sobota, 15 października 2011

Pełnoziarniste leniwe pierogi

Pochwała prostoty i swego nie znacie. A może znacie, ale nie pamiętacie. A może jemy tak tylko u mamy, u babci... Przy tylu finezyjnych przepisach wokół warto czasem wrócić do podstaw. Okazuje się bowiem, że pierogi leniwe zrobiłam dziś po raz pierwszy w życiu :) Nawet Miśku mało narzekał, że obiad jest bezmięsny;)


Moje leniwe są z białego półtłustego twarogu, z mąką pełnoziarnistą, polane przyrumienionym masełkiem i posypane brązowym cukrem:))) Kto czytał "Sekretny język kwiatów", ten wie, że ten cyklamen na zdjęciu wyżej oznacza nieśmiałą nadzieję. Mam nieśmiałą nadzieję, że taka wersja leniwych pierogów przypadnie i wam do gustu:)


SKŁADNIKI:
- 0,5 kg białego sera półtłustego
- 2 jajka
- opakowanie cukru waniliowego
- 200g mąki pszennej pełnoziarnistej + trochę do posypania stolnicy
- 3-4 łyżki masła roztopionego do polania na talerzu
- szczypta soli
- brązowy cukier

PRZYGOTOWANIE:
0. Wstawiamy na gaz wodę w dużym  garnku, należy ją lekko osolić.
1. Ser przełożyć do miski, wbić 2 jajka i rozetrzeć na w miarę gładką masę przy pomocy tłuczka do ziemniaków lub drewnianą kulą do ucierania ciasta.
2. Dodać cukier waniliowy, szczyptę soli i mąkę - ponownie ucierać. 
3. W efekcie otrzymujemy dość lepkie ciasto, które przekładamy na posypaną mąka stolnicę i formujemy wałek (mi wyszły dwa), lekko go spłaszczamy i odcinamy po skosie równe kawałki ciasta.
4. Gdy woda się zagotuje, wrzucamy do niej leniwe pierogi, czekamy aż wypłyną z dna na powierzchnię i gotujemy jeszcze minutkę albo dwie.
5. Leniwe podajemy polane masełkiem i posypane cukrem.


wtorek, 11 października 2011

Korzenny czekosernik dyniowy

Zaczynam dochodzić do wniosku, że pieczenie nie jest takie złe! Znowu coś upiekłam i znowu wyszło. Tradycyjnie nie obyło się bez improwizacji, ale mam już coraz większą wyobraźnię cukierniczą i zaczynam rozpoznawać takie niuanse jak za gęste ciasto, za rzadkie ciasto, zbyt mączne, złowieszcze grudki i warzenie się masy. Mało tego! Opanowałam zasadę mówiącą o przeczytaniu przepisu do końca zanim się zacznie przygotowywać ciasto. Można dzięki temu uniknąć wpadek typu "mąka się skończyła", "zabrakło jednego jajka" i "myślałam, że mam kakao". Może się wydawać, że to oczywista rada, ale ja z uporem maniaka ją ignorowałam:)


Tym razem nawet ośmieliłam się wyjść z tym ciastem do ludzi i osłodzić nim sobotnie spotkanie ze znajomymi. Są oni tak miłymi ludźmi, że powiedzieli, że im smakowało:))) Ha! Mi też smakowało:) Można tu już zatem mówić o małym zwycięstwie publicznym! Nie pozostaje mi nic innego jak tylko zaopatrzyć się w foremki o różnych rozmiarach, bo np. ta tortownica 24cm jest trochę za duża na to ciacho... Widzę ogromne możliwości i planuję systematycznie podnosić poprzeczkę:)


