wtorek, 20 listopada 2012

Kruidnoten - holenderskie ekspresowe pierniczki

Ciasteczka te dedykuję koleżance, Dorin, która w myśl zasady "do odważnych świat należy" wyjechała do Holandii, aby podbić swymi umiejętnościami tamtejszy rynek pracy i tak jeszcze zupełnie przy okazji, podbić serca Holendrów swym nowo-odkrytym talentem cukierniczym. Przemawiając uniwersalnym językiem miłości, czyli językiem czekolady, zaserwowała znajomym tartę czekoladową z gruszkami z mojego bloga:) Nic tak nie cieszy, jak to, że korzystacie z tych przepisów i że Wam smakują:) Mam nadzieję, że tak będzie również z tymi ciasteczkami!


Heh, moje pierniczki nie wyszły tak kształtne jak na blogu Addio Pomidory, na którym je znalazłam, ale okazały się tak pyszne, że zniknęły bardzo szybko, więc najlepiej nie przejmować się kształtami i faktycznie od razu podwoić proporcje ciasta. Dlaczego skusiłam się na te ciasteczka? Ujęła mnie ta ciekawostka z przepisu źródłowego: "Są symbolem płodności, podobno dlatego właśnie nie należy ich układać na talerzyku a swobodnie rozsypywać na wzór siewcy siejącego ziarna". Zatem kochajcie się i rozmnażajcie, jak radzi wam Matka Karmiąca, i objadajcie się Smakołykami, bo życie jest za krótkie, żeby sobie odmawiać takich drobnych przyjemności:)


PS. Oczywiście musiałam dokonać weganizacji tego przepisu:))) (moje zmiany w nawiasach)

SKŁADNIKI:
- 115 g mąki tortowej
- duża szczypta proszku do pieczenia (przez przypadek pominęłam ten składnik)
- 1 łyżeczka przyprawy do piernika
- pół łyżeczki kakao (pominęłam)
- 50 g cukru
- szczypta soli
- 50 g miękkiego masła (użyłam roślinnego)
- 1 łyżeczka miodu (zastąpiłam syropem owocowym)
- 2 łyżki mleka (zastąpiłam wodą)

PRZYGOTOWANIE:
1. Nagrzewamy piekarnik do temperatury 160 stopni, blaszkę wykładamy papierem do pieczenia
2. Do miski przesypujemy wszystkie składniki i szybko zagniatamy ciasto
3. Nabieramy kawałeczki ciasta w dłoń i formujemy małe kulki wielkości orzecha laskowego (moje były trochę większe, powiedzmy wielkości orzecha włoskiego). Z podanej porcji uzyskamy ich około 40 (mi wyszło 30).
4. Układamy na przygotowanej blasze zachowując odległości i pieczemy 20 minut.
5. Studzimy i przekładamy do puszki (nasze zniknęły zanim zdążyły dokładnie ostygnąć). Przechowujemy szczelnie przykryte. 

piątek, 2 listopada 2012

Dyniowe bułeczki z rodzynkami

Coś pysznego do podjadania w te pochmurne jesienne dni:) Gdy tylko ujrzałam te złocisto-żółciutkie bułeczki u Kamili z Ogrodów Babilonu, wiedziałam że muszę je wypróbować. Hipnotyzowały kolorem, a lista składników z łatwością dała się przerobić na wersję wege:) Zamiast mleka: woda, zamiast masła: bezmleczna margaryna - i gotowe!


