarmużem

Jarmuż pamiętam z wczesnego dzieciństwa. Mogłam mieć gdzieś z cztery lata. Rósł na działce w dużej ilości. Miał ostry posmak. Coś jak rzodkiewka albo rukola, ale wizualnie przypomniał liście kapusty. Tak go zapamiętałam. Nie jadłam go przez 25 lat. To ćwierć wieku! I w końcu jest! U mnie na ryneczku! Świeży, zielony, czekający właśnie na mnie:) Kilka liści schrupałam od razu, a reszta trafiła do zupy o smaku lata.


Jarmuż wraca na nasze talerze, a ja tak jak zapowiedziałam szumnie w poprzednim poście - wracam do blogowania. Jak wiadomo złośliwe przedmioty martwe od razu w takich sytuacjach zacierają swoje rączki i odmawiają posłuszeństwa. Padł nam internet i dopiero wczoraj go odzyskaliśmy :) Więcej wymówek nie pamiętam:)

A zupa? Jarzynowa, po prostu. Jak u aluchy. Bez rosołków, bulionków, kostek i innych mięch.


SKŁADNIKI:
- 1/4 główki małej, młodej kapusty
- kilka dużych liści jarmużu
- 5 młodych ziemniaków
- garść fasolki szparagowej
- 2 łyżki posiekanego koperku
- sól, pieprz, oliwa z oliwek

PRZYGOTOWANIE:
1. Kapustę poszatkować
2. Liście jarmużu pociąć na kawałki, jeśli łodyżka jest łykowata i twarda to lepiej ją wyciąć i nie wrzucać do zupy.
3. Ziemniaki kroimy na ćwiartki
4. Fasolkę kroimy na kawałki (dł. ok. 2 cm)
5. Powyższe składniki wrzucamy do dużego garnka, zalewamy wodą i gotujemy ok. 30-40 minut lub do czasu aż najtwardsze warzywa zmiękną (np. kapusta).
6. Pod koniec gotowania doprawiamy zupę solą i pieprzem, i dolewamy odrobinę oliwy z oliwek aby zupa miała "oczka".

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...