SKŁADNIKI (foremka ok. 21x28 cm):
masa kakaowa:
- 170g masła (roztopić i lekko przestudzić)
- 100g cukru
- 3 jaja (rozmiar M)
- 80g mąki pszennej
- 60g ciemnego kakao dobrej jakości
- 2 łyżeczki cynamonu
- opakowanie cukru waniliowego
- szczypta soli
masa serowo-dyniowa:
- 220 g kremowego serka (np. President Naturalny)
 - 2 jajka (rozmiar M)
- 100g cukru
- 2.5 łyżki mąki pszennej
- 2/3 szklanki zmiksowanej dyni
- 0.5 łyżeczki cynamonu
- 0.5 łyżeczki mielonego imbiru
- szczypta gałki muszkatołowej
dodatkowo: cukrowa posypka pt. srebrne kuleczki:)

PRZYGOTOWANIE:
1. Nastawić piekarnik na 170 stopni.
2. Przygotowujemy masę kakaową: masło, cukier i cukier waniliowy ubić na puszysta, białą masę - następnie dodajemy po jednym jajku, cały czas miksując. W osobnej misce wymieszać suche składniki: mąkę, kakao i cynamon i dodajemy suche składniki do mokrych - delikatnie mieszamy łyżką (ja mieszałam mikserem na niskich obrotach)
3. Oddzielnie zmiksować zmiksować wszystkie składniki masy serowej.
4. Niewielką foremkę wykładamy pergaminem. Na jej dno przekładamy prawie całą masę kakaową (zostawiając 3-4 łyżki), na nią przekładamy całą masę serową, wierzch zdobimy resztą kakaowego ciasta (ja zrobiłam wir, ale można się pobawić).
5. Pieczemy ciasto ok. 40 minut, aż patyczek wetknięty w ciasto będzie suchy. Gotowe ciasto posypać posypką (srebrnymi kuleczkami)

Przepis zaczerpnęłam z Kuchni Agaty

niedziela, 9 października 2011

Kawior. Gunkan maki.

Gdy po raz pierwszy ujrzałam gunkan maki od razu chciałam je zrobić. Łódeczki z ładunkiem pomarańczowych perełek, a do tego ogórkowy żagielek... Cudo! Wszystko fajnie, tylko że ja nie jestem miłośnikiem sushi:) To mnie jednak nie powstrzymało... Miłośnikiem tego dania jest u nas Miśku, a i Gosia ze Smaków Alzacji lubi eksperymenty, więc postanowiłam wykorzystać sytuację i zorganizować w domowym zaciszu sushi party:P


To ciekawe doświadczenie, poznać wirtualną koleżankę. Znamy się tylko z... bloggera, można sparafrazować piosenkę. Takie spotkania są niezwykle inspirujące: wymiana doświadczeń, kulinarne opowieści i rozmowy o wszystkim:) Dwa tygodnie temu widziałyśmy się po raz pierwszy. Dziś po raz drugi. Moja imienniczka przyniosła pyszną jabłkowo-cytrynową tartę (został kawałeczek do jutrzejszej kawki, jupi!) i przyrządzonego po azjatycku śliwkowo-pikatnego kurczaka dla sushi-niejadków takich jak ja i mężczyzna Gosi:)

Ja zaś przygotowałam sushi, a tym po raz pierwszy: gunkan:) Nad kształtnością łódeczek muszę jeszcze popracować, to wyszło dopiero na fotkach. Wyglądają jak worki na śmieci z ikrą w środku, hehe;) No i do listy życzeń dopisuję profesjonalny, mega ostry nóż! Ogórkowe pióropusze powinny być cienkie jak mgiełka, a wyszły tak, jak widać na załączonym obrazku:)



SKŁADNIKI:
(gunkan robi się "przy okazji" robienia innych rodzajów sushi, więc proporcje ryżu i glonów podaję na "całość" z czego należy poświecić np. 2 listki nori i 10 małych, podłużnych wałeczków ryżu na gunkan)

- specjalny ryż do sushi (500g)
- glony nori (8-10 listków)
- marynowany imbir
- ocet ryżowy
- sos sojowy
- wasabi
- ogórek zielony
- ikra łososia
- pół filiżanki wina ryżowego, można zastąpić białym wytrawnym/ półwytrawnym
- cukier, szczypta soli