Nigdy bym nie pomyślała, że będę reinterpretować przepisy drożdżowe. Mając w pamięci moje spektakularne porażki, powinnam raczej z aptekarską dokładnością odmierzać składniki (korzystając z wagi, a nie mojej miary "na oko"), i to identyczne jak stoi w przepisie, a nie podmieniać na swoje widzimisie:) Ale udało się! To lubię w dobrych przepisach - podać informację na temat tego do jakiej konsystencji ciasta dążymy: czy ma być lepkie, czy zwarte, czy elastyczne! To ważne informacje dla takich błądzących w świecie wypieków owieczek jak ja:)))


SKŁADNIKI:
- 325 g mąki orkiszowej typ 700 (użyłam mąki do pizzy i trochę luksusowej, dlatego potrzebowałam jej nieco więcej)
- szklanka puree z dyni (przepis na puree jest np. tutaj)
- 5 g drożdży instant
- 30 g masła (użyłam bezmlecznej margaryny)
- 75 ml mleka (zastąpiłam wodą)
- 50 g cukru
- sól
- 1 łyżeczka pasty waniliowej (użyłam cukru z wanilią)
- 1/3 szklanki rodzynek
- 1 łyżka rumu (użyłam likieru ziołowego)

PRZYGOTOWANIE:
1. Rodzynki namoczyć w rumie/likierze. 
2. W misce wymieszać puree z dyni, roztopioną margarynę/masło i ciepłe wodę/mleko, dodać sól, cukier i cukier z wanilią, dodać mąkę oraz drożdże i ugniatać ciasto, jeżeli jest lepkie dodać trochę mąki, aż osiągnie konsystencję ciasta na pizzę. 
3. Zagniatać ciasto około 10 minut, następnie dodać rodzynki i ugniatać, aż ciasto będzie odchodziło od boków miski, utworzyć kulę, przykryć ściereczką i pozostawić w ciepłym miejscu, aż podwoi swoją objętość (moje wyrastało godzinę z hakiem). 
4. Ciasto podzielić na części i delikatnie uformować kulki, które należy umieścić w formie wyłożonej papierem do pieczenia (np. w tortownicy), pozostawiając około pół centymetra przestrzeni pomiędzy kulkami. Tak przygotowane bułeczki przykryć i pozostawić do wyrośnięcia aż podwoją swoją objętość. 
5. Wierzch bułeczek posmarować żółtkiem rozmieszanym z łyżką mleka (ja posmarowałam oliwą) i wstawić do piekarnika nagrzanego do 180° C na około 20 minut.
6. Idealnie smakują z dżemem, z bananem (kanapka a'la Małysz, jeśli ktoś jeszcze pamięta te reklamę;) albo z masełkiem (to wersja Miśka) :)

PORADA DNIA:
Moja kuchnia jest dosyć chłodna (okno, w dodatku nieszczelne, na północ, a kaloryfer nie działa), więc aby stworzyć warunki przyjazne wyrastającemu ciastu drożdżowemu, opatentowałam trzy sposoby:
1. Dla posiadaczy ekspresu do kawy z płytką na zagrzanie kubka: idealne miejsce na miskę z ciastem. W naszym ekspresie ta płytka nie nagrzewa się zbyt mocno, można przyłożyć dłoń i jest po prostu przyjemnie ciepła, ale i tak na wszelki wypadek płytkę nagrzewam i wyłączam w momencie umieszczenia na niej miski z ciastem.
2. Dla posiadaczy garnka i wody: wodę zagotować i zostawić ciepłą parującą w pobliżu miski z ciastem drożdżowym. Nie kładziemy miski na garnku, bo temperatura mogła by być za wysoka, ale tuż obok tworzy miły, cieplutki klimat.
3. Dla gotujących obiady: ugotować obiad. Temperatura pomieszczenia na pewno się ociepli, a to nasze ciasto lubi najbardziej:)


środa, 31 października 2012

Wegańskie placuszki z polewą morelowo-bananową

O tym, że można piec wegańskie ciasta już się przekonałam. Można - i są równie pyszne jak te jajeczne, maślane i mleczne:) Teraz naszła mnie ochota - i to przeogromna - na naleśniki! Kto tu zagląda regularnie, ten wie, że jak mnie na coś najdzie chęć, to nie odpuszczam, dopóki nie znajdę satysfakcji! Zrobiłam więc, z jakiegoś nieznanego mi bliżej bloga, placuszki bananowe... Ich jakość jednak pozostawiała wiele do życzenia... Nie dało się ich odwrócić na patelni, tak aby się nie rozwaliły, były gumowate i a w smaku - bez polotu!