PRZYGOTOWANIE:
1. Przygotowujemy zaprawę do ryżu: mieszamy 6 łyżek octu ryżowego, 5 łyżek cukru, szczyptę soli.
2. Przygotowujemy ryż: 
- ryż dokładnie opłukać pod zimną wodą, pocieramy ręką ziarenka ryżu, aby pozbyć się jak największej ilości 'pyłu ryżowego'
- zalać wodą i namoczyć przez 30 minut
- odlać wodę, przełożyć na patelnię, zalać 2,5 szklanki wody, zagotować i przez 3 minuty gotować pod przykryciem na dużym ogniu, następnie skręcić ognień, gotować jeszcze przez 10 min, potem wyłączyć całkiem, i pozostawić na 15 minut aby ryż "doszedł"
- na koniec ryż powinien jest sklejony, ale ziarenka są w całości i nie rozpadają się:)
- następnie przyprawiamy ryż przygotowaną wcześniej zaprawą do ryżu
3. Z części ryżu lepimy małe wałeczki o długości około 2 cm (około 10 sztuk).
4. Listek nori tniemy nożyczkami na około 5 pasków.
5. Ikrę łososia przekładamy do miseczki i zalewamy na 2-3 minuty białym winem. Potem odsączamy.
6. Przygotowujemy pióropusze z ogórka wg tego filmu, 1 minuta 44 sekunda filmu:) ps. nie wiem w jakim języku gość mówi, ale wszystko zrozumiałam, w razie jakby co, to pytajcie w komentarzach:) Filmik genralnie prezentuje jak lepić gunkan maki:)
7. Przygotowujemy miseczkę z wodą. Owijamy wałeczek ryżu paskiem z nori, końcówkę nori przyklejamy przy pomocy wody. Dociskamy ryż w "łódeczce" do dna, nakładamy łyżeczką ikrę łososia, na końcu łódeczki wciskamy ogórkowy żagielek. Z wasabi lepimy mała kuleczkę, którą zdobimy gunkan maki. Gotowe!


Gosiu, dziękujemy Wam za odwiedziny:))) 

Miłego wieczorka! Kawiorowy przepis dodaję do akcji na Durszlaku:

sobota, 8 października 2011

Jesienna zupa

Na jesienną chandrę. Tak brzmiał tytuł maila od mamy. A jego treść? "Może w twojej kuchni da się coś jeszcze zmienić w tym przepisie"? Zajrzałam do odnośnika i stwierdziłam, że w sumie fajna zupa, więc po co cokolwiek zmieniać - ale, oczywiście bez zmian się nie obeszło:) W przydomowym markecie nie było cukinii, a papryka była tylko czerwona, kupiłam więc dynię dla koloru, a w lodówce znalazł się niezagospodarowany kawałek kapusty. Kluseczki serowe zapowiadały się wybornie, ale zastąpiłam je mięsem mielonym... Cząber zamieniła na czubricę, która jest mieszanką przypraw na bazie cząbru, więc nie jest to tak wielkie odstępstwo, ale suma summarum postanowiłam nie nazywać jej zupą bułgarską:)


Jest to zupa w kolorze jesieni. Jesieni właściwej. Tak zwanej, Polskiej Złotej Jesieni. Po tym co ukazało się moim oczom dziś rano (patrz: zdjęcie poniżej z serii Widok z okna. Dziś Zostaję w Domu) - po prostu musiałam zrobić coś optymistycznego. I chyba mi wyszło:)


SKŁADNIKI:
- 0,5kg mielonego mięsa wieprzowego (dobrej jakości, najlepiej 100% mięsa w mięsie:)
- 3 papryki czerwone
- 2 garście dyni pokrojonej w kostkę
- 1 duża cebula
- kawałek kapusty
- kostka rosołowa
- czubrica, sól
- 2-3 łyżki kwaśnego keczupu

PRZYGOTOWANIE;
1. Cebulę poszatkować w drobną kosteczkę i wrzucić na rozgrzaną patelnię polaną oliwą, gdy się przyrumieni - dodajemy mięso mielone i smażymy. Doprawiamy solą i czubricą.
2. W dużym garnku wstawiamy wodę i dodajemy usmażone mięso z cebulką.
3. Na patelni lekko obsmażamy dynię i pokrojoną w kostkę paprykę - potem dodajemy to do garnka z mięsem.
4. Na koniec bezpośrednio do garnka dodajemy poszatkowaną kapustę.
5. Całość gotujemy na małym ogniu około pół godziny lub do czasu aż papryka zmięknie. Na talerzu można dodatkowo posypać szczyptą czubricy i gotowe!


sobota, 1 października 2011

Odwracane ciasto ananasowe

Ciasto testowe. Raz, raz, raz... Próba piekarnika: raz, raz, raz-dwa-trzy... Skoro mam zaprosić na kawę bloggerkę MałgosięZ znaną z pysznych cukierniczych wyrobów, czego doświadczyłam na własnym podniebieniu tydzień temu, to chyba muszę poćwiczyć... Lubię ciasta zrównoważone, czyli nie za słodkie - z jakimś kwaśnym akcentem. A to dzisiejsze... Hmmm... Jest bardzo słodkie. Jedynym kwaśnym akcentem jest słodki ananas. Podoba mi się w tym cieście smak przyrumienionego brązowego cukru, ale to chyba wszystko... Będę zatem musiała poszukać jakiegoś innego wypieku na nasze kolejne spotkanie:)


Pomysł na ciasto wzięłam z serialu "Gotowe na wszystko". Poszperałam w internecie i ostatecznie połączyłam dwa przepisy: ten i ten. I pocieszające jest to, że moje umiejętności ewidentnie plasują się gdzieś między Bree a Gaby - wiem że to duża przepaść, o czym świadczy choćby ten fragmencik serialu poniżej, ale i tak się cieszę - być może moje ciasto nie wyrosło (bo wcale nie miało) tak jak to w wydaniu Bree, ale też nie okazało się klapą jak to przygotowane przez Gaby:


Przepis ten dodaję do akcji Serialowo w kuchni w związku z premierą w zeszłą niedzielę pierwszego odcinka ósmej, ostatniej już serii "Gotowych na wszystko":) Enjoy!

SKŁADNIKI:
- 100g mąki
- 100g cukru 
- 100g masła stopionego
- 2 jajka
- 1,5 łyżeczki proszku do pieczenia
topping:
- kilka plastrów ananasa z puszki
- kilka kandyzowanych wiśni
- 8 łyżek ciemnego cukru muscovado
- 5 łyżek masła

PRZYGOTOWANIE:
0.  Nastawiamy piekarnik na 200 stopni.
1. Najpierw przygotowujemy topping: rozpuszczamy w garnku masło z cukrem a następnie wylewamy tą cukrową masę na dno tortownicy (lepsze są do tego takie bez zdejmowanej obręczy, bo może trochę przeciekać. Układamy ananasy i w środek wkładamy wisienkę. Odstawiamy aby lekko przestygło.
2. Miksujemy jajka, masło, mąkę, proszek do pieczenia i cukier i tak powstałe ciasto wlewamy do tortownicy. Ciasta nie ma za dużo - tylko tyle aby przykryć owoce w tortownicy o średnicy 24cm, i nie wyrasta zbytnio, żeby nie powiedzieć: jest płaskie:)
3. Pieczemy przez 30 minut. Po tym czasie wyjmujemy ciasto z piekarnika, tortownicę przykrywamy duzym talerzem i odwracamy. Trzeba to zrobić póki cukier nie zastygnie.


piątek, 30 września 2011

Sałatka z jajkiem i boczkiem

Bo ładnie wygląda na zdjęciu. Bo jest szybka w przygotowaniu. Bo łączy smaki, które lubię. Oto przyczyny przyrządzenia przeze mnie sałatki według przepisu z "Kuchni" Nigelli. Z reguły sałatki robię z głowy i nie mam tu na myśli główki sałaty... Po prostu wiem jak sałatka będzie smakować zanim ją zrobię. Wiem co do czego pasuje, a co się ze sobą gryzie. Nawet jak zanotuję jakiś przepis na sałatkę, to na bank zamienię jakiś składnik. A tu? Wiedziałam, że będzie dobrze, ale zmieniłam jedną rzecz - na całe szczęście!!!!