Dlatego właśnie trzeba sięgać do sprawdzonych źródeł! Takim na pewno jest blog córki Grażyny, która gotuje o wdzięcznej nazwie Śmierć Kanapkom:) Jej przepis na piwne naleśniki od razu mnie zaintrygował! Po pierwsze primo, lubię piwo. Po drugie primo, lubię naleśniki. Po trzecie primo, ten blog jest w 100% wegański, a ponieważ nadal nie mogę jeść mleka i jaj, bo Synuś wygląda wtedy jakbyśmy mu masowali twarz papierem ściernym - to przepis okazał się idealny dla mnie! Wierzcie lub nie, ale można zrobić naleśniczki bez mleka i jaj, tak aby wyglądały i smakowały, jak te zwierające te produkty:))) Wiadomo, że pewnie nigdy nie będą tak puszyste, jak prawdziwe naleśniory, ale na bezrybiu i rak ryba, więc nie narzekam:)


SKŁADNIKI:
- 200 ml ciemnego piwa (użyłam podpiwku słodowo-chmielowego, bo jest słodszy i mniej goryczkowy niż piwo)
- 2 łyżki cukru
- 5 łyżek oleju
- szklanka mąki
- łyżeczka proszku do pieczenia
- szczypta imbiru w proszku (opcjonalnie)
- szczypta soli
polewa:
- pół słoiczka dżemu morelowego
- pół banana
PRZYGOTOWANIE:
1. Składniki na ciasto naleśnikowe zmiksować na gładką masę - jako ostatnie dodajemy piwo/podpiwek (pilnując by się jak najmniej wygazowało, lejemy po ściance naczynia w którym miksujemy). Aby się łatwo przewracało ciasto musi być dość gęste (nieco gęstsze niż na tradycyjne naleśniki), smażymy małe pancake'i na złoty kolor z obu stron.
2. Dżem morelowy rozpuścić w garnuszku na wolnym ogniu, dodać pokrojonego w plasterki banana i chwilę pogotować, aby banan nieco zmiękł, ale się nie rozpadał.
3. Placuszki podawać polane ciepłym sosem morelowo-bananowym.


niedziela, 28 października 2012

Kanapka ze stekiem z rozbefu, julienne z ogórka i pesto pietruszkowym

Czasami trzeba odreagować. Zmienić coś. Wyrwać się z rutyny. Tak się ostatnio w mojej kuchni zrobiło słodko i wegańsko, że Mięsna Strona Mocy we Mnie zaczęła głośno wołać: ratunku!!! help!! tu jestem!!! nakarm mnie:))) W takich sytuacjach zawsze budzi się we mnie superbohater. Znacie to uczucie? Jesteście pewni siebie. Odważni. Pelerynka delikatnie furkocze na wietrze. Zrobię ci kanapkę ze stekiem wołowym Mięsna Strono Mocy we Mnie! Uratuję cię! Nie bój nic.


Mięsna Strona Mocy we Mnie stała się jednak zwyczajnie nienasycona ostatnimi czasy, a przecież dokarmiałam ją solidnie. Była zupa gulaszowa z ugotowaną na mięciutko łopatką wieprzową. Był stek z karkówki. Był kurczak z piekarnika pieczony na butelce - specjalność kuchni mojego teścia. Mam nadzieję, że tą soczystą kanapką ostatecznie zatkam jej usta:)))



SKŁADNIKI:
- 1,5cm grubości plaster rozbefu
- bułka biała zwykła
- odrobina musztrady dijon
- ogórek zielony długi
- pęczek pietruszki
- ząbek czosnku
- oliwa z oliwek
- gruba sól (ja użyłam himalajskiej różowej, ale może być np. morska)
- pieprz ziarnisty
- suszony rozmaryn