Przygotowałam sos według wytycznych Nigelli, ale nie polałam nim sałaty na talerzu, tylko podałam oddzielnie, w filiżance i to mnie uratowało! Bo ten sos z książki to absolutna klapa, cytuję:  

"Do wytopionego z boczku tłuszczu na patelni dodaj musztardę diżońską i wymieszaj trzepaczką, żeby składniki się połączyły, po czym dodaj ocet i odrobinę sosu Worcestershire, ponownie starannie wymieszaj trzepaczką i wylej sos na liście sałaty w misce, którą potrząśnij, żeby sos się wymieszał z sałatą." 

Nie wiem jak się zachowuje tłuszcz wytopiony z brytyjskiego boczku, ale ten polski po prostu się ścina i zamiast sosu-emulsji mamy ocet ze smalcem. Ohyda! Uratowało mnie fotografowanie sałatki, podczas którego wyszedł na jaw ten tłusty proceder o kryptonimie "smalcowy sabotaż":)


SKŁADNIKI:
- główka endywii eskarioli albo endywii kędzierzawej lub innej sałaty gorzkawej (ja użyłam lodowej)
- 4 jaja
- 1 łyżka oliwy czosnkowej
- 1 łyżeczka musztardy diżońskiej
- 4 łyżeczki octu jabłkowego (ja użyłam ryżowego)
- 200 g wędzonego boczku w kawałkach lub plastrach, pokrojonego w słupki
- odrobina sosu Worcestershire
- mały pęczek natki pietruszki 
- 3-4 łyżki oliwy

PRZYGOTOWANIE:
1. Jajka gotujemy na nie-całkiem-twardo sposobem Nigelli - uwaga: to działa!: jaja włożyć do wody w garnku, doprowadzić do wrzenia, po czym gotować minutę, gasimy ogień i zostawiamy jaja w gorącej wodzie na 10 minut.
2. W tym czasie porwij sałatę na strzępy i ułóż na talerzu.
3. Rozgrzej na patelni oliwę czosnkową i smaż boczek ok. 5 minut, aż skwarki będą chrupkie.
4. Wylej wodę z garnka z jajkami i zalej je zimną wodą, potem obierz skorupki.
5. Usmażony boczek przełóż łyżką cedzakową na papierowy ręcznik, aby maksymalnie odsączyć go z tłuszczu.
6. Poszatkuj drobno pietruszkę i wymieszaj ją ze sałatką, ułóż na wierzchu jajka pokrojone w ćwiartki i całość posyp chrupkami z boczku:)
7. Na koniec przygotuj sos: do oliwy dodaj musztardę diżońską i wymieszaj trzepaczką, żeby składniki się połączyły, po czym dodaj ocet i odrobinę sosu Worcestershire, ponownie starannie wymieszaj trzepaczką.

wtorek, 27 września 2011

Afrykańskie nóżki

Dawno nie prezentowałam czegoś z serii "Danie główne"... Otóż, to co chcę wam szczerze polecić to, według tłumaczy "Kuchni" Nigelli Lawson, Afrykańskie Pałki. Za każdy razem, gdy czytałam tą nazwę widziałam Papuasów z charakterystyczną "pałką" zwaną horim. Tak wiem, że Papua, to nie Afryka, ale bywają takie konotacje, które jak raz się człowiekowi nasuną, to już nie da się ich wymazać z pamięci. Dwuznaczne skojarzenia to moja specjalność, zatem w celu zachowania jakiejś higieny mentalnej zmieniłam nazwę dania:) I od razu mi lepiej.