PRZYGOTOWANIE:
1. Plaster mięsa włożyć do foliowego woreczka, posypać go z dwóch stron solą, pieprzem i rozmarynem, a następnie rozbić pięścią/ tłuczkiem/ kulką na płaski kotlet.
2. Mięso ułożyć na suchej (w sensie bez tłuszczu) patelni grillowej i najlepiej docisnąć prasą do steków, aby równo się wysmażyło. Ja obecnie nie mogę jeść surowizny, więc zrobiłam stek mocno wysmażony (po 5 minut z każdej strony), ale oczywiście można zrobić stek bardziej krwisty (np. po 3 minuty z każdej strony).
3. W czasie gdy stek się smaży, przygotowujemy julienne z ogórka: jeżeli mamy specjalny nożyk/ obieraczkę do julienne to przeciągamy kilka razy wzdłuż ogórka (moim nożykiem zamiast wiórków wychodzi tagiatelle julienne, ale nadal ćwiczę), jeśli nie mamy specjalnego nożyka, to po prostu kroimy ogórka na długie cienkie paski.
4. Pesto: pietruszkę siekamy dość drobno - można  nożem, albo półksiężycem do ziół (mój ulubiony siekacz) albo blenderem, następnie dodajemy przeciśnięty przez praskę ząbek czosnku, szczyptę soli i odrobinę oliwy (tylko tyle aby skleiła siekaną pietruszkę).
5. Bułkę przekroić na pół, posmarować musztardą dijon, układamy garść wiórków julienne, na to przekrojony na pół stek, nakładamy łyżkę pesto i dociskamy górną częścią bułki tak aby nadmiar oliwy i soków ze steku wchłonął się w miąższ bułki - i gotowe:) Zajadać ze smakiem:)))

PS. A teraz się pochwalę, co ostatnio wygrałam w blogowych konkursach:)))


Oto forky wygrany w konkursie na blogu Fuzja Smaków. Niestety nie podzielam entuzjazmu innych blogerów testujących to narzędzie.
Po pierwsze, mam ręce z azbestu i nie boję się pryskającego tłuszczu. 
Po drugie, nie grilluję za często z powodu braku grilla/ działki i z powodu posiadania sumienia, które nakazuje mi nie grillować na balkonie/ nad jeziorem/ w parku/ na trawniku przed blokiem. 
Po trzecie, dbam o delikatną powierzchnię moich patelni (teflonowych i ceramicznych) i drżę używając ostrego forkiego w tych delikatnych warunkach. 
Po czwarte, forky nadaje się jedynie do przewracania steków - nie przewrócisz tym mielonego ani ryby, bo się rozwali, a przewracanie kawałków pokrojonego kurczaka, to zadanie ponad moją cierpliwość.


Dużo bardziej satysfakcjonujące było wyróżnienie u Aluchy i jej spersonalizowana nagroda-niespodzianka! Tu wszystko było trafione!

Po pierwsze, różowa książeczka z przepisami na moje ulubione mufinki:)



Po drugie, różowa foremka na kostki lodu z pomysłem na... lodowe kostki rosołowe:)


Po trzecie, pyszny dżemik jabłkowo-gruszkowy - idealne połączenie kremowej konsystencji musu jabłkowego i  kostek gruszki idealnie al dente:)


Po czwarte, zielonogórska karteczka z Bachusikami (w tle) i kilkoma Aluchowymi sekretami, które jednak zachowam dla siebie:)))


Dzięki Ci Alu! Uwielbiam takie niespodzianki:)))


niedziela, 7 października 2012

Wegańskie mufinki z dżemem wiśniowym

Eksperymentów wegańskich ciąg dalszy... Bez jaj i mleka. Bez masła. Za to z margaryną. Do kruszonki. Bezmleczną. O dziwo, wcale nie jest łatwo takową znaleźć. Nastała mania uszlachetniania wszystkiego masełkiem i mleczkiem, chociaż 1% - ale dołożą... A jak już nie ma nabiału, to jest lecytyna sojowa, a soja, to kolejny alergizujący element, którego staramy się unikać. Ach, i do listy zakazanych produktów doszły nam ryby - na szczęście rzadko używane w słodkich wypiekach;)