Poza nazwą zamieniłam tylko dżem z morelowego wg Nigelli na brzoskwiniowy, który był w lodówce. Danie polecam, bo jest szybkie w przygotowaniu (nie licząc godziny w piekarniku, no ale nie trzeba stać nad garnkiem i to się ceni:) - marynatę przygotowuje się w kilka minut i nie trzeba trzymać w niej nóżek przez dobę, pół dnia ani nawet przez godzinkę. Nóżki w marynacie można od razu włożyć do piekarnika, a i tak przenikają poszczególnymi smaczkami tejże marynaty. Ach, zapomniałabym, i od siebie dodałam szczyptę kuminu, który od niedawna - uwielbiam!:)

SKŁADNIKI:
- 2 łyżki sosu Worcestershire (u Nigelli 80 ml, ale jak na nasze podniebienia to trochę za dużo)
- 4 łyżki keczupu (ja użyłam łagodnego, słodkiego)
- 2 łyżeczki angielskiej musztardy w proszku (ja dodałam 2 łyżeczki musztardy bawarskiej)
- 1 łyżeczka zmielonego imbiru + 1 łyżeczka kuminu
- 1 łyżeczka dżemu morelowego lub brzoskwiniowego
- 1 cebula, bardzo drobno posiekana
- 8 pałek kurczaka
- 1 łyżka oliwy czosnkowej

PRZYGOTOWANIE:
0. Nastawiamy piekarnik na 200 stopni.
1. Przygotowujemy marynatę, mieszamy w płaskim naczyniu: sos Worcestershire, keczup, musztardę, imbir, kumin, dżem i dodajemy posiekaną cebulę.
2. Pałki zanurzamy w marynacie tak, aby pokryła je w całości.
3. Wlewamy oliwę na spód naczynia żarodpornego, układamy pałki i wylewamy na nie pozostałą marynatę.
4. Pieczemy około godziny, w razie potrzeby można podlać mięso raz czy dwa: im głębsze naczynie, tym dłużej pałki będą się przyrumieniać i dopiekać.
5. Podałam to danie z ryżem basmati i kleksem dżemu brzoskwiniowego.


niedziela, 25 września 2011

Sernik bez sera ze świeżymi malinami

Oto historia prawdziwa. Stoję przed lodówką w markecie, podbiega do mnie starsza kobieta i pyta:
- Jak to było w tym przepisie? Kefir czy jogurt mam kupić? - o mamo, myślę sobie, skąd ona wie, że mam bloga kulinarnego i że w ogóle znam się na tym? Jestem rozpoznawalna? Dżizas, o co chodzi?!?
- No wie pani, ten przepis, sernik bez sera? - naciera dalej kobieta.
- Niestety nie wiem, nie jestem najlepsza w wypiekach - tylko taka odpowiedź przyszła mi do głowy.
- No kurczę, nie pamiętam... Demencja starcza, tak mówią...
- Jakiś czas temu - coś zaczyna mi świtać - mama wysłała mi linka do tego przepisu, myślę, że jogurt byłby lepszy... Zadowolona tą odpowiedzią kobietka poleciała buszować w nabiale, tylko po to aby zaraz minąć mnie ponownie ze słowami na ustach:
- Aaa... Jeszcze biszkopty, nie trzeba piec spodu żadnego!


Odebrałam to jako znak. Może i ja zrobię do niedzielnej kawki taki sernik bez sera? I zrobiłam. I wyszedł bardzo smaczny, taki delikatny puszek, w smaku faktycznie serowy, któremu razem z Misiem nawet nie daliśmy szansy ostygnąć i ściąć się porządnie - tylko podjadaliśmy z zapałem po kawałeczku:)))


Przepis wykonałam wg wskazówek Arabeski, ale oczywiście coś tam pozmieniałam po swojemu. A na zdjęciu wyżej obok ciasta - mój nowy magnes na lodówkę, czyli przesyłka-niespodzianka od Asciy. Jeszcze raz wielkie DZIĘKI:))) Jesteś kochana:)