Te mufinki odkryłam zupełnie przypadkowo. Wymyśliłam sobie, że zjadłabym takie babeczki z dżemem. Gdy robiłam je po raz pierwszy nie miałam jeszcze ograniczeń dieteycznych, więc zamiast części soku/wody dodałam jogurtu nauturalnego (i powiem wam na marginesie, że te jogurtowe od moich wege niewiele się różnią). Włożyłam blachę z mufinami do piekarnika i nagle olśnienie! - Zapomniałam o jajach! Wracam do przepisu i ze zdumieniem stwierdzam, że ten o takowych nie wspomnia! A to przecież przepis z Kwestii Smaku, tam raczej nie ma błędów w liście składników... Ku mojemu zdumieniu wyszły idealne - wilgotne, puszyste - nawet na drugi dzień i do tego ta chrupiąca skórka i kwaskowy dżem w środku!




SKŁADNIKI (16 sztuk)
ciasto
- 1 i 1/2 szklanki mąki pszennej
- 1/4 szklanki mąki ziemniaczanej
- 3/4 szklanki cukru
- 1 łyżeczka sody oczyszczonej
- 1 łyżeczka proszku do pieczenia
- szczypta soli
- 3/4 szklanki soku jabłkowego
- 1/3 szklanki oleju roślinnego
- 1 łyżeczka octu winnego
- 16 łyżeczek dżemu (ja użyłam konfitur wiśniowych, dość zwartych/ gęstych w konsystencji, galaretkowate mogą się rozpuścić i zamoczyć ciasto podczas pieczenia)
kruszkonka:
- 100 g mąki
- 50 g margaryny bezmlecznej
- 50 g cukru
- kropelka olejku migdałowego

PRZYGOTOWANIE:
0. Piekarnik nastawic na 175 stopni
1. Mąkę pszenną i ziemniaczaną przesiać do miski i dodać wszystkie pozostałe składniki oprócz dżemu - wymieszać łyżką i ciasto gotowe (mogą pozostać małe grudki mąki)
2. Przygotować kruszonkę: do miski wsypać mąkę, cukier, kropelkę aromatu migdałowego i całość zalać roztopionym i gorącym masłem - szybko zagnieść i rozdrobnić na bardzo małe okruszki.
3. Do foremek mufinkowych nałożyć 2 spore łyżeczki ciasta, na to ułożyć łyżeczkę dżemu i przykryć pozostałą częścią ciasta, tak aby około pół centymetra zostało od górnego brzegu foremki, wierzch posypać kruszonką.
4. Piec 20-25 minut, aż patyczek wetknięty w w mufinę po wyjęciu będzie suchy:)


Smakują dużym i małym brzuszkom! 
I jak stwierdził Julek: "ładnie pachną" :)

niedziela, 30 września 2012

Dżem z dyni i jabłek

Osobiście nie jestem w stanie stwierdzić, czy jest to dżemik dyniowy z jabłkami o korzennym posmaku, czy jest to konfitura z jabłek o smaku dyniowo-goździkowym. Wiem jedno: ten dżem jest przepyszny!:))) Dyniowo-jabłkowy czy też dokładnie na odwrót - to są po prostu moje smaki:) I jeszcze jedno wiem na pewno, ten dżem nie byłby taki dobry, gdyby któregoś z tych składników (jabłko, dynia) zabrakło!:) Nie mam niestety tyle cierpliwości, co Karmel-itka, której dyniowy przepis zainspirował mnie do własnych eksperymentów, i musiałam skorzystać z pomocy tego żelującego ustrojstwa, które znalazłam w swojej kuchennej szafce. Zdecydowanie jednak, warto było spróbować! Obawiam się natomiast, że zrobiłam tego dżemu duuuużo... za mało:) Pierwszy słoiczek już zniknął. Ważą się losy pozostałych dwóch*...


I pomyśleć, że ja tak nie lubię pomarańczowego koloru! Nie noszę pomarańczowych ciuchów. Czuję się klaustrofobicznie w pokojach pomalowanych na pomarańczowo (w zakres pomarańczu włączam też kolor zwany łososiowym). Gdy sygnalizacja świetlna wskazuje pomarańczowy, to przyspieszam, żeby tylko nie widzieć tej barwy! [No dobra, to ostatnie to żart :] A jednak pomarańczowe jedzenie jest pyszne! Począwszy od cytrusowych owoców - pomarańcze, mandarynki, poprzez wspomnianego łososia, aż po morele, brzoskwinie, nektaryny i dynię właśnie! Ten kolor na talerzu budzi we mnie tylko optymistyczne wrażenia:) A jak działa na was?


SKŁADNIKI:
- 1,5 szklanki purée z dyni (najłatwiejszy sposób na przygotowanie takiego purée to: wykładamy na blaszkę kawałki dyni ze skórą, ale bez pestek i włókien do piekarnika, przykrywamy papierem do pieczenia, i opiekamy w temperaturze 180 stopni przez około 30 minut lub do momentu aż dynia zacznie mięknąć i puszczać soki, potem oddzielamy dyniową papkę od skóry i całość miksujemy blenderem)
- 1,5 szklanki kwaśnych jabłek obranych i pokrojonych w kostkę (np. antonówek)
- żel-fix-fruct-coś-w-tym-stylu (ja dodałam na oko, prawdopodobnie całe albo prawie całe opakowanie, nie wiem dokładnie, bo było otwarte:) jeżeli mamy wagę to można proporcjonalnie odmierzyć:)
- 3/4 szklanki cukru
- 1 łyżeczka cynamonu
- pół łyżeczki zmielonych w moździerzu goździków

PRZYGOTOWANIE:
1. Purée z dyni, jabłka, cynamon i goździki wrzucić do garnka, wymieszać z żel-fruct-fixem i chwilę zagotować (krótko, aby jabłka się nie rozpadły), cały czas mieszając.
2. Do gotujących się owoców dodajemy cukier.
3. Gotujemy minutę, aż owoce zaczną się pienić i bulgotać.
4. Wyłączamy kuchenkę, mieszamy kolejną minutę, aż piana zniknie.
5. Gorący dżem przekładamy do słoiczków, które następnie odwracamy do góry dnem i zostawiamy do wystygnięcia.
6. Z podanych proporcji wyszły mi 3 słoiczki (2 po 250 ml i jeden 450ml).


*Publikacja tego posta nieco przesunęła się w czasie (o tydzień) i dżemu oczywiście już nie ma - czeka natomiast na moją wolną chwilę kolejny kawałek dyni i antonówki, więc będzie powtórka:)))

poniedziałek, 24 września 2012

Krem z ziemniaków i cukinii ze świeżym majerankiem

Gęsta. Rozgrzewająca. Jesienna. Przez ten majeranek i kremową konsystencję przypomina mi trochę grochówkę. Zastanawialiście się kiedyś jaka jest różnica między świeżym majerankiem a suszonym? Czy jest tak jak na przykład z bazylią - dwa inne smaki, dwie różne przyprawy? No to z majerankiem tak nie jest:) Smak pozostaje ten sam:) Majerankowy.


Polecam tę zupę wszystkim zmarzluchom! Niedawno dołączyłam do ich grona i jedno wiem na pewno: ciepły sweter i gorąca zupa do podstawa! A wracając do majeranku... To ponoć jedna z kilku bezpiecznych przypraw dla karmiących matek (bezpiecznych, czyli jak rozumiem nie wzdymających, nie uczulających, nie zmieniających smaku pokarmu i nie zmniejszających laktacji:). Do pozostałych należą: natka pietruszki, koperek, kminek i anyż [źródło - klik]. Ja jeszcze używam bazylii i oregano, a ostatnio także tymianek - synusiowi najwyraźniej nie przeszkadzają dobrze doprawione potrawy:)