SKŁADNIKI:
- 5 jajek (rozmiar XL)
- 2 jogurty bałkańskie (ja użyłam bakomy, ekstra gęsty, 2 x 360g)
- 1 budyń waniliowy (użyłam dużego opakowania, 70 g)
- 1/2 szklanki oleju roślinnego
- niepełna szklanka cukru
- herbatniki do wyłożenia spodu formy
- świeże maliny

PRZYGOTOWANIE:
1. Nastawić piekarnik na 160 stopni.
2. Tortownicę o średnicy ok. 25cm wyłożyć herbatnikami.
3. Oddzielić żółtka od białek.
4. Żółtka utrzeć mikserem z 1/2 szklanki cukru. Następnie dodać jogurty, budyń i olej i krótko wszystko zmiksować.
5. Białka ubić na sztywną pianę, w połowie ubijania dodawać stopniowo cukier.
6. Wymieszać masę jogurtową z białkami - delikatnie. Przelać ciasto do tortownicy.
7. Pod kratką w piekarniku na której ułożymy tortownicę wstawić dużą blachę z gorącą wodą (ja użyłam zimnej, w końcu w piekarniku i tak szybko się zagrzeje, prawda?).
8. Wstawić tortownicę do piekarnika i piec 1h 20min - lub nieco dłużej jeśli uznacie że to konieczne (test patyczkiem).
9. Po tym czasie wyłączyć piekarnik i zostawić ciasto do całkowitego wystygnięcia (nam się nie udało wytrzymać, ale warto poczekać, aby ciasto się "związało":)
10. Ciasto bardzo dobrze komponuje się z malinkami.


sobota, 24 września 2011

Ananasowa sałatka z malinami i aloesem

Nie-ma-nas. Mnie i moich postów. Post? Nie, nie poszczę. Stołuję się na mieście. Nawet Miśku zaczął znowu gotować obiadki. A-na-nas trzeba czekać. Na mnie i moją wenę. Aż się ogarniemy. Ananas? Czemu nie? Może dziś na śniadanie?


Tak to sobie wymyśliłam. Z malinami. Z aloesem. Z jogurtem. Z syropem klonowym. Aloes?!? Tak, aloes. To jeszcze pamiątka z wakacji i efekt buszowania po czeskim sklepie spożywczym. Jaki ma smak? Dziwny. Galaretowata konsystencja. Wgląda jak algi. Smakuje słodko, bo z cukrowej zalewy. I ma taki posmak. Ciekawy, ale dziwny, który na szczęście dobrze się komponuje z ananasem i malinami:)


Ważne, aby ananas był dojrzały. Jak to rozpoznać, nie mam pojęcia. Chyba najlepiej kupić, poczekać tydzień, może dojrzeje? :) W każdym razie, sałatka wyszła pysznie, owocowo, słodko... Jak to powiedział Miśku, "skoro cząsteczki przekroczyły prędkość światła, to deser najwyraźniej wyprzedził śniadanie" :)


SKŁADNIKI:
- dojrzały ananas
- pudełeczko malin
- 2 łyżki aloesu (odsączony ze słodkiej zalewy)
- mały kubeczek jogurtu naturalnego
- 2-3 łyżki syropu klonowego

PRZYGOTOWANIE:
1. Ananasa przekroić na pół i wydrążyć miąższ, który następnie kroimy w kosteczkę (bez twardego środka).
2. Do wydrążonych połówek ananasa wsypujemy maliny, ananasa i kostki aloesu.
3. Jogurt mieszamy z syropem klonowym, który podajemy do sałatki.