SKŁADNIKI:
- 3 duże ziemniaki
- 1 mała cukinia
- 1 marchewka
- 2 łyżki listków świeżego majeranku
- 0.5 bulionu warzywnego lub drobiowego
- sól i pieprz do smaku

PRZYGOTOWANIE:
Ziemniaki obrać i pokroić w ćwiartki, cukinię pokroić w talarki, marchewkę obrać i pokroić w krążki - wszystkie te warzywa ugotować w bulionie (aż ziemniaki będą miękkie), zmiksować blenderem do ulubionej konsystencji (ja lubię gdy kawałki warzyw jeszcze da się wyróżnić:), doprawić solą i pieprzem. Na koniec dodajemy świeży majeranek.


sobota, 22 września 2012

Ciasto cynamonowe z jeżynami

Kolejny Smakołyk Mamy Karmiącej alergika:) Bardzo mi się spodobały te ciasta bez jajek i mleka, bo nie trzeba uruchamiać całego "ciężkiego" sprzętu kuchennego: robotów, mikserów, blenderów... Wystarczy łyżka czy widelec, duża miska i kubek do odmierzania ilości składników - proste? No pewnie:) Zatem moja kuchnia zmieniła się ostatnio w małe laboratorium i sobie eksperymentujemy ze słodkościami:) Gdyby mi ktoś rok temu powiedział, że nie tylko będę piec ciacha jak dzika, tylko jeszcze do tego będę sama skutecznie modyfikować przepisy pod swoje potrzeby (czytaj: czyli wymyślać nowe!), to padłabym na ziemię fikając ze śmiechu nóżkami:)


...Ale tak na poważnie. Te moje ostatnie wypieki zaczęły mnie skłaniać do refleksji na temat roli jajka w cieście. Otóż, okazało się, że pełni ono rolę spoiwa [fanfary! dopiero to odkryłam!;) więcej na ten temat tutaj: klik]. Chodzi po prostu o to, aby po upieczeniu ciasto nie rozpadało się na milion małych okruszków, tylko by można je było pokroić na kawałki i zjeść jak człowiek:) Świetnym spoiwem zastępczym jest mąka ziemniaczana - wystarczy parę łyżek i ciasto nabiera pożądanej sprężystości. Nie można z nią jednak przesadzić, bo wtedy ciasto robi się twarde i gumowate... Z przepisem poniżej to wam jednak nie grozi:)


SKŁADNIKI*:
- 1 i 1/2 szklanki mąki pszennej
- 1/4 szklanki mąki ziemniaczanej
- 3/4 szklanki cukru
- 1-2 łyżeczki cynamonu
- 1 łyżeczka sody oczyszczonej
- 1 łyżeczka proszku do pieczenia
- 3/4 szklanki wody gazowanej
- 1/3 szklanki oleju roślinnego
- 1 łyżeczka octu winnego
- garść jeżyn lub innych owoców sezonowych (nie zanadto soczystych)

PRZYGOTOWANIE:
0. Piekarnik nastawić na 175 stopni
1. Mąkę przesiać do miski i dodać wszystkie pozostałe składniki oprócz jeżyn - wymieszać łyżką i ciasto gotowe (mogą pozostać małe grudki mąki)
2. Do tortownicy (średnica około 23cm) wyłożonej papierem do pieczenia przełożyć ciasto, na to ułożyć jeżyny i lekko je docisnąć w głąb ciasta.
3. Piec 45-50 minut, aż patyczek wetknięty w ciasto po wyjęciu będzie suchy:)

*wolna interpretacja przepisu z Kwestii Smaku

poniedziałek, 17 września 2012

Bento "Wakacyjna łąka"

Oto moje pierwsze w życiu bento. Bento, czyli taki finezyjny pomysł na śniadanie do szkoły, do pracy... To było dla Miśka i na konkurs, w którym mi się jednak nie poszczęściło:) Zrobiłam je już jakiś czas temu, ale nie miałam weny, żeby je opublikować. Zamiast przepisu dzisiaj będzie opis, a lista składników została wyróżniona pogrubioną czcionką:) 

PS. Dzięki Moniko, że uświadomiłaś mi swoim blogiem istnienie czegoś takiego jak bento:)


Na liściach sałaty rzymskiej przysiadł motylkowy nori sandwich z chleba tostowego, posmarowany wewnątrz majonezem i przełożony żółtym serem, polędwicą i listkiem sałaty. Motylka wykroiłam foremka do ciastek. Jego grzbiet zdobi listek nori przytwierdzony majonezem. Są też kawałki łososia i zielonego ogórka przymocowane wasabi. Motylek ma czułki ze szczypiorku.