niedziela, 4 września 2011

Ciasto typu "goście jadą" ze śliwkami i orzechami

Piątek wieczór. Dzwonek domofonu. Kochanie, otwórz, kurier do ciebie. Ale ja nic nie zamawiałam... Otwieram niepewnie drzwi, a tu młody chłopak z bukietem kwiatów w ręce. Pani Małgorzata? Tak. Kwiatki dla Pani. [Tu mam lekki wytrzeszcz oczu, kopara mi opadła i mam minę półgłówka lub innego ćwierćwałka]. Dziękuję. Zamykam drzwi. Cieszę się i rozkminiam. Któż to??? Po zdziwionej minie Miśka wnioskuję, że to nie jego romantyczny gest. W takim razie: czyj??? Uwaga. Jest bilecik: "Niespodzianka! Miłej reszty dnia!". Brak podpisu. Charakter pisma podobny do naszej ex-współlokatorki, która teraz przebywa w Meksyku i w sumie jest taką krejzolką, że mogłaby mi wysłać kwiaty bez okazji. No tak, ale to przecież kwiaciarnia wysyłkowa i pewnie tam wypisano bilecik. A zatem, pytam ponownie: któż to?


A może to jednak Miśku, tylko udaje. Jak w "Tożsamości" Kundery... Będzie moim mężem i jednocześnie tajemniczym adoratorem? "Nazajutrz znalazła w skrzynce kopertę od nieznajomego, adresowaną tym samym charakterem pisma. List nie miał już nic z lakonicznej lekkości. Przypominał długi raport. 'W ostatnią sobotę, pisał jej korespondent, wyszła Pani z domu o godzinie 9 minut 25, wcześniej niż w poprzednie dni'. (...) Opisuje jej sukienkę i perły wokół szyi. 'Nigdy wcześniej nie widziałem tych pereł. Są piękne. Pasuje do Pani ich czerwony kolor. Rozświetla Panią.' List jest podpisany: C.D.B. To ją intryguje."*


Rzeczywistość jest jednak bardziej zaskakująca. Piszę na skajpie do mamy.

[2011-09-02 19:22:37] ja: przysłałaś mi kwiaty?
[2011-09-02 19:23:06] mama: a kiedy
[2011-09-02 19:23:10] ja: to ty?
[2011-09-02 19:23:16] ja: teraz
[2011-09-02 19:23:16] mama: ???
[2011-09-02 19:23:42] ja: przyszedł kurier z kwiatami dla mnie
[2011-09-02 19:23:46] ja: przed chwilą
[2011-09-02 19:23:46] mama: ???
[2011-09-02 19:23:48] mama: :)
[2011-09-02 19:23:55] ja: i to nie od miśka
[2011-09-02 19:24:00] mama: ???
[2011-09-02 19:24:06] *** Rozmowa od mama ***

No i podczas rozmowy jeszcze chwilę udawała, że to nie ona, ale potem się przyznała:) Pogadałyśmy. Pośmiałyśmy się. Niespodzianka się udała. A teraz czas na niespodziewany, kolejny sukces cukierniczy. Przepis na to ciasto znalazłam u Asicy i lekko urozmaiciłam. Wiadomo. Muszę namieszać...:) Wyszło pysznie:) Dzięki za inspirację!

SKŁADNIKI:
- 3/4 szklanki cukru
- 1 szklanka mąki (ja użyłam kukurydzianej, bo zapomniałam znowu kupić pszenną)
- 2-3 łyżki oleju
- 1 łyżeczka proszku do pieczenia
- 4 jaja
+ łyżeczka kurkumy
+ śliwki węgierki przecięte na połówki
+ spora garść posiekanych orzechów laskowych

PRZYGOTOWANIE:
1. Piekarnik nastawić na 160 stopni.
2. Całe jajka lekko ubić mikserem dodając powoli cukier.
3. Dodać 1/3 szkalnki pszesianej mąki, proszek do pieczenia i miksować dalej. Potem kolejne 1/3 szklanki i zmiksować. I na na koniec resztę mąki, kurkumę i olej i ponownie zmiksować.
4. Ciasto przelać do natłuszczonej formy (ja użyłam tortownicy o średnicy ok. 25 cm), na wierzchu ułożyć śliwki i posypać orzechami - piec w piekarniku 40 minut.

Przepis dołączam do Śliwkowej akcji:)

*Milan Kundera, "Tożsamość", Warszawa 1998, wyd. PIW, s. 40-41

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...