Obok niego zawędrowała biedronka, której spód stanowi listek nori, na nim ułożone zostały nóżki ze szczypiorku oraz kulka ryżu do sushi ugotowanego według przepisu na opakowaniu. Całość przykryłam kawałkiem łososia i dodatkowym listkiem nori na twarz biedronki. Kropeczki są z czarnego sezamu, a jej oczy z żółtego sera i nori.


Łąka otaczająca motylka i biedronkę to kawałki pomidora i ogórka, trawka ze szczypiorku, łososiowe róże i parówkowe kwiatki. Te ostatnie robimy w bardzo łatwy sposób: kroimy parówkę na krótkie odcinki i jedną stronę nakrawamy np. w kratkę, albo robimy kółeczko przy pomocy słomki i potem promieniście nakrawamy, aby powstał wzór kwiatka. Takie paróweczki wrzucamy na moment do wrzącej wody, by się otworzyły i kwiaty gotowe!

Smacznego poniedziałku!

czwartek, 13 września 2012

Pasta kanapkowa ze słonecznika i koperku

Taka pasta to dla mnie idealna alternatywa dla pasztetu i kolejna propozycja w ramach cyklu "Smakołyki Karmiącej Mamy". Na początek małe sprostowanie, żeby nie było nieporozumień. Jest to cykl typu "czym się żywię ostatnimi czasy", a nie zalecana dieta dla kobiet karmiących. Sama jestem początkująca w tej dziedzinie, więc nie zamierzam się wymądrzać, bo po prostu się nie znam. Lekarka powiedziała: nie jeść mleka i jaj przez 4 tygodnie - to nie jem - a że słodkie lubię, to sobie kombinuję:) Oczywiście wszystkim innym też serdecznie polecam te przepisy!:) One są może trochę bardziej wege, nieco mocniej eko i bardziej sezonowe i lokalne (w sensie produkty, nie przepisy) :)


A taki bezmięsny pasztet? To miła odmiana i same zalety! Robi się go w pięć minut - jest więc idealny dla zapracowanych:) Jest zdrowy, bo słonecznik ma dużo wartościowych składników: ziarna zawierają dużo białka, tłuszczów, prowitaminy A, witamin E, B i F, błonnika, folacyny, potasu, żelaza i cynku, a dzięki bardzo dużej zawartości fitesteroli, roślinnych sterydów obniżających poziom cholesterolu we krwi, są idealnym składnikiem pokarmowym dla osób, które mają problemy z sercem*. Do tego wszystkiego taką pastę można dowolnie modyfikować przyprawami, dodatkami, na ile nam starcza fantazji:) Kiedyś zrobiłam taki [klik], a dziś wybrałam wersję z koperkiem i oliwą z pestek dyni, która daje specyficzny dyniowy smaczek:)

SKŁADNIKI:
- pół szklanki łuskanych ziaren slonecznika
- łyżka oliwy z pestek dyni
- 2 łyżki posiekanego koperku
- sól
- wrzątek

PRZYGOTOWANIE:
1. Słonecznik przesypać do miseczki, zalać wrzątkiem i pozostawiać na 20 minut (ja tym razem wytrzymałam tylko 5 minut i też wystarczyło:), aby zmiękł.
2. Odlać wodę, zostawiając odrobinę na dnie, dodać oliwę, koperek i wszystko zmiksować blenderem na w miarę jednolitą masę.
3. Pastę doprawić solą.


* źródło [klik]

